Ben LaMar Gay – Confetti In The Sky Like Fireworks (This Is Bate Bola OST)
Łukasz Komła:

Tym razem Ben LaMar Gay w roli kompozytora muzyki filmowej. Obraz „This Is Bate Bola” pokazuje mało znane oblicze brazylijskiego karnawału.

William Basinski – On Time Out of Time
Ania Pietrzak:

Powrót do przyszłości.

Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”



Ragnar Grippe – Sand

Reedycja cichej klasyki muzyki elektroakustycznej.

Ragnar Grippe, rocznik 1951, początkowo kształcił się na wiolonczelistę. We wczesnych latach 70. wyemigrował z rodzinnej Szwecji do Paryża, aby zgłębiać tajniki nowej muzyki w Groupe de Recherches Musicales – awangardowym kolektywie założonym przez Pierre’a Schaeffera. Odszedł z niego po dwóch latach, ale zaprzyjaźnił się z Lukiem Ferrari, innym prekursorem musique concrète, z którym rozpoczął budowę eksperymentalnego studia nagraniowego – l’Atelier de la Libération Musicale (Warsztat Wyzwolenia Muzyki).

Jakiś czas później Grippe podjął się skomponowania muzyki do wystawy w paryskiej Galerie Shandar. Indyjski artysta Viswanadhan Velu prezentował tam swoje obrazy stworzone za pomocą piasku. Zdjęcie jednego z nich trafiło na okładkę tej swoistej ścieżki dźwiękowej do wydarzenia artystycznego. Z czasem pierwsze wydanie „Sand” (1977) stało się białym krukiem, osiągając na rynku wtórnym wielokrotne przebitki. W ramach 40. rocznicy premiery amerykańska wytwórnia Dais Records przygotowała winylowe wznowienie w limitowanym nakładzie.

Na płytę składa się trwająca w sumie 50 minut dwuczęściowa kompozycja, zarejestrowana przez twórcę na żywo w owym paryskim studiu. Szkielet obydwu części zasadza się na metalicznym tykaniu obficie potraktowanym echem – rozedrganym i zarazem rytmicznym. Z tej gęstwiny niespiesznie wyłaniają się kolejne elementy: dzwonki, harmonijka ustna, marakasy, ambientowe podkłady, dyskretne muśnięcia gitary elektrycznej i kosmiczne partie klawiszy. Pulsująca całość jest należycie sugestywna i hipnotyczna.

To zaskakujące jak nowocześnie brzmi muzyka zrealizowana przed czterdziestoma laty przez względnie mało znanego kompozytora, który mógłby stanąć w jednym rzędzie z Brianem Eno, Tangerine Dream i Eugeniuszem Rudnikiem. Nowatorskie techniki wykorzystujące możliwości studia (ze wskazaniem na użycie taśmy) oraz odwołania do klasycznej szkoły kompozycji złożyły się na intrygujący album, który wymaga odrobiny skupienia, ale daje w zamian dużo więcej – i choćby dlatego „Sand” nie powinien trafić do lamusa. Ani tym bardziej do piachu.

Dais Records | 2017

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze