Ricardo Villalobos – Empirical House
Ania Pietrzak:

„It Don’t Mean a Thing If It Ain’t Got That Swing”

OONDOOD – QSTNS?
Jarek Szczęsny:

Gorączka i włócznia.

Dany Rodriguez – D’Visions
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro o oldskulowej urodzie.

UMFANG – Symbolic Use Of Light
Ania Pietrzak:

Surowica krwi minimal techno.

Lewis Fautzi – The Ascension Of Mind
Paweł Gzyl:

Transowe zapętlanie.

New Cage – Wszystko jutro
Łukasz Komła:

Joanna Halszka-Sokołowska i Bartłomiej Tyciński zmierzyli się z repertuarem Johnnego Casha, dokładając też własne nagrania. Nie ma mowy o mdłych coverach!

Janek Schaefer – Glitter in my tears
Jarek Szczęsny:

Strzępy i fragmenty.

Anton Kubikov – Whatness
Paweł Gzyl:

Ciepły powiew wschodniej melancholii.

Terrence Dixon – 12.000 Miles Of Twilight
Paweł Gzyl:

Hipnotyczny puls i psychodeliczny klimat.

Nicole Mitchell – Mandorla Awakening II Emerging Worlds
Jarek Szczęsny:

Afrofuturystyczna podróż w rok 2099.

Dauwd – Theory of Colours
Ania Pietrzak:

Rozluźniający chill house o „medycznych” właściwościach.

Wild Books – 2
Jarek Szczęsny:

Jak szczelnie wypełnić jednostkę czasową.

Lake People – Phase Transition
Paweł Gzyl:

Urocza muzyka jak sprzed dwóch dekad. Ale ze współczesnym uderzeniem.

Sufjan Stevens, Bryce Dessner, Nico Muhly, James McAlister – Planetarium
Jarek Szczęsny:

Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?

Terrence Parker – GOD Loves Detroit

Bóg kocha Detroit. I Ciebie też.

Nieprzypadkowo, kiedy pod koniec lat 80. Anthony Srock chciał skierować duet Final Cut w stronę mocnego industrialu z satanistycznym przesłaniem, Jeff Mills podziękował swemu koledze za współpracę i założył wraz z Mike’m Banksem i Robertem Hoodem kolektyw Underground Resistance. Tak się bowiem składa, że wszyscy twórcy techno z Detroit od początku swej twórczości opowiadają się jednoznacznie po jasnej stronie mocy. W ostatnich latach deklaracje te stają się jeszcze bardziej konkretne – czego świadectwem oczywiście przede wszystkim Robert Hood, ale też Terrence Parker.

Już na poprzednim albumie tego weterana – „Life On The Back 9” – można było znaleźć odwołania do chrześcijańskiej duchowości. Trzy lata później artysta prezentuje płytę, która nie pozostawia już żadnych wątpliwości: „GOD Loves Detroit”. „Pomysł na ten album przyszedł do mnie w 2013 roku. W tym czasie Detroit ogłosiło bankructwo, wykazując największy publiczny dług w historii USA. Miasto stało się obiektem żartów w nocnej telewizji i zostało globalnie wyśmiane. Sam nie mogłem nic zrobić, ale poczułem, że Bóg kocha Detroit i dopuścił to wszystko z jakiegoś powodu” – wyjaśnia Parker.

I rzeczywiście: wszystkie jedenaście nagrań z jego nowego albumu aż zaskakują żarliwą wiarą w mądrość Boskich wyroków i niczym niezachwianym przekonaniem o Jego miłości do człowieka. To pozytywne przesłanie znajduje odbicie w typowym dla tego producenta euforycznym house’ie, śmiało flirtującym z disco i funkiem. W większości nagrań rozbrzmiewają radosne tony dźwięcznego fortepianu i przyjaźnie pomrukującego basu, od czasu do czasu uzupełniane soulowymi wokalizami gościnnie występujących wokalistek. To takie utwory, jak „GOD Loves Detroit (The Resurrection)”, „GOD Will Provide” czy „Just Like Muzik”.

Jest tu jednak miejsce na kilka kompozycji, które wyłamują się z tego wzorca. Mowa tu przede wszystkim o rewelacyjnym „Bassment Beatz” – porywającym do tańca surowym house’ie, w którym zmysłowy śpiew Merachki uzupełnia rozwibrowane arpeggio i efektowny pochód basu rodem z „Last Night A DJ Saved My Life” Indeep. „Let’s Go” to z kolei minimalistyczna i zdubowana wersja muzyki Parkera, budująca napięcie zaskakująco oszczędnymi środkami. W „Latter Rain (Healing Mix)” i „The Sabath” otrzymujemy coś w rodzaju typowej dla baptystów modlitwy uwielbienia – ale wpisanej w formę świetlistego ambientu. Całość kończy jak zwykle w przypadku tego artysty organiczne downtempo – „Will You Ever Come Back To  Me”.

Rzadko dziś zdarzają się na elektronicznym rynku płyty z tak ciepłą i jasną muzyką, wywołującą tak pozytywne emocje. Wydając „GOD Loves Detroit” amerykański producent wpisuje się w długą i ważną tradycję „czarnej” muzyki, mającej na celu przede wszystkim podniesienie na duchu afroamerykańskiej społeczności – i to w najgłębszym, bo metafizycznym wymiarze. Kiedy w Europie, jeśli house i disco są euforyczne, to zazwyczaj w najbardziej przyziemny, bo odwołujący się do erotycznego spełnienia sposób. Kiedy tę samą muzykę tworzy czarnoskóry artysta z Motor City, nabiera ona jednoznacznie duchowego charakteru.

Planet E 2017

www.planet-e.net

www.facebook.com/planetedetroit

www.terrenceparkermusic.com

www.facebook.com/OfficialTerrenceParkerMusic

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze