Dubit – Vitriol
Paweł Gzyl:

Studia nie poszły na marne.

Ghostpoet – Dark Days + Canapés
Jarek Szczęsny:

Dojrzałość artysty.

Siriusmo – Comic
Paweł Gzyl:

Koniec szczeniackich wygłupów.

Meridian Brothers – ¿Dónde Estás María?
Łukasz Komła:

Meridian Brothers po raz kolejny wysyłają nas na planetę szaleństw!  

STILL – I
Paweł Gzyl:

Gotowi na twerking?

Gebrueder Teichmann – Lost On Earth
Jarek Szczęsny:

Braterskie przedsięwzięcie.

Meeting By Chance – Lines EP
Ania Pietrzak:

Wydawałoby się, że muzyka nie słyszy tego kto słucha. To nieprawda, słyszy.

Khalil – The Water We Drink
Paweł Gzyl:

R&B tylko dla odważnych.

Zola Jesus – Okovi
Jarek Szczęsny:

Pop w industrialno-elektronicznej masce.

Beastie Respond – Information City
Krystian Zakrzewski:

Symulacje rzeczywistości.

Mount Kimbie – Love What Survives
Bartek Woynicz:

Bez wątpienia jedna z najważniejszych płyt tego roku!

Nadine Shah – Holiday Destination
Jarek Szczęsny:

Nie ma ucieczki od polityki.

Various Artists – Superlongevity 6
Paweł Gzyl:

Największe gwiazdy minimalu na dwóch płytach.

Bicep – Bicep
Ania Pietrzak:

London calling!

Kari – I am fine

Kari, why?

Kari Amirian to autorka dwóch dobrze przyjętych płyt. Debiut „Daddy Says I’m Special” z 2011 roku zaskoczył kilka osób w Polsce. Silna inspiracja skandynawskim brzmieniem została przefiltrowana przez tutejszy klimat. Mnie bardziej pociąga druga płyta wokalistki wydana dwa lata później „Wounds and Bruises”. To był mały krok naprzód. Korekta stylistyki, bardziej rozbudowane brzmienie i lepsze kompozycje. Na tamten czas wierzyłem, że ta ambitna osoba jeszcze nas zaskoczy czymś niespodziewanym. Tym większe jest moje rozczarowanie jej najnowszym krążkiem „I am fine”.

Wokalistka po raz kolejny zmieniła swoje oblicze. Tym razem stara się przypodobać większej ilości słuchaczy. I tak w miejsce rozkojarzonych piosenek mamy bardzo przemyślane utwory. Kompozycje brzmią jakby zostały wykalkulowane przez internetowe skrypty. Nawet ich układ na płycie sprawia, że nikt nie zostanie zraniony lub brutalniej potraktowany. Szkoda. To nie jest dobra zmiana. Podporządkowanie się masowemu gustowi nie sprawi, że Kari uda się podbić Wielką Brytanię. Nie chcę zabrzmieć jak stereotyp Polaka, który rodaczce będzie złorzeczył i kłody pod nogi rzucał, ale nic na to nie poradzę.

Otwierające piosenki „Runaway” i „Talk to me” są dobrze skrojonymi popowymi piosnkami. Ich łatwość wpadania w ucho równia się łatwości wypadania. Retro rodowód niektórych kawałków niektórym z pewnością się spodoba. Wszak duża część z łezką w oku wspomina lata 80 i syntezatorowe podkłady. Tym razem zbyt czytelne są też skandynawskie tropy. Kopiowanie maniery wokalnej Fever Ray (czyli Karin z The Knife) to pójście na łatwiznę. Do tej pory sądziłem, że Kari korzystała inteligentnie z alternatywnych tropów, aby skusić mniej obeznanego słuchacza. Tym razem nasuwa mi się smutna myśl, że po prostu ona je może wykorzystała w miejsce braku własnego pomysłu.

Grzechem głównym „I am fine” jest brak oryginalności. Nie przynosi jej nawet najlepszy na płycie „Unanswered”. Długość jest spora, klimat odmienny niż reszta płyty. To przypomina o zabiegu jaki zastosowała Julia Marcell na płycie „Sentiments”. Chodzi o nasycony transowym klimatem utwór „Superman”. To porównanie nie wypada na korzyść Kari. Pomimo fajnej kompozycji i elektronicznego tła to jednak ta bliskość z Fever Ray okrutnie przypomina mi o oryginale. Ciągle żywię nadzieję, że jeszcze będzie dane mi posłuchać oryginalnej wypowiedzi Kari. O tym, że można lepiej i bardziej twórczo przerabiać skandynawską nutę, niech świadczy zespół Bokka.

Nextpop | 2017

FB

Strona wydawcy

 


 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze