Nocow – Vozduh/Voda/Zemlya
Paweł Gzyl:

Opus magnum naszego sąsiada zza wschodniej granicy.

Andy Cooper – The Layered Effect
Jarek Szczęsny:

Dawno niewidziana radość.

Dirtmusic – Bu Bir Ruya
Łukasz Komła:

Tym razem muzykę duetu „pobrudzili” Turcy.   

Frank Bretschneider – Lunik
Paweł Gzyl:

Awangarda też lubi potańczyć.

Młody Łucznik – Dreambank
Jarek Szczęsny:

Raczej wygryw.

JANKA – Krzyżacy EP
Ania Pietrzak:

Na pełnym luzie.

The Empire Line – Rave
Paweł Gzyl:

Rave nie zawsze znaczy to samo.

Rhye – Blood
Jarek Szczęsny:

Jakby nic się nie zmieniło.

Szymon Nidzworski Project feat. Andrzej Seweryn – Behind Your Eyelids
Ania Pietrzak:

Muzyka, która przypomina o pierwotności oddechu.

Various Artists – Waves Of The Future
Paweł Gzyl:

Retrofuturystyczne wizje.

John Tejada – Dead Start Program
Paweł Gzyl:

W odwrotnym kierunku niż reszta.

Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars
Jarek Szczęsny:

Topniejące napięcie.

Palmbomen II – Memories Of Cindy
Paweł Gzyl:

Elektroniczne wspomnienia z przyszłości.

Fire! – The Hands
Jarek Szczęsny:

Krótkie spięcie.

Kari – I am fine

Kari, why?

Kari Amirian to autorka dwóch dobrze przyjętych płyt. Debiut „Daddy Says I’m Special” z 2011 roku zaskoczył kilka osób w Polsce. Silna inspiracja skandynawskim brzmieniem została przefiltrowana przez tutejszy klimat. Mnie bardziej pociąga druga płyta wokalistki wydana dwa lata później „Wounds and Bruises”. To był mały krok naprzód. Korekta stylistyki, bardziej rozbudowane brzmienie i lepsze kompozycje. Na tamten czas wierzyłem, że ta ambitna osoba jeszcze nas zaskoczy czymś niespodziewanym. Tym większe jest moje rozczarowanie jej najnowszym krążkiem „I am fine”.

Wokalistka po raz kolejny zmieniła swoje oblicze. Tym razem stara się przypodobać większej ilości słuchaczy. I tak w miejsce rozkojarzonych piosenek mamy bardzo przemyślane utwory. Kompozycje brzmią jakby zostały wykalkulowane przez internetowe skrypty. Nawet ich układ na płycie sprawia, że nikt nie zostanie zraniony lub brutalniej potraktowany. Szkoda. To nie jest dobra zmiana. Podporządkowanie się masowemu gustowi nie sprawi, że Kari uda się podbić Wielką Brytanię. Nie chcę zabrzmieć jak stereotyp Polaka, który rodaczce będzie złorzeczył i kłody pod nogi rzucał, ale nic na to nie poradzę.

Otwierające piosenki „Runaway” i „Talk to me” są dobrze skrojonymi popowymi piosnkami. Ich łatwość wpadania w ucho równia się łatwości wypadania. Retro rodowód niektórych kawałków niektórym z pewnością się spodoba. Wszak duża część z łezką w oku wspomina lata 80 i syntezatorowe podkłady. Tym razem zbyt czytelne są też skandynawskie tropy. Kopiowanie maniery wokalnej Fever Ray (czyli Karin z The Knife) to pójście na łatwiznę. Do tej pory sądziłem, że Kari korzystała inteligentnie z alternatywnych tropów, aby skusić mniej obeznanego słuchacza. Tym razem nasuwa mi się smutna myśl, że po prostu ona je może wykorzystała w miejsce braku własnego pomysłu.

Grzechem głównym „I am fine” jest brak oryginalności. Nie przynosi jej nawet najlepszy na płycie „Unanswered”. Długość jest spora, klimat odmienny niż reszta płyty. To przypomina o zabiegu jaki zastosowała Julia Marcell na płycie „Sentiments”. Chodzi o nasycony transowym klimatem utwór „Superman”. To porównanie nie wypada na korzyść Kari. Pomimo fajnej kompozycji i elektronicznego tła to jednak ta bliskość z Fever Ray okrutnie przypomina mi o oryginale. Ciągle żywię nadzieję, że jeszcze będzie dane mi posłuchać oryginalnej wypowiedzi Kari. O tym, że można lepiej i bardziej twórczo przerabiać skandynawską nutę, niech świadczy zespół Bokka.

Nextpop | 2017

FB

Strona wydawcy

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze