Nocow – Vozduh/Voda/Zemlya
Paweł Gzyl:

Opus magnum naszego sąsiada zza wschodniej granicy.

Andy Cooper – The Layered Effect
Jarek Szczęsny:

Dawno niewidziana radość.

Dirtmusic – Bu Bir Ruya
Łukasz Komła:

Tym razem muzykę duetu „pobrudzili” Turcy.   

Frank Bretschneider – Lunik
Paweł Gzyl:

Awangarda też lubi potańczyć.

Młody Łucznik – Dreambank
Jarek Szczęsny:

Raczej wygryw.

JANKA – Krzyżacy EP
Ania Pietrzak:

Na pełnym luzie.

The Empire Line – Rave
Paweł Gzyl:

Rave nie zawsze znaczy to samo.

Rhye – Blood
Jarek Szczęsny:

Jakby nic się nie zmieniło.

Szymon Nidzworski Project feat. Andrzej Seweryn – Behind Your Eyelids
Ania Pietrzak:

Muzyka, która przypomina o pierwotności oddechu.

Various Artists – Waves Of The Future
Paweł Gzyl:

Retrofuturystyczne wizje.

John Tejada – Dead Start Program
Paweł Gzyl:

W odwrotnym kierunku niż reszta.

Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars
Jarek Szczęsny:

Topniejące napięcie.

Palmbomen II – Memories Of Cindy
Paweł Gzyl:

Elektroniczne wspomnienia z przyszłości.

Fire! – The Hands
Jarek Szczęsny:

Krótkie spięcie.

Dauwd – Theory of Colours

Amerykański producent Dauwd, rezydujący obecnie w Berlinie, wydał nową płytę zat. „Theory of Colours”. Płytę subtelną, przyjemną, uspokajającą i rozluźniającą. Tak można powiedzieć w ogólności. W szczegółach to album, na którym Dauwd eksperymentuje na granicy różnych odmian elektroniki, głównie chill house’u, ambientu, a nawet stylu, którego nazwa i brzmienie zawsze rysuje na mojej twarzy coś w rodzaju uśmiechu Giocondy, czyli balearic.

Płyta wydana nakładem Technicolour Records składa się z siedmiu utworów. Pomimo, że łączy je ww. eksperymentalna konwencja, oparta głównie na brzmieniu syntezatorów, Dauwd zróżnicował ich tempo, dzięki czemu nie ma tu mowy o jakieś mdłej muzycznej papce.

Otwierający „Macadam Therapy” to właściwie Detroit house w zwolnionym tempie. Następny „Leitmotiv” to z kolei bawiący mnie balearic, z charakterystycznym, „ibizowo” brzmiącym pianinem. Kolejny „Murmure” to najbardziej kołyszący utwór z płyty, ambientowy, mimo że w drugiej części zostaje dodany w nim „niespokojny” beat (jeśli w kontekście muzyki Dauwd’a można w ogóle mówić o jakimkolwiek niepokoju). W „Glass Jelly” Dauwd znów wraca do wolniejszego house’u (choć nie tak jak w „Macadam Therapy”), opartego o kilka wkręcających loop’ów. „Analogische Memories” jest chyba najbardziej nieposkładane i nierówne z całości „Theory of Colours”. Po nim następuje dziewięciominutowy „Unconscious”. Osobiście mój „faworyt” z tej płyty. Klasycznie elektroniczny, w którym początkowe migotki powoli gasną, a od ok. 7 minuty następuje przejście, w ramach którego zostaje wyeksponowana nieco nostalgiczna linia, z punktem kulminacji ok. 8 minuty, opadającym następnie już do końca utworu. Niezwykle przyjemna sprawa.

Album zamyka utwór tytułowy, utrzymany w tonie klasycznego ambientu, rozkręcający się w idealnie wręcz dopasowanym tempie. Odcinający umysł słuchacza od wszelkich innych spraw poza podążaniem za dźwiękami, z których został spleciony. Za takie utwory zawsze mam chęć dziękować. Doceniam je w momentach dużych stresów i napięć, kiedy najtrudniej się uspokoić. Z tych względów pozwolę sobie stwierdzić, że „Theory of Colours” to nie tylko ciekawa gatunkowo płyta. To także swoiste duchowe doświadczenie. I medykament, który nie wymaga legalizacji. Pamiętajcie o tym.

2017 | Technicolour

Profil na BandCamp » Słuchaj na Soundcloud » Profil na Facebooku »
 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze