Ghostpoet – Dark Days + Canapés
Jarek Szczęsny:

Dojrzałość artysty.

Siriusmo – Comic
Paweł Gzyl:

Koniec szczeniackich wygłupów.

Meridian Brothers – ¿Dónde Estás María?
Łukasz Komła:

Meridian Brothers po raz kolejny wysyłają nas na planetę szaleństw!  

STILL – I
Paweł Gzyl:

Gotowi na twerking?

Gebrueder Teichmann – Lost On Earth
Jarek Szczęsny:

Braterskie przedsięwzięcie.

Meeting By Chance – Lines EP
Ania Pietrzak:

Wydawałoby się, że muzyka nie słyszy tego kto słucha. To nieprawda, słyszy.

Khalil – The Water We Drink
Paweł Gzyl:

R&B tylko dla odważnych.

Zola Jesus – Okovi
Jarek Szczęsny:

Pop w industrialno-elektronicznej masce.

Beastie Respond – Information City
Krystian Zakrzewski:

Symulacje rzeczywistości.

Mount Kimbie – Love What Survives
Bartek Woynicz:

Bez wątpienia jedna z najważniejszych płyt tego roku!

Nadine Shah – Holiday Destination
Jarek Szczęsny:

Nie ma ucieczki od polityki.

Various Artists – Superlongevity 6
Paweł Gzyl:

Największe gwiazdy minimalu na dwóch płytach.

Bicep – Bicep
Ania Pietrzak:

London calling!

Lunice – CCCLX
Jarek Szczęsny:

Teatr w 360 stopniach.

Laurel Halo – Dust

Diablo sprawna żonglerka.

Laurel Anne Chartow zabłysnęła w 2012 roku albumem „Quarantine” uznanym za płytę roku przez magazyn „The Wire”. Od tego czasu każde jej posunięcie było uważnie śledzone przez rosnące grono słuchaczy. Jej awangardowe zapatrywanie na istotę muzycznej struktury skusiły wielu odbiorców swoją świeżością. Nie byłem do końca usatysfakcjonowany jej drugim albumem, ale to już przeszłość. Bo ta urodzona w Ameryce, a obecnie mieszkająca w Berlinie, kompozytorka wypuściła trzecią płytą będącą oazą swobody i wolności twórczej. Po tej płycie można by ją nawet nazwać technomaniaczką wizjonerką.

Bazą „Dust” są eksperymenty z dźwiękiem, głosem i rytmem. Silnie awangardowa zawartość została pozbawiona hermetyczności. Autorka poświęciła mnóstwo pracy, aby w tej gęstwinie poukrywać interesujące tropy, podchwytliwe melodie oraz obróbkę głosu. Miejscami „Dust” jest wyzywająco abstrakcyjny, żeby za moment zaskoczyć retro nawiązaniem. Nie samą syntetyczną warstwą człowiek się tu pożywi. Bardzo dobre partie saksofonu prezentuje Sam Hillmer – w mocnym „Arschkriecher” oraz zjawiskowym „Do U Ever Happen”. W tym drugim utworze możemy usłyszeć też Julię Holter na wiolonczeli. To jeden z najlepszych momentów na płycie z dźwiękiem elektrycznego fortepianu Wurlitzera.

Wrażenie robi „Who Won?” z monologiem Michaela Salu. Tu nieco deszczowa aura przepleciona jest ze wstawkami instrumentów dętych. Strukturę rozbijają wymawiane z manierą robota zdania („The house is very big” czy „What`s the password?”). Od posądzenia o tani eksperyment chroni ten utwór bardzo frapująca i wciągająca muzyka. Używający popowych chwytów „Syzygy” urzeka surrealistyczną aurą. Eskapistyczny w swej wymowie przynosi jedną z niezatapialnych chwil na płycie. Z kolei w „Moontalk” uwagę zwraca odwołanie się do estetyki lat 80. Halo zawarła tu też strzępki rozmów, śmiechów oraz dźwięk urwanego połączenia telefonicznego. Dodała parę gitarowych akordów oraz japońskie chórki. Najdziwniejsze jest to, że to wszystko współgra znakomicie ze sobą.

Impresjonizm aż wycieka z każdego zakątka albumu. Równowaga momentów trudnych i łatwych sprawia, że „Dust” może trafić nie tylko do zamkniętego grona redakcji, portali czy entuzjastów nowoczesnej muzyki. Z dużym zamysłem ta płyta została rozplanowana. Najbardziej przystępny „Jelly” sąsiaduje z bardzo awangardowym „Koinos”. Laurel Halo sprawia wrażenie panującej nad swoim zamysłem artystycznym. Sporo tu powtykanej poetyckości. Autorka występuje w postaci katalizatora muzycznego. Goście pojawiają się i znikają, tak samo instrumentalnie obchodzi się z dźwiękami. Ta żonglerka stylami, instrumentami, rytmem oraz pomysłami przynosi jedną z najlepszych płyt, nie tylko tego roku.

Hyperdub | 2017

FB

Bandcamp

 


 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze