Nocow – Vozduh/Voda/Zemlya
Paweł Gzyl:

Opus magnum naszego sąsiada zza wschodniej granicy.

Andy Cooper – The Layered Effect
Jarek Szczęsny:

Dawno niewidziana radość.

Dirtmusic – Bu Bir Ruya
Łukasz Komła:

Tym razem muzykę duetu „pobrudzili” Turcy.   

Frank Bretschneider – Lunik
Paweł Gzyl:

Awangarda też lubi potańczyć.

Młody Łucznik – Dreambank
Jarek Szczęsny:

Raczej wygryw.

JANKA – Krzyżacy EP
Ania Pietrzak:

Na pełnym luzie.

The Empire Line – Rave
Paweł Gzyl:

Rave nie zawsze znaczy to samo.

Rhye – Blood
Jarek Szczęsny:

Jakby nic się nie zmieniło.

Szymon Nidzworski Project feat. Andrzej Seweryn – Behind Your Eyelids
Ania Pietrzak:

Muzyka, która przypomina o pierwotności oddechu.

Various Artists – Waves Of The Future
Paweł Gzyl:

Retrofuturystyczne wizje.

John Tejada – Dead Start Program
Paweł Gzyl:

W odwrotnym kierunku niż reszta.

Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars
Jarek Szczęsny:

Topniejące napięcie.

Palmbomen II – Memories Of Cindy
Paweł Gzyl:

Elektroniczne wspomnienia z przyszłości.

Fire! – The Hands
Jarek Szczęsny:

Krótkie spięcie.

Laurel Halo – Dust

Diablo sprawna żonglerka.

Laurel Anne Chartow zabłysnęła w 2012 roku albumem „Quarantine” uznanym za płytę roku przez magazyn „The Wire”. Od tego czasu każde jej posunięcie było uważnie śledzone przez rosnące grono słuchaczy. Jej awangardowe zapatrywanie na istotę muzycznej struktury skusiły wielu odbiorców swoją świeżością. Nie byłem do końca usatysfakcjonowany jej drugim albumem, ale to już przeszłość. Bo ta urodzona w Ameryce, a obecnie mieszkająca w Berlinie, kompozytorka wypuściła trzecią płytą będącą oazą swobody i wolności twórczej. Po tej płycie można by ją nawet nazwać technomaniaczką wizjonerką.

Bazą „Dust” są eksperymenty z dźwiękiem, głosem i rytmem. Silnie awangardowa zawartość została pozbawiona hermetyczności. Autorka poświęciła mnóstwo pracy, aby w tej gęstwinie poukrywać interesujące tropy, podchwytliwe melodie oraz obróbkę głosu. Miejscami „Dust” jest wyzywająco abstrakcyjny, żeby za moment zaskoczyć retro nawiązaniem. Nie samą syntetyczną warstwą człowiek się tu pożywi. Bardzo dobre partie saksofonu prezentuje Sam Hillmer – w mocnym „Arschkriecher” oraz zjawiskowym „Do U Ever Happen”. W tym drugim utworze możemy usłyszeć też Julię Holter na wiolonczeli. To jeden z najlepszych momentów na płycie z dźwiękiem elektrycznego fortepianu Wurlitzera.

Wrażenie robi „Who Won?” z monologiem Michaela Salu. Tu nieco deszczowa aura przepleciona jest ze wstawkami instrumentów dętych. Strukturę rozbijają wymawiane z manierą robota zdania („The house is very big” czy „What`s the password?”). Od posądzenia o tani eksperyment chroni ten utwór bardzo frapująca i wciągająca muzyka. Używający popowych chwytów „Syzygy” urzeka surrealistyczną aurą. Eskapistyczny w swej wymowie przynosi jedną z niezatapialnych chwil na płycie. Z kolei w „Moontalk” uwagę zwraca odwołanie się do estetyki lat 80. Halo zawarła tu też strzępki rozmów, śmiechów oraz dźwięk urwanego połączenia telefonicznego. Dodała parę gitarowych akordów oraz japońskie chórki. Najdziwniejsze jest to, że to wszystko współgra znakomicie ze sobą.

Impresjonizm aż wycieka z każdego zakątka albumu. Równowaga momentów trudnych i łatwych sprawia, że „Dust” może trafić nie tylko do zamkniętego grona redakcji, portali czy entuzjastów nowoczesnej muzyki. Z dużym zamysłem ta płyta została rozplanowana. Najbardziej przystępny „Jelly” sąsiaduje z bardzo awangardowym „Koinos”. Laurel Halo sprawia wrażenie panującej nad swoim zamysłem artystycznym. Sporo tu powtykanej poetyckości. Autorka występuje w postaci katalizatora muzycznego. Goście pojawiają się i znikają, tak samo instrumentalnie obchodzi się z dźwiękami. Ta żonglerka stylami, instrumentami, rytmem oraz pomysłami przynosi jedną z najlepszych płyt, nie tylko tego roku.

Hyperdub | 2017

FB

Bandcamp

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze