MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Cid Rim – Material
Krystian Zakrzewski:

Per(c)fect!

Blondes – Warmth

Wczoraj, 11 sierpnia, ukazała się trzecia płyta nowojorskiego duetu Blondes, tworzonego przez Sama Haara i Zacha Steinmana, którzy wspólnie działają na scenie elektronicznej już od 10 lat. Album zatytułowany jest „Warmth”. To dość ciekawe, bo nowa płyta jest zdecydowanie ostrzejsza i mocniejsza od wcześniejszych wydawnictw duetu tj. „Blondes” z 2012 r. i „Swisher” z 2013 r.

Niezależnie od owego ostrzejszego charakteru, „Warmth” posiada elementy charakterystyczne dla stylu Blondes, ukształtowanego na gruncie dwóch wcześniejszych albumów. Styl ten, charakteryzujący się dużą ilością syntezatorów zestawionych z konsekwentnie budowaną, wyraźną linią melodyczną (jednym z ich utworów, w którym najlepiej to słychać jest „Elise”, z rozbudowaną warstwą perkusyjną), został na nowej płycie przeciągnięty do granicy elektroniki i techno, w którym to gatunku Blondes wcześniej poruszali się raczej rzadziej.

Jak wspomniałam, „Warmth” zdecydowanie bliżej do techno, choć balansuje ono na granicy z bardziej miękką elektroniką. Słychać to już w otwierającym „OP Actual”. Mocno przesterowany, zgrzytliwy, z linią stworzoną z dźwięków jakiejś kołysanki. Wszystko to łącznie wywołuje wrażenie, że cały utwór to jeden wielki chaos. Z kolei następny „Clipse” to już majstersztyk. Czyste szybkie elektro, pełne syntezatorów, z wyraźną perkusją, a momentami nawet nostalgicznymi przejściami. Świetny numer. Trzeci „Quality of Life” otwiera najmocniejszą część albumu, w której dużo jest beatów, metalicznych przesunięć, czasem przywodzących na myśl nawet takich gigantów jak Prurient/Vatican Shadow (np. utwór „Stringer”). Z kolei „Trust” to hipnotyzujący trans, o sile parkietowego tornada. Zamiótłby niejedną scenę na elektronicznym festiwalu (tak, to podpowiedź dla organizatorów elektronicznych festiwali – zaproście Blondes do Polski). Utwór „Tens” to już techno dla wytrwałych koneserów. Twardy, surowy. Bezbłędny. Kolejny to promujący płytę „KDM”, który w sieci pojawił się już w czerwcu. Utrzymuje energetyczny poziom sekwencji, którą otwierał „Quality of Life”, ale jest delikatniejszy. Nie mówię, że to będzie miękkie lądowanie, ale na pewno hipnotyzująca linia i sample damskiego wokalu dają swoiste poczucie bezpieczeństwa. Obok „Clipse”, najlepszy numer z płyty. Zdecydowanie o sile „promocyjnej”.

W kontekście takiego umieszczenia „KDM” na trackliście, trochę zdziwiło mnie wrzucenie między niego a zamykający „Cleo” (koncepcyjnie dobrze współgrający z „KDM”), dwóch utworów: „All You” i „MRO”. Wydaje mi się, że stylistycznie nie pasują do tego miejsca płyty. Znacznie lepiej brzmiałyby gdyby zostały wkomponowane w ten mocny układ, o którym pisałam w poprzednim akapicie. Zanim zdecydowałam się na tą ocenę, wielokrotnie słuchałam albumu, doszukując się w takim a nie innym układzie jakiegoś planu, ale finalnie nie udało mi się go odnaleźć. Dlatego gdybym miała mieć jakąś uwagę odnośnie „Warmth” to byłoby to właśnie niefortunne rozłożenie „All You” i „MRO” w układzie całej płyty. Oczywiście nie jest to jakiś wielki zarzut. Być może po prostu nieco narzekam. Sama nie wiem. Na pewno nie wpływa to jednak w żaden sposób na możliwość zaryzykowania przeze mnie tezy, że „Warmth” pretenduje do miana jednej z najlepszych elektronicznych płyt 2017. Choć oczywiście z ostateczną oceną wstrzymam się do końca roku. Mamy przecież dopiero sierpień i coś jeszcze może się wydarzyć.

2017 | R&S Records

Oficjalna strona Blondes » Słuchaj na Soundcloud »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Diane

    Jaka techniawa! Siada na psychę 🙂 Totalnie!

    Płyta to totalny chaos – tak jak napisałaś o OP Actual. W sumie to nie wiadomo o co chodzi, może właśnie dlatego All You i MRO są nie w tym miejscu co powinny być.

    Dzięki za recenzję 🙂