The Chemical Brothers – No Geography
Jarek Szczęsny:

Wszystkie znane chwyty.

Kucz/Bilińska – Kucz/Bilińska
Jarek Szczęsny:

To nie jest płyta na dzisiejsze czasy.

Logos – Imperial Flood
Paweł Gzyl:

Sielski krajobraz wschodniej Anglii przełożony na awangardowy grime.

Alberich – Quantized Angel
Paweł Gzyl:

Suma wszystkich przemian.

Amnesia Scanner And Bill Kouligas – Lexachast
Jarek Szczęsny:

Taniec z kaktusem.

HVL – Rhythmic Sonatas
Paweł Gzyl:

Jak to się robi w Gruzji.

Marek Kamiński – Not Here
Łukasz Komła:

Patrzeć w gwiazdy leżąc wśród nich.

These New Puritans – Inside The Rose
Maciej Kaczmarski:

Na wzburzonym morzu.

Christian Löffler – Graal (Prologue)
Paweł Gzyl:

Popowo i trance’owo.

Ifriqiyya Electrique – Laylet el Booree
Łukasz Komła:

Jeszcze więcej krwi, potu i transu!

Tommy Four Seven – Veer
Paweł Gzyl:

Brytyjski mocarz powraca wreszcie z nowym albumem.

Stefan Goldmann – Tacit Script
Paweł Gzyl:

Konceptualna awangarda wywiedziona z techno i house’u.

DJ Spider – Democide
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku.

Sonmi451 – Nachtmuziek
Ania Pietrzak:

„Nie przeszkadzać”.



Blondes – Warmth

Wczoraj, 11 sierpnia, ukazała się trzecia płyta nowojorskiego duetu Blondes, tworzonego przez Sama Haara i Zacha Steinmana, którzy wspólnie działają na scenie elektronicznej już od 10 lat. Album zatytułowany jest „Warmth”. To dość ciekawe, bo nowa płyta jest zdecydowanie ostrzejsza i mocniejsza od wcześniejszych wydawnictw duetu tj. „Blondes” z 2012 r. i „Swisher” z 2013 r.

Niezależnie od owego ostrzejszego charakteru, „Warmth” posiada elementy charakterystyczne dla stylu Blondes, ukształtowanego na gruncie dwóch wcześniejszych albumów. Styl ten, charakteryzujący się dużą ilością syntezatorów zestawionych z konsekwentnie budowaną, wyraźną linią melodyczną (jednym z ich utworów, w którym najlepiej to słychać jest „Elise”, z rozbudowaną warstwą perkusyjną), został na nowej płycie przeciągnięty do granicy elektroniki i techno, w którym to gatunku Blondes wcześniej poruszali się raczej rzadziej.

Jak wspomniałam, „Warmth” zdecydowanie bliżej do techno, choć balansuje ono na granicy z bardziej miękką elektroniką. Słychać to już w otwierającym „OP Actual”. Mocno przesterowany, zgrzytliwy, z linią stworzoną z dźwięków jakiejś kołysanki. Wszystko to łącznie wywołuje wrażenie, że cały utwór to jeden wielki chaos. Z kolei następny „Clipse” to już majstersztyk. Czyste szybkie elektro, pełne syntezatorów, z wyraźną perkusją, a momentami nawet nostalgicznymi przejściami. Świetny numer. Trzeci „Quality of Life” otwiera najmocniejszą część albumu, w której dużo jest beatów, metalicznych przesunięć, czasem przywodzących na myśl nawet takich gigantów jak Prurient/Vatican Shadow (np. utwór „Stringer”). Z kolei „Trust” to hipnotyzujący trans, o sile parkietowego tornada. Zamiótłby niejedną scenę na elektronicznym festiwalu (tak, to podpowiedź dla organizatorów elektronicznych festiwali – zaproście Blondes do Polski). Utwór „Tens” to już techno dla wytrwałych koneserów. Twardy, surowy. Bezbłędny. Kolejny to promujący płytę „KDM”, który w sieci pojawił się już w czerwcu. Utrzymuje energetyczny poziom sekwencji, którą otwierał „Quality of Life”, ale jest delikatniejszy. Nie mówię, że to będzie miękkie lądowanie, ale na pewno hipnotyzująca linia i sample damskiego wokalu dają swoiste poczucie bezpieczeństwa. Obok „Clipse”, najlepszy numer z płyty. Zdecydowanie o sile „promocyjnej”.

W kontekście takiego umieszczenia „KDM” na trackliście, trochę zdziwiło mnie wrzucenie między niego a zamykający „Cleo” (koncepcyjnie dobrze współgrający z „KDM”), dwóch utworów: „All You” i „MRO”. Wydaje mi się, że stylistycznie nie pasują do tego miejsca płyty. Znacznie lepiej brzmiałyby gdyby zostały wkomponowane w ten mocny układ, o którym pisałam w poprzednim akapicie. Zanim zdecydowałam się na tą ocenę, wielokrotnie słuchałam albumu, doszukując się w takim a nie innym układzie jakiegoś planu, ale finalnie nie udało mi się go odnaleźć. Dlatego gdybym miała mieć jakąś uwagę odnośnie „Warmth” to byłoby to właśnie niefortunne rozłożenie „All You” i „MRO” w układzie całej płyty. Oczywiście nie jest to jakiś wielki zarzut. Być może po prostu nieco narzekam. Sama nie wiem. Na pewno nie wpływa to jednak w żaden sposób na możliwość zaryzykowania przeze mnie tezy, że „Warmth” pretenduje do miana jednej z najlepszych elektronicznych płyt 2017. Choć oczywiście z ostateczną oceną wstrzymam się do końca roku. Mamy przecież dopiero sierpień i coś jeszcze może się wydarzyć.

2017 | R&S Records

Oficjalna strona Blondes » Słuchaj na Soundcloud »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Diane

    Jaka techniawa! Siada na psychę 🙂 Totalnie!

    Płyta to totalny chaos – tak jak napisałaś o OP Actual. W sumie to nie wiadomo o co chodzi, może właśnie dlatego All You i MRO są nie w tym miejscu co powinny być.

    Dzięki za recenzję 🙂