Romperayo – Que Jue?
Łukasz Komła:

W zaparowanym zwierciadle.

Efdemin – New Atlantis
Paweł Gzyl:

Dźwiękowa utopia.

Frame – The Journey
Jarek Szczęsny:

Spacer po kosmicznej pustce.

Hauschka – A Different Forest
Jarek Szczęsny:

Intymny nastrój nie wystarczył.

The Chi Factory – The Mantra Recordings
Ania Pietrzak:

„Na początku była miłość.”

Jozef van Wissem & Jim Jarmusch – An Attempt To Draw Aside The Veil
Maciej Kaczmarski:

Muzyka jak poezja.

Wolność – Nowa Kolonia
Jarek Szczęsny:

Wolność na wolności.

Babadag – Šulinys
Jarek Szczęsny:

Nie budźcie śniącego.

Lee Gamble – In A Paraventral Scale
Paweł Gzyl:

Początek trylogii.

Maurice Louca – Elephantine
Łukasz Komła:

Gargantuiczna bliskość jazzowego kosmosu.

Hoera. – ≈
Łukasz Komła:

Uderzająca subtelność. 

Julia Kent – Temporal
Jarek Szczęsny:

Hipnotyzowanie słuchacza.

Bendik Giske – Surrender
Jarek Szczęsny:

Zagwozdka.

Wiktor Stribog – Poradnik Uśmiechu OST
Stanisław Bryś:

Grzybowe melodie w duchologicznym sosie. 



Joanne Pollock – Stranger

Pollock z mikrofonem.

Ekspert w sprawach malarstwa ze mnie żaden. Naturalnie jednak nazwisko Pollock nieodłącznie łączy się z imieniem Jackson. Trafiła się płyta Pani Pollock, która niewiele ma wspólnego z tym malarzem. Debiutancki album Joanne Pollock „Stranger” wpisuje się w jakże szeroki nurt elektro popu. Przyznać trzeba, że brzmi dobrze. O jego sprawności niech świadczy parę chwytliwych momentów jak utwór „Carnival” czy „Stranger”. Na tym zachwalanie z przykrością skończyć muszę. Pomimo dobrych chęci, a także pozytywnego nastawienia, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mam do czynienia z wydmuszką.

Najgorszym uczuciem, jakie towarzyszy w trakcie słuchania, jest nuda. Dorzucić mogę jeszcze przewidywalność. Nawet interesujący początek z czasem przeradza się w dość nieznośny twór („Never Been You”). Zdarzają się niewykorzystane w pełni pomysły jak w „Jealous Mind”, gdzie minimalistyczne tło z czasem niepotrzebnie przeradza się w banalny popis. „Myself Apart” cechuje niezłe nieskoordynowanie synthów, ale wszystko przykrywa nieznośna maniera wokalna. Zupełne jakby wokalistka, w sposób niezamierzony, próbowała sama sobie szkodzić. Nadzieję na przyszłość budzą dwa wyżej wymienione utwory oraz wieńczący album „You`re Gone”. To jednak za mało, aby obwieszczać światu kolejny, świetny debiut.

Wszystko tu jest za bardzo wymuskane. Śladów zakurzeń, przybrudzenia, a nawet ryski żadnej nie sposób dostrzec. Ambicji za to jest sporo. Odczuwalny jest jej nadmiar. Jak już Joanna Pollock sięga po ekscentryczność, to sprawia wrażenie wymuszonej. Jak idzie w stronę elektro, to stara się nie przesadzać, popadając jednocześnie w powszedniość. W momencie kiedy stara się udziwnić swoją muzykę, robi to w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Biorąc pod uwagę, że w tym roku bardziej utalentowane koleżanki, nagrały lepsze płyty, nie mogę w pełni zadowolić się ledwie średnią pozycją. Łatwo ominąć album Joanny Pollock na tle tych innych. Odnotowuję jej obecność, bo może uda się jej jeszcze kiedyś zaskoczyć.

Timesig | 2017

FB

Bandcamp

Strona Joanny

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. pablo

    Muzyczny tym bardziej.