Ghostpoet – Dark Days + Canapés
Jarek Szczęsny:

Dojrzałość artysty.

Siriusmo – Comic
Paweł Gzyl:

Koniec szczeniackich wygłupów.

Meridian Brothers – ¿Dónde Estás María?
Łukasz Komła:

Meridian Brothers po raz kolejny wysyłają nas na planetę szaleństw!  

STILL – I
Paweł Gzyl:

Gotowi na twerking?

Gebrueder Teichmann – Lost On Earth
Jarek Szczęsny:

Braterskie przedsięwzięcie.

Meeting By Chance – Lines EP
Ania Pietrzak:

Wydawałoby się, że muzyka nie słyszy tego kto słucha. To nieprawda, słyszy.

Khalil – The Water We Drink
Paweł Gzyl:

R&B tylko dla odważnych.

Zola Jesus – Okovi
Jarek Szczęsny:

Pop w industrialno-elektronicznej masce.

Beastie Respond – Information City
Krystian Zakrzewski:

Symulacje rzeczywistości.

Mount Kimbie – Love What Survives
Bartek Woynicz:

Bez wątpienia jedna z najważniejszych płyt tego roku!

Nadine Shah – Holiday Destination
Jarek Szczęsny:

Nie ma ucieczki od polityki.

Various Artists – Superlongevity 6
Paweł Gzyl:

Największe gwiazdy minimalu na dwóch płytach.

Bicep – Bicep
Ania Pietrzak:

London calling!

Lunice – CCCLX
Jarek Szczęsny:

Teatr w 360 stopniach. Pochodzący z Kanady Lunice Fermin Pierre II – producent muzyczny i DJ – wydał swój debiut fonograficzny. Znany ze współpracy z Hudsonem Mohawkem pod nazwą TNGHT. Pracował też z Flying Lotusem, Kanye Westem czy Rickiem Rossem. Proces […]

Lunice – CCCLX

Teatr w 360 stopniach.

Pochodzący z Kanady Lunice Fermin Pierre II – producent muzyczny i DJ – wydał swój debiut fonograficzny. Znany ze współpracy z Hudsonem Mohawkem pod nazwą TNGHT. Pracował też z Flying Lotusem, Kanye Westem czy Rickiem Rossem. Proces powstawania płyty zajął mu aż cztery i pół roku oraz zaprowadził do różnych miejsc, takich jak Nowa Zelandia czy Londyn. Tak czy siak płyta „CCCLX” w końcu ujrzała światło dzienne. Debiutowanie w kategorii hip hopu to niełatwa sprawa. Dość powiedzieć, że to najbardziej oblegany kierunek muzyczny, a także skupiający na sobie największą uwagę. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to właśnie hip hop zepchnął muzykę rockową do defensywy, przy jej aktywnym udziale. Lunice nie przynosi wielkiego przełomu. Swoją płytą nie rzuca na kolana, ale pozostawia kilka udanych momentów i otwartą furtkę na przyszłość.

Tytuł „CCCLX” oznacza 360 stopni czyli zatoczenie koła. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w zawartości krążka. Utwory tytułowe spinają klamrą całość, ale i wypełniają część miejsca w środku. Rzuca się w oczy teatralny wymiar wydawnictwa. Otwierający „CCCLX – I (Curtain)” nosi w nawet w nazwie rekwizyt teatralny. Do tego dochodzi też klip zapowiadający płytę, który przypomina coś w rodzaju „one man show”. Widać, że zamiarem było stworzenie czegoś wykraczającego poza zwykłą płytę z muzyką. Mam wrażenie, że tak duża porcja ambicji, przyczyniła się do osłabienia nieco dbałości o płytę, która bywa w paru miejscach nierówna.

Z pewnością udało się osiągnąć oryginalne brzmienie. W miejsce soulowych korzeni pojawił się house i minimalizm („CCCLX II”). Nigdy nie przywyknę do Auto-tune`a. Tu się pojawia w całkiem udanym kawałku „Distrust”. Spora ilość przeskoków tematycznych pokazuje sprawność producencką samego Lunice. Końcówka zaskakuje dźwiękami jakby z dawnej gry komputerowej. Wysokooktanową muzykę prezentuje w „Mazerati”. Upchał tu przepych, mocarną produkcję i zniekształcane dźwięków. Takie trochę „prężenie muskułów”, ale frapująco podkręcone i pokręcone. Jak przekonuje teledysk, można nawet zatańczyć. Z tytułowych przerywników najbardziej podoba mi się „CCCLX III (Costume)”. W istocie przywdziany został tu strój z lat 80. Syntezatorowe plany muzyczne i chwytający za serce bit z dodatkiem chóralnego śpiewu.

Dla mnie najfajniejszy jest „Freeman”. Tu Lunice przystopował nieco z przepychem i przypomniał sobie, że dobry album musi mieć jakieś konkretne kawałki. „Freeman” wydaje się spełniać tę rolę. Klasyczne rozwiązania sprawiają frajdę. Prosty bity i melodyjny podkład. Zaraz za nim plasuje się „Elevated” – chłodny i wyważony. Zmienne tempo, które z czasem przeistacza się mroczny, niemal soulowy klimat. Słychać chóralne okrzyki, które są wstępem do pełnokrwistej, hiphopowej wstawki. Oparta na falującym dźwięku końcówka pokazuje, że Lunice jest rzemieślnikiem. Przypomina nawet trochę Kanye`go Westa z najlepszych czasów. I taki właśnie jest „CCCLX”. Dość dobry, aby go posłuchać, ale nieco zbyt przekombinowany, aby można wynosić pod niebiosa.

LuckyMe | 2017

Strona Lunice

FB

 


 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze