Amandra – Dame De Bahia
Paweł Gzyl:

Francuz w Warszawie.

MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Coucou Chloe – Erika Jane

Wszystkie spojrzenia zwrócone na Coucou Chloe, mieszkającą w Londynie Francuzkę, która 22 września via NUXXE Records wydała nowe EP “Erika Jane”. Artystka, ogłoszona na tegorocznym Unsound Festival, w swojej solowej twórczości znana jest z gęstych, klubowych kawałków będących połączeniem wokalu z pulsującymi i chłodnymi basami. We wcześniejszych produkcjach (HALO EP) nie wahała się wprowadzać elementów muzyki klasycznej, takich jak arie operowe, do oszczędnych, typowo klubowych dźwięków. Na najnowszym materiale, zwalnia tempo, wprowadza subtelny wokal, pokazując opanowanie i niesamowitą pewność własnych umiejętności.


Najbardziej charakterystyczne kawałki tego albumu, powstałe we współpracy z Kablam “Sylph” oraz produkowana przez Segę Bodegę “Flip U”, są perfekcyjnie wyważonym, idealnie poprowadzonym melodyjnie materiałem. Ten drugi jest nienachalny, ale całkowicie absorbujący. Słychać niekonwencjonalne, zdekonstruowane podkłady, basy, a przede wszystkim szeptany wokal. Francuzka przybiera bardzo wyluzowany, spokojny ton, który wielu nazwałoby zblazowanym, gdyby nie fakt, że ten utwór jest po prostu zbyt dobrze dopracowany. To samo śmiało można powiedzieć o “Slyth”, które jest głębokim, wręcz ezoterycznym doświadczeniem. Partie wokalne płyną, opowiadając nieodgadnioną legendę w rytm ustawicznych, plemiennych bębnów. Całość zdaje się wieścić bunt i nadchodzącą rewolucję. Pierwszy singiel, “Stamina”, wyprodukowany samodzielnie przez Chloe, ma dynamiczny, klubowy charakter. Duszne i wyraziste elektroniczne bity łączą się z wysublimowanym mormorando artystki. Kiedy wydaje Ci się, że jest naprawdę intensywnie, ona przesuwa granicę kawałek dalej. Stąd zakończenie, które jest prawdziwym crescendo tego albumu. Później emocje opadają. Nastrojowe “GS” oraz nostalgiczne, instrumentalne (z zaskakującym dropem), “The Letter” zamykają całą kompozycję.

Francuzka na nowym albumie stwarza atmosferę wyjątkowej dojrzałości twórczej, naturalności oraz komfortu. Przełamanie klubowego charakteru mruczącym wokalem, który pojawia się po raz pierwszy w twórczości Coucou Chloe, daje poczucie przekroczenia bariery intymności, dostarczenia większej głębi, prowadząc do indywidualnego odsłuchu. Wrażenie emocjonalnego doznania pozostaje.

NUXXE Records

www.facebook.com/coucouchloe111

www.soundcloud.com/coucouchloe

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze