Aphex Twin – Collapse EP
Ania Pietrzak:

Ukochany troll częstuje kryształami.

Tim Hecker – Konoyo
Jarek Szczęsny:

Wkurz przemądrzałego realistę.

Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.
Paweł Gzyl:

Kolejny krok w stronę eksperymentu.

Envee, Teielte oraz Petite Noir
Jarek Szczęsny:

Polska i reszta świata.

The Lotus Eaters – Desatura
Paweł Gzyl:

Wycinki ze studyjnych improwizacji.

Marie Davidson – Working Class Woman
Jarek Szczęsny:

Alternatywny bal.

Puce Mary – The Drought
Paweł Gzyl:

Dominacja czy uległość?

The Dumplings // Oxford Drama
Jarek Szczęsny:

Młodzi, zdolni, elektroniczni.

Various Artists – Air Texture Vol. VI – Selected By Steffi & Martyn
Paweł Gzyl:

Breakbeatowa wersja ambientu.

Szun Waves – New Hymn To Freedom
Jarek Szczęsny:

Pasuje jak ulał.

Stephen Lopkin – Clyde Built
Paweł Gzyl:

Świetlista elektronika w stylu Motor City.

Oiseaux-Tempête – Tarab
Łukasz Komła:

Nie pomińcie tego!

Murcof – Lost In Time
Ania Pietrzak:

危機

Wilhelm Bras – Living Truthfully Under Imaginary Circumstances
Jarek Szczęsny:

Budowniczy syntezatorów.



Avant Art Festival w Warszawie (02.10 – 11.10)

Avant Art Festival to wrocławska impreza muzyki niezależnej, która w tym roku obchodziła swój jubileusz – dziesięć lat działalności. Być może w związku z tym organizatorzy postanowili zadbać o słuchaczy również w Warszawie.

Nieważne, idea ciekawa i bardzo zacna.  Muzyka prezentowana w ramach festiwalu jest wielowątkowa, trudno wpisać ją w określone ramy, nazwać poszczególnym gatunkiem. Ten sprytny zabieg pobudza nas do szerokiego odbioru. Na pewno mamy styczność ze sztuką eksperymentalną i nieszablonową muzyką elektroniczną. Uogólniając, zostajemy „postrzeleni” dawką różnorodnych dźwięków, czasami dość awangardowych, jednak  zachowujących w przekazie swego rodzaju synkretyzm.

2.10

Festiwal rozpoczął się występem Radiana w Grizzly Gin Barze. Ich muzyka to połączenie szorstkich rytmów z elektroniką i hałasem, czasami odbijających się echem ciszy. Wszystko tylko po to, aby w kolejnej sekundzie przejść do melodyjnych akordów gitary, tworząc ekspresyjny wstęp do kolejnego utworu. Austriacki tercet tworzy zdecydowanie niebanalną muzykę na pograniczu post rocka i undergroundu

3.10

JK Flesh to artysta znany z projektów takich jak Techno Animal, Jesu, Godflesh. Pierwszy raz gościł w Polsce i to w nietypowej scenerii- Teatrze Rozmaitości. Osobiście, odbieram to jako dość intrygujące doznanie. Publiczność zajmowała miejsca niczym w filharmonii, jednak do uszu nie dobiegała klasyka, a coś zupełnie niekonwencjonalnego. Kompozycje zbudowane z ciężkiego pulsu i ambientowego noisu, ubrane w technoidalne odzienie, urozmaicone wizualizacjami betonowych blokowisk, złych dzielni i miejsc o niekoniecznie dobrej reputacji.

4.10

Poruszając się w sferze polskich artystów,  na pewno warto było wybrać się na Łoskot w Barze Studio. To formacja yassowa, której muzyka rządzi się swoim prawami. Panowie tworzą transowe improwizacje, przy pomocy kontrabasu, saksofonu, gitary i perkusji.  Balansują pomiędzy  połamanymi rytmami i wstawkami gitarowymi, a psychodelicznymi efektami sentymentalnych partii saksofonu Mikołaja Trzaski. Kolaż cegiełek tworzący  free- jazzowy odjazd.

 

6.10

Robert Piernikowski, jeden z Synów nie boi się mówić o codzienności takiej jaka jest naprawdę. Depresyjne i zdezelowane melodie, syntezatory i ciężki głos w połączeniu z wydobywanie się dymu na koncertach wybija słuchacza ze stanu świadomości. Zamyka w klaustrofobicznym świecie. Psychodeliczne teksty są mocne i trafne w punkt. Przedstawią to co o dzieje się tu i teraz, w erze konsumpcjonizmu, gdzie „za kawę każą płacić dziesięć, dziesięć albo więcej(…)”. Sama prawda.

8.10

Niedzielny koncert w Klubie SPATiF  należał do Orena Ambrachi.  W jego kompozycjach odnaleźć można elementy disco, new wave, czy też przesterowanych brzmień. Rezonanse, niespodziewane sample, harmoniczne szybkie tempo wprowadzają czasami w klimat zagrożenia. To trochę alternatywna wersja budowania surowej, charakterystycznej dla rocka energii- zdecydowanie mój faworyt festiwalu.

Avant Art Festival 2017 uważam za udany. Szczególnie dla tych, którzy szukają w muzyce nie tylko uniesień i odprężenia, ale również pobudzeń intelektualnych i zmysłowych, tkwiących w najbardziej ukrytych zakamarkach naszej psychiki i świadomości. Było mrocznie, niejednostajnie, inaczej – po prostu ciekawie. Preferencje muzyczne słuchaczy niszowych gatunków zostały zaspokojone lub też rozbudzone, do sięgania po więcej i więcej…

Fot: Sandra Szmigiel

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze