Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.

Skadedyr – Musikk!
Łukasz Komła:

Norweskie „Szkodniki” potrafią zmysłowo kąsać awangardę! 

SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides
Stanisław Bryś:

Pop owinięty lateksem. Dekonstrukcja popu i muzyki klubowej nadal jest na językach.

Soundscape Mirror – 49 kilometers to the east
Jarek Szczęsny:

Strona muzyczna, strona wizualna.

David Grubbs & Taku Unami – Failed Celestial Creatures
Łukasz Komła:

Między słowem, improwizacją a…  

XOR Gate – Conic Sections
Paweł Gzyl:

Piękne cacko.



Avant Art Festival w Warszawie (02.10 – 11.10)

Avant Art Festival to wrocławska impreza muzyki niezależnej, która w tym roku obchodziła swój jubileusz – dziesięć lat działalności. Być może w związku z tym organizatorzy postanowili zadbać o słuchaczy również w Warszawie.

Nieważne, idea ciekawa i bardzo zacna.  Muzyka prezentowana w ramach festiwalu jest wielowątkowa, trudno wpisać ją w określone ramy, nazwać poszczególnym gatunkiem. Ten sprytny zabieg pobudza nas do szerokiego odbioru. Na pewno mamy styczność ze sztuką eksperymentalną i nieszablonową muzyką elektroniczną. Uogólniając, zostajemy „postrzeleni” dawką różnorodnych dźwięków, czasami dość awangardowych, jednak  zachowujących w przekazie swego rodzaju synkretyzm.

2.10

Festiwal rozpoczął się występem Radiana w Grizzly Gin Barze. Ich muzyka to połączenie szorstkich rytmów z elektroniką i hałasem, czasami odbijających się echem ciszy. Wszystko tylko po to, aby w kolejnej sekundzie przejść do melodyjnych akordów gitary, tworząc ekspresyjny wstęp do kolejnego utworu. Austriacki tercet tworzy zdecydowanie niebanalną muzykę na pograniczu post rocka i undergroundu

3.10

JK Flesh to artysta znany z projektów takich jak Techno Animal, Jesu, Godflesh. Pierwszy raz gościł w Polsce i to w nietypowej scenerii- Teatrze Rozmaitości. Osobiście, odbieram to jako dość intrygujące doznanie. Publiczność zajmowała miejsca niczym w filharmonii, jednak do uszu nie dobiegała klasyka, a coś zupełnie niekonwencjonalnego. Kompozycje zbudowane z ciężkiego pulsu i ambientowego noisu, ubrane w technoidalne odzienie, urozmaicone wizualizacjami betonowych blokowisk, złych dzielni i miejsc o niekoniecznie dobrej reputacji.

4.10

Poruszając się w sferze polskich artystów,  na pewno warto było wybrać się na Łoskot w Barze Studio. To formacja yassowa, której muzyka rządzi się swoim prawami. Panowie tworzą transowe improwizacje, przy pomocy kontrabasu, saksofonu, gitary i perkusji.  Balansują pomiędzy  połamanymi rytmami i wstawkami gitarowymi, a psychodelicznymi efektami sentymentalnych partii saksofonu Mikołaja Trzaski. Kolaż cegiełek tworzący  free- jazzowy odjazd.

 

6.10

Robert Piernikowski, jeden z Synów nie boi się mówić o codzienności takiej jaka jest naprawdę. Depresyjne i zdezelowane melodie, syntezatory i ciężki głos w połączeniu z wydobywanie się dymu na koncertach wybija słuchacza ze stanu świadomości. Zamyka w klaustrofobicznym świecie. Psychodeliczne teksty są mocne i trafne w punkt. Przedstawią to co o dzieje się tu i teraz, w erze konsumpcjonizmu, gdzie „za kawę każą płacić dziesięć, dziesięć albo więcej(…)”. Sama prawda.

8.10

Niedzielny koncert w Klubie SPATiF  należał do Orena Ambrachi.  W jego kompozycjach odnaleźć można elementy disco, new wave, czy też przesterowanych brzmień. Rezonanse, niespodziewane sample, harmoniczne szybkie tempo wprowadzają czasami w klimat zagrożenia. To trochę alternatywna wersja budowania surowej, charakterystycznej dla rocka energii- zdecydowanie mój faworyt festiwalu.

Avant Art Festival 2017 uważam za udany. Szczególnie dla tych, którzy szukają w muzyce nie tylko uniesień i odprężenia, ale również pobudzeń intelektualnych i zmysłowych, tkwiących w najbardziej ukrytych zakamarkach naszej psychiki i świadomości. Było mrocznie, niejednostajnie, inaczej – po prostu ciekawie. Preferencje muzyczne słuchaczy niszowych gatunków zostały zaspokojone lub też rozbudzone, do sięgania po więcej i więcej…

Fot: Sandra Szmigiel

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze