Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.



Fever Ray – „Plunge”

Osiem lat po zjawiskowym debiucie wraca nowe. Jest jaśniej, szybciej i ekscentryczniej.

Po nastrojowym, klimatycznym, a momentami mrocznym poprzedniku zatytułowanym po prostu „Fever Ray” nie ma większych śladów na „Plunge”. Najnowsze dzieło Karin Dreijer, czyli połowy The Knife, to nowoczesny electro-pop z elementami futurystycznyego r’n’b, stawiający przede wszystkim na rytm aniżeli na oryginalne melodie, z jakimi mieliśmy okazje obcować przy wspomnianym debiucie.

„Plunge” bardziej przypomina późniejsze wydawnictwa The Knife, aniżeli poprzednie solowe dzieło Karin. Wszystko za sprawą intensywnej i nieregularnej perkusji, która gęsto oplata materiał. Dzieje się to rzecz jasna kosztem niespiesznego tempa, baśniowego klimatu, wieczornej atmosfery jakie definiowały „Fever Ray”. Nie ma tu także charakterystycznych dla jej muzyki spowolnień wokalu, które znamy z „Concrete Walls” czy „If I Had a Heart”.

Tempo zwalnia dosłownie w jednym momencie, a mianowicie w utworze „Red Trails”. Wygładzona perkusja w postaci miękkich tomów stanowi tło dla pięknie zaaranżowanych skrzypiec, które razem z głosem Karin tworzą przyjemną harmonię, której to na „Plunge” nie znajdziemy za dużo.

Album promuje wybrany jako pierwszy singiel „To the Moon and Back”. Długi, instrumentalny wstęp okraszony klawiszami znanymi z pierwszych wydawnictw The Knife, poprzedza przesłodzone, pastelowe, oraz popowo zorientowane wokalne rozwiniecie, które w kontekście całego albumu może wydawać się wręcz infantylne. Ilustruje go teledysk wyreżyserowany przez Martina Falcka. Trochę w nim neonów, queeru i BDSMu.

Jako producentka, na albumie pojawiła się ciekawa postać z elektronicznego świata z Portugalii, niejaka NÍDIA. Charakterystyczne dla siebie, afrobeatowe brzmienie perkusji wlała do “IDK About You”. Pulsująca energia i dzikość tego kawałka ukazała skandynawską artystkę w zupełnie innym świetle. To kolejny utwór z “Plunge”, który wyróżnia się znacznie na tle całości.

Do produkcji albumu Karin zaprosiła między innymi Paulę Templa, którą mogliśmy posłuchać na tegorocznym festiwalu Tauron Nowa Muzyka, czy Pedera Mannerfelta. „Plunge” pojawił się póki co w cyfrowej formie. Na fizyczne wersje wydawnictwa będziemy musieli poczekać do lutego 2018. Na tenże rok została przewidziana trasa koncertowa.

„Plunge” to album wymagający, niekoniecznie łatwo przyswajalny przy pierwszym odsłuchu. Słychać na nim nowoczesną produkcję doprawioną eksperymentalną psychodelią, jednak nie w takiej dawce jaką dostajemy na ostatnim albumie The Knife „Shaking the Habitual”.

Fever Ray
Fever Ray Facebook
Rabid Records

27.10.2017 | Rabid Records

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Wojtek

    Nie ma co ukrywać, że poznałem kupić ten album z nadzieją na kontynuację poprzedniego…. I co? I niestety się rozczarowałem. Kasa poszła w błoto.

  2. e'M

    Nierówny i momentami irytujący album w estetyce, która tylko momentami jest znośna. Niektóre aranżacje naprawdę ciekawe, kilka zapamiętywalnych linijek tekstu… Ale spójności i nieodżałowanego klimatu próżno tu szukać.
    Mój odbiór to może wina oczekiwań, które po genialnym debiucie były ogromne. Szkoda, że nie niczego nie nagrała w międzyczasie, być może łatwiej byłoby obserwować ewolucję artystki i strawić ten materiał.
    Cóż, szkoda. Trzeba będzie słuchać wybiórczo, jako całość się nie broni.