Earthboogie – Human Call
Ania Pietrzak:

Radość w rytmie afro-house.

Ipek Gorgun – Ecce Homo
Jarek Szczęsny:

Trudny człowiek.

Ancient Methods – The Jericho Records
Paweł Gzyl:

Muzyka, która kruszy mury.

Kathryn Joseph – From When I Wake the Want Is
Jarek Szczęsny:

Odpowiedniczka.

Ekin Fil – Maps
Jarek Szczęsny:

Odłączenie wtyczki.

Raum – Wreck The Bloodline
Paweł Gzyl:

Wyjście poza cielesność.

Marcel Dettmann – Test-File
Paweł Gzyl:

Dettmann ciągle w formie.

Djedjotronic – R.U.R.
Mateusz Piżyński:

EBM bez udziwnień.

Various Artists – Figure 100 Compilation
Paweł Gzyl:

Piętnaście lat na klubowym parkiecie.

Tajak – Ciclos
Łukasz Komła:

Meksykańskie trio pokazuje, że wciąż można zaskoczyć połączeniem gitarowej psychodelii, dronów i shoegaze’u!

Pruski – Sleeping Places
Ania Pietrzak:

Uśpiona codzienność, obudzona refleksja.

Prequel Tapes – Everything Is Quite Now
Paweł Gzyl:

Industrialne kołysanki.

Maribou State – Kingdoms in Colour
Ania Pietrzak:

„Darjeeling Limited” i całkiem zwyczajne przyjemności.

Adult. – This Behavior
Paweł Gzyl:

Surowe i szorstkie oblicze muzyki amerykańskiego duetu.



The Stubs – Let`s Die

Umrzyjmy wreszcie!

Pisanie o śmierci w dniu 1 listopada niekoniecznie jest czymś niestosownym. Korzystając z przychylności kalendarza opiszę płytę, która wyszła co prawda we wrześniu, ale tematyka bardziej pasuje do listopada. The Stubs postanowili wypuścić swoją czwartą płytę, która ma być gwoździem do trumny działalności zespołu. Konkretniej mówiąc jest to z góry zaplanowana śmierć, bo po tej płycie i trasie koncertowej The Stubs mają przestać działać. Koniec z nagrywaniem, koniec z koncertowaniem (ostatni ma się odbyć 5 listopada w warszawskim Pogłosie), tylko wieczny odpoczynek. Nie ma się co dziwić, bo fizyczny aspekt muzyki tria był niemniej ważny niż akordy, którymi się posługiwali.

The Stubs swoją muzykę nazywali niskobudżetowym rock`n`rollem. Nie mogłem się oprzeć tak uroczemu określeniu, więc sobie je tu przytoczyłem. Czy na płycie „Let`s Die” doznamy jakichkolwiek zaskoczeń? Nie. Jest to co być powinno. Surowe, brudne, proste garażowe łomotanie. No, ale to granie potrafi rozświetlić dzień, nadać ustom kształt uśmiechu. Przyjemność z albumu jest spora. Nie ma to jak posłuchać wokalisty zdzierającego sobie gardło w finałowym utworze. Zespół nie stroni (nigdy nie stronił) od tanecznej strony punk rocka („Red Bean”, „Take of your shoes”). Na ostatniej płycie nie ma nastroju pogrzebu. Wręcz przeciwnie, zespół bawi się muzyką, ochoczo wyśpiewuje refreny czym zaprasza do zabawy słuchaczy. Stypa na wesoło.

O tyle to przewrotne, że teksty do najweselszych nie należą. Odpalmy, że tak się wyrażę, „Gasoline”. Nie chcąc psuć zabawy napiszę, że nie jest to proekologiczny song, w którym będziemy zachęcani do przesiadki z samochodów na rowery. „Gone” też milutki nie jest, jeśli chodzi o tekst. Od strony muzycznej to jeden z najlepszych numerów na płycie. Tytuł płyty i okoliczności jej powstania zobowiązują. Spotkałem się z opinią, że w dzisiejszym świecie ironia stała się słabo wyczuwalna. Żartując lub wyzłośliwiać się należy to podkreślić (w tekście na przykład używać emotikon). Idąc tym tropem zastosuję metodę łopatologiczną tłumacząc, że „Let`s Die” to tylko taka konwencja. Zespół lubi sobie pokrzyczeć, niekoniecznie przejmując się odbiorem ich twórczości. Jest w tym duża dawka powabu i charyzmy. Nawet działa oczyszczająco. Tyle i aż tyle.

Instant Classic | 2017

FB

Bandcamp

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze