Earthboogie – Human Call
Ania Pietrzak:

Radość w rytmie afro-house.

Ipek Gorgun – Ecce Homo
Jarek Szczęsny:

Trudny człowiek.

Ancient Methods – The Jericho Records
Paweł Gzyl:

Muzyka, która kruszy mury.

Kathryn Joseph – From When I Wake the Want Is
Jarek Szczęsny:

Odpowiedniczka.

Ekin Fil – Maps
Jarek Szczęsny:

Odłączenie wtyczki.

Raum – Wreck The Bloodline
Paweł Gzyl:

Wyjście poza cielesność.

Marcel Dettmann – Test-File
Paweł Gzyl:

Dettmann ciągle w formie.

Djedjotronic – R.U.R.
Mateusz Piżyński:

EBM bez udziwnień.

Various Artists – Figure 100 Compilation
Paweł Gzyl:

Piętnaście lat na klubowym parkiecie.

Tajak – Ciclos
Łukasz Komła:

Meksykańskie trio pokazuje, że wciąż można zaskoczyć połączeniem gitarowej psychodelii, dronów i shoegaze’u!

Pruski – Sleeping Places
Ania Pietrzak:

Uśpiona codzienność, obudzona refleksja.

Prequel Tapes – Everything Is Quite Now
Paweł Gzyl:

Industrialne kołysanki.

Maribou State – Kingdoms in Colour
Ania Pietrzak:

„Darjeeling Limited” i całkiem zwyczajne przyjemności.

Adult. – This Behavior
Paweł Gzyl:

Surowe i szorstkie oblicze muzyki amerykańskiego duetu.



Rone – Mirapolis

Tęczowy sen.

Erwan Castex kryjący się pod nazwą Rone to przedstawiciel sceny francuskiej. Porzucając decyzję o byciu filmowcem zdecydował się zostać muzykiem. Na jego czwarty album przyszło nam czekać trzy lata. Entuzjastyczne przyjęcie jego trzech płyt, a szczególnie dość żywiołowych występów sprawiło, że Rone stał się rozchwytywany. Nie ma co się dziwić, bo posiadł on umiejętność tworzenia chwytliwej muzyki balansującej na krawędzi taniego połysku i ciekawej struktury. Większość jednak skrojona jest pod wymogi osób będących na parkiecie. Na najnowszej płycie poszedł bardziej w stronę kreatywnej wyobraźni. Rzekłbym filmowej nawet.

Rone podał, że w kwestii inspiracji do płyty posłużyło mu dzieciństwo, twórczość Fritza Langa oraz Michela Gondry`ego. Do słynnego obrazu Langa nawiązuje tytuł albumu. Zamiast „Metropolis” mamy „Mirapolis”. Wykonawca starał się nadać swojemu dziełu wymiar wielkomiejskiej aglomeracji. Dwanaście kawałków jak dwanaście dzielnic. Każda wyodrębniona i nacechowana indywidualnym klimatem. Mamy więc kosmiczne wędrówki, dziecinną idyllę, londyński bruk czy romantyczny zakątek. Wszystko tu się mieni, szaleje pasteloza (czasami zbyt przeszarżowana). Mimo tego lubię tę płytę. Lubią ją przede wszystkim dlatego, że daje poczucie bezpretensjonalności, a miejscami prawdziwej radości. Z reguły nadmiar optymizmu czy też zbyt „sennej” aury bywa dla mnie nie do zniesienia (tu też jest kilka takich momentów), ale w wydaniu Rone`a wszystko wydaje się być w porządku.

Wita nas kosmiczny wstęp w postaci „I, Philip”. Chóralny zaśpiew rozlewa się w przestworzach współtworząc ambientową powłokę, ale to tylko wstęp. Dalej następuje prosta, syntezatorowa muzyka, w której odbijają się echa lat 80. Nieco rozmarzony, dziecięcy klimat. Tu należy odwołać się do okładki, która daje dobre wyobrażenie tej muzyki. Zaznaczę, że okładkę zaprojektował Michel Gondry (reżyser „Jak we śnie”). W dalszej części naszej podróży natkniemy się na „Lou”. Trudno uciec od tej dziecięcej perspektywy szczególnie, gdy na plan pierwszy wkracza radosny rytm. Całość iskrzy, oblewa się na różowo, a w dole syntezatory robią nostalgiczny podkład. Taki efekt użycia technicoloru. W tle słychać głos córki, która udaje wilka.

Na płycie pojawiają się interesujący goście: pochodząca z Izraela Noga Erez, znana z Blonde Redhead Kazu Makino, przynoszący londyński czar Baxter Dury oraz poeta Saul Williams. To właśnie utwory z tym ostatnim wypadają najkorzystniej. Napędzany futurystyczną melodią „Faster” daje odczuć, że obaj panowie świetnie się dogadują. Bardziej intrygujący jest „Everything”, gdzie format piosenki przeradza się w bardziej abstrakcyjny byt. Trafiają się niestety momenty, które mniej do mnie przemawiają jak zbyt przesadzony „Origami” czy zbyt bezpieczny „Mirapolis”. Zbytnio nie osłabia to pozytywnych doznać z całości. Warto sięgnąć po album Francuza chociażby dla samego relaksu. Zaznać przyjemności nienacechowanej poczuciem straty czasu.

InFiné | 2017

Bandcamp

Strona Rone

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze