Nocow – Vozduh/Voda/Zemlya
Paweł Gzyl:

Opus magnum naszego sąsiada zza wschodniej granicy.

Andy Cooper – The Layered Effect
Jarek Szczęsny:

Dawno niewidziana radość.

Dirtmusic – Bu Bir Ruya
Łukasz Komła:

Tym razem muzykę duetu „pobrudzili” Turcy.   

Frank Bretschneider – Lunik
Paweł Gzyl:

Awangarda też lubi potańczyć.

Młody Łucznik – Dreambank
Jarek Szczęsny:

Raczej wygryw.

JANKA – Krzyżacy EP
Ania Pietrzak:

Na pełnym luzie.

The Empire Line – Rave
Paweł Gzyl:

Rave nie zawsze znaczy to samo.

Rhye – Blood
Jarek Szczęsny:

Jakby nic się nie zmieniło.

Szymon Nidzworski Project feat. Andrzej Seweryn – Behind Your Eyelids
Ania Pietrzak:

Muzyka, która przypomina o pierwotności oddechu.

Various Artists – Waves Of The Future
Paweł Gzyl:

Retrofuturystyczne wizje.

John Tejada – Dead Start Program
Paweł Gzyl:

W odwrotnym kierunku niż reszta.

Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars
Jarek Szczęsny:

Topniejące napięcie.

Palmbomen II – Memories Of Cindy
Paweł Gzyl:

Elektroniczne wspomnienia z przyszłości.

Fire! – The Hands
Jarek Szczęsny:

Krótkie spięcie.

LONE – DJ Kicks

Kolejna intersująca odsłona kultowej serii DJ Kicks.

Legendarne składanki DJ Kicks, jedno z najwspanialszych „dzieci” niezależnej wytwórni !K7 Records, to klasa sama w sobie. W serii, której wydawnictwa ukazują się już od 22 lat (!), tym razem brytyjski producent LONE czyli Matt Cutler.

Składanka przygotowana przez LONE rozpoczyna się hip – hopowo (m.in. wyrazisty „Hold The Floor” Camu Tao), a dopiero później wypływa na elektroniczne wody przy czym w zależności od wersji (CD / LP) nurt wije się w różnoraki sposób. Pełna zawartość CD jest bardziej „zmienno – zwrotna”. Krążymy odbijając się i wracając do downtempo, house’u i dance’u. Przykładowo, usłyszymy tu chociażby Boards of Canada, Ross From Friends czy Balil, a na końcu… Radiohead. Wersja LP nie uciekła spod noża muzycznej selekcji w wyniku czego trafiła na nią tylko część z pełnej wersji CD. I choć dzięki temu zabiegowi wersja winylowa jest bardziej „stanowcza” gatunkowo to jednak odczuwalny wyraźnie jest negatywny skutek tego procesu. Brakuje tu chociażby wspomnianego Ross From Friends czy głównej, nieco junglowej wersji utworu „Untitled” E.Myers. Wreszcie wersja LP została pozbawiona też aż trzech utworów samego LONE. Dlatego, choć zasadniczo preferuję wosk, tym razem polecam jednak wersję CD jako bogatszą (a przy składankach bogactwo utworów działa przecież tylko i wyłącznie in plus), a w konsekwencji jako bardziej różnorodną.

Wspomnianą przeze mnie różnorodność składanki DJ Kicks w selekcji LONE, poza bogactwem zawartości, zapewnia także fakt wymieszania na niej rożnych gatunków. Dodatkowo ukazało to esencję producenckiej działalności Brytyjczyka. LONE początkowo poruszał się przecież w elektronice niezwykle mocno zabarwionej hip-hopem (na tyle, że właściwie uprawnione jest stwierdzenie, że był to hip-hop o mocnym zabarwieniu elektronicznym). Dopiero później skierował się głębiej w stronę elektroniki. Jak sam dość często podkreśla jego inspiracje muzyczne są bardzo szerokie. Jednym tchem wymienia obok siebie wspomnianych Boards of Canada (na składance pojawiają się z utworem „Orange Romeda”), Bibio i… Madliba.

To wszystko sprawia, żę miks przygotowany przez LONE okazał się być zawadiacko intrygującym. Jednocześnie Matt Cutler zrealizował cel, który wyznaczył sobie gdy zabierał się za ten projekt tj. „stworzyć coś co będzie pasowało zarówno do rozmarzonego słuchania nocą jak i intymnego odbioru na słuchawkach; coś co będzie przypominało dziwaczny program radiowy o północy, który celowo jest tak różnorodny, raz senny a raz psychodeliczny, wykręcony, by można było wejść i wyjść w każdym momencie”. Nic dodać. Za to, dokładnie jak nazwa cyklu w którym pojawia się ten tekst, „Warto posłuchać”.

2017 | !K7 Records

Profil na BandCamp » Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze