Earthboogie – Human Call
Ania Pietrzak:

Radość w rytmie afro-house.

Ipek Gorgun – Ecce Homo
Jarek Szczęsny:

Trudny człowiek.

Ancient Methods – The Jericho Records
Paweł Gzyl:

Muzyka, która kruszy mury.

Kathryn Joseph – From When I Wake the Want Is
Jarek Szczęsny:

Odpowiedniczka.

Ekin Fil – Maps
Jarek Szczęsny:

Odłączenie wtyczki.

Raum – Wreck The Bloodline
Paweł Gzyl:

Wyjście poza cielesność.

Marcel Dettmann – Test-File
Paweł Gzyl:

Dettmann ciągle w formie.

Djedjotronic – R.U.R.
Mateusz Piżyński:

EBM bez udziwnień.

Various Artists – Figure 100 Compilation
Paweł Gzyl:

Piętnaście lat na klubowym parkiecie.

Tajak – Ciclos
Łukasz Komła:

Meksykańskie trio pokazuje, że wciąż można zaskoczyć połączeniem gitarowej psychodelii, dronów i shoegaze’u!

Pruski – Sleeping Places
Ania Pietrzak:

Uśpiona codzienność, obudzona refleksja.

Prequel Tapes – Everything Is Quite Now
Paweł Gzyl:

Industrialne kołysanki.

Maribou State – Kingdoms in Colour
Ania Pietrzak:

„Darjeeling Limited” i całkiem zwyczajne przyjemności.

Adult. – This Behavior
Paweł Gzyl:

Surowe i szorstkie oblicze muzyki amerykańskiego duetu.



Anja Schneider – SoMe

Pierwszy album niemieckiej producentki od dziewięciu lat.

W połowie minionej dekady były dwie wytwórnie, które nadawały ton ówczesnemu życiu klubowemu w Berlinie – Bpitch Control i Mobilee. Co ciekawe, obie dowodzone były wtedy przez kobiety. Ellen Allien stała za tą pierwszą, a Anja Schneider (razem z kolegą po fachu – Ralfem Kollmannem) za tą drugą. Obie panie były nie tylko weterankami nocnego życia stolicy Niemiec, ale także utalentowanymi didżejkami i producentkami, które przyczyniły się w dużym stopniu do powstania mody na tech-house i electro-house. Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło.

BPitch Control działa nadal, choć już nie ma takiego znaczenia jak kiedyś. Szefowa tłoczni wydała w tym roku nowy album, „Nost”, który okazał się jej udanym powrotem do korzeni – mocnego techno, w którym specjalizowała się pod koniec lat 90. Tym samym tropem idzie teraz jej koleżanka. Również Anja Schneider postanowiła przypomnieć sobie swoją młodość – przyjazd do Berlina w 1993 roku i imprezowanie w rytm drum’n’bassu w piątkowe noce w nieistniejącym już klubie WMF. Efektem tego jest jej pierwszy od niemal dekady premierowy album, wydany przez nową firmę artystki – Sous Music.

Mimo takich zapowiedzi dziewięć nagrań z „SoMe” nawiązuje głownie do złotych czasów Mobilee z połowy minionej dekady, kiedy nagrywany przez Schneider tech-house miał jeszcze sporą moc, nieokiełznaną przez późniejszą modę na minimal. Tego rodzaju utwory, łączące energetyczne bity z rave’owym basem i rozwibrowanymi akordami wypełniają większą część tego zestawu („The Sun” czy „All I See”). Nie brak tu jednak także twardszych brzmień, przywołujących techno z lat 90. („Got Me With A Bang”), jak i wyskoków w stronę jungle’u („WMF”) czy electro-popu („Shadows”).

To oznacza, że mimo pewnych resentymentów z przeszłości, Anja Schneider nie jest gotowa na granie tak energetycznego techno, jak Ellen Allien. Zdecydowanie bardziej ciągnie ją w stronę przebojowych melodii, nastrojowego klimatu czy przestrzennych aranży. Nic więc dziwnego, że największe wrażenie robi na płycie utwór „Sanctuary” – rytmiczny tech-house z wokalnym udziałem Roba Bircha ze Stereo MCs. Jakimś wielkim przełomem w karierze niemieckiej producentki „SoMe” raczej więc nie będzie – choć słucha się tego materiału z dużą przyjemnością.

Sous Music 2017

www.sous-music.com

www.anjaschneider.com

www.facebook.com/anjaschneider

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Jędrek

    Pani alien była zawsze z innej półki 🙂