Amandra – Dame De Bahia
Paweł Gzyl:

Francuz w Warszawie.

MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Cid Rim – Material

Per(c)fect!

Pogranicza nowoczesnego jazzu i eksperymentalnej muzyki elektronicznej w Wiedniu brzmią naprawdę dobrze. Wszystko dzięki osobie Clemensa Bachera, który zaprawdę powiadam wam, jest wirtuozem bębnów i talerzy. Album długogrający wydany dzięki szkockiej LuckyMe, ujrzał światło dzienne 10 listopada (cd) a od 20 grudnia będziemy mogli cieszyć się woskiem. Sprawdźmy tę perkę!

Intro w postaci „Clay” wprowadza mnie w świat muzyki Austriaka, gdzie ciężkie akordy pianina mieszają się z acidowymi akcentami rodem z pracowni alchemika. Jeden szelest, drugi szelest, wznoszący się syntezator i jest! „Surge”. Maksymalnie skondensowane syntezatorki drżą niczym zamarznięte nici. Linia basowa tętni jak po łyku esspresso, by chwile później wprowadzić połamaną, arytmiczną, acz genialną perkusję Cida. Ozdobniki unoszą się nad tym szamanem dźwięku, a eksplodujące talerze obrazują kłębiące się w jego głowie pomysły na kolejne dźwięki.

„Zünder” leci na funku niczy Bootsy Collins. Linia basu wyściela cały rejestr utworu, co w połączeniu z zacinającymi i szeleszczącymi hi hatami Bachera brzmi jak pękający lód w szklance dobrej whisky. Spiętrzone akordy syntów łączą się z fuzyjnymi dźwiękami instrumentów natywnych i zglitchowaną harmonijką, a ja zamawiam drugiego drinka.

„Repeat” to kandydat na festiwalowy hit. Podobnie jak przy „Surge” mamy do czynienia ze wzbierającą burzą oraz efektem crescendo. Głos Samanthy Urbani uprzyjemnia laserowo wystrzeliwane werble oraz potężne pasma kosmicznych syntezatorów. Na niektóre dźwięki nałożono filtr delay oraz echo, co ostatecznie wprowadziło element hipnotycznego transu. Ambientowa etiuda „Genesung” jest błogim dotykiem niebiańskich padów, które koją naszą duszę.

„Serra Serra” inwokuje niemal barokowym wstępem, by ostatecznie przemienić się w hybrydę dawnego brzmienia z utrzymanym w groove klimatem. W „Mouches Volantes” Cid poddaje dźwięki dalszej dekonstrukcji. Tym razem szalone i zaczepne akordy Hammonda, łączą się w tańcu z nonszalanckim szarpnięciem gitarowych strun.

Równoległe pasma przestrzennych syntezatorów towarzyszą nałożonym na siebie męskim wokalizom, które wyśpiewują „The moon is shinning in Your Eyes” kończąc naprawdę świetną produkcję utworem „One Last Night”

LuckyMe | 10.11.2017 (CD) | 20.12.2017 (Vinyl)

Cid Rim FB

LuckyMe FB

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Marcin

    Zgadzam się..rzecz wybitna..