Ancient Methods – The Jericho Records
Paweł Gzyl:

Muzyka, która kruszy mury.

Kathryn Joseph – From When I Wake the Want Is
Jarek Szczęsny:

Odpowiedniczka.

Ekin Fil – Maps
Jarek Szczęsny:

Odłączenie wtyczki.

Raum – Wreck The Bloodline
Paweł Gzyl:

Wyjście poza cielesność.

Marcel Dettmann – Test-File
Paweł Gzyl:

Dettmann ciągle w formie.

Djedjotronic – R.U.R.
Mateusz Piżyński:

EBM bez udziwnień.

Various Artists – Figure 100 Compilation
Paweł Gzyl:

Piętnaście lat na klubowym parkiecie.

Tajak – Ciclos
Łukasz Komła:

Meksykańskie trio pokazuje, że wciąż można zaskoczyć połączeniem gitarowej psychodelii, dronów i shoegaze’u!

Pruski – Sleeping Places
Ania Pietrzak:

Uśpiona codzienność, obudzona refleksja.

Prequel Tapes – Everything Is Quite Now
Paweł Gzyl:

Industrialne kołysanki.

Maribou State – Kingdoms in Colour
Ania Pietrzak:

„Darjeeling Limited” i całkiem zwyczajne przyjemności.

Adult. – This Behavior
Paweł Gzyl:

Surowe i szorstkie oblicze muzyki amerykańskiego duetu.

Thomas Fehlmann – Los Lagos
Paweł Gzyl:

Dyskretny urok muzyki niemieckiego weterana.

Amnesia Scanner – Another Life
Paweł Gzyl:

Przebojowa wersja awangardy.



Archive for Wrzesień, 2018

Various Artists – ePM Selected Vol. 5

Gotowy zestaw na karnawałową imprezę.

Czytaj dalej »

Vito Gatto – Wood And Meat EP

Instrumentalno – elektroniczne DNA eksperymentu.

15 grudnia ukazała się EP-ka młodego włoskiego kompozytora i skrzypka Vito Gatto zatytułowana „Wood And Meat”. Wydawnictwo ukazało się w ramach Doubledoubelu Records. Choć liczy raptem pięć utworów warto zatrzymać się przy nim z uwagi na ciekawe i bardzo przyjemne połączenie muzyki instrumentalnej z delikatną elektroniką.

Artysta, który w 2010 r. ukończył znane mediolańskie konserwatorium im. Giuseppe Verdiego, choć do teraz nie wydał większego materiału, ma na swoim koncie kilka ciekawych projektów. Przykładowo w tym roku pojawił się na składance „Re:works Piano”, a to za sprawą autorskiego remiksu Debussy’iego „Clare De Lune”. Wcześniej, w 2014 r. i 2015 r. występował u boku Einstürzende Neubauten w ramach ich trasy koncertowej „Lament”. Jak sam mówi, nie chce się zamkykać w ramach muzyki klasycznej dlatego wciąż eksperymentuje z elektroniką. Owocem tych prac jest właśnie EP-ka „Wood And Meat”, która okazała się niezwykle „soczysta”. Epitetu tego używam celem wyrażenia odczuwalnej świeżości i swoistej energii życia, które to uczucia włoski skrzypek zaszył między ekspresyjnymi pociągnięciami smyczkiem, pełnymi wigoru i emocji, a kilkoma dość nieskomplikowanymi loopami. Najmocniejszym atutem tego krótkiego wydawnictwa jest właśnie jego ujmująca prostota. Nic tu nie męczy ani nie wybija z muzycznej opowieści przyjemnych i nieekstatycznie rozwijających się dźwięków. Beat’y, jeśli w ogóle się pojawiają, tworzą delikatne tło do głównej linii skrzypiec, które – co dość oczywiste – są tu na pierwszym planie.

Najlepszym utworem jest dla mnie tytułowy „Wood And Meat”. Jego początkowa dynamika zostaje w drugiej części poszatkowana i zmącona przez elektroniczne cięcia, by na końcu ulec wygładzeniu pianina. W „Just Like Movies” ciekawe jest zestawienie szybkich i rytmicznych dźwięków skrzypek, których wibracja przypomina nieco motyw z „Music for 18 Musicians” S.Reicha, z wtórującą perkusją. Tu również dominuje pobudzająca energia.

Przecięcie tej soczystości następuje dopiero w „Raccontare un Ricordo”, który jest nie tylko najbardziej nostalgicznym utworem z EP-ki „Wood And Meat”, ale też zdecydowanie najsilniej utrzymanym w konwencji klasycznej. Całe skupienie zostało tu zaakcentowane na instrumenty. Jednocześnie w początkowej fazie rozwoju głównego motywu, o który został oparty utwór, na moment pojawiło się w mojej głowie skojarzenie z motywem przewodniem ścieżki dźwiękowej do rewelacyjnego filmu Darrena Arofonsky’iego „Reqiuem dla snu”. Po chwili zniknęło, ale było tak silne, że od razy sprawdziłam co oznacza po polsku tytuł utworu. „Mowa pamięci” choć zastrzegam, że to według najpopularniejszego i nienajlepszego internetowego słownika, dlatego należy mieć pewien margines błędu. Z drugiej strony rzeczywiście jest jakaś niejasna więź między snami a wspomnieniami. „Raccontare un Ricordo” oddaje tą intrygującą niejasność.

Na koniec wracam do początku. Otwierający „A New DNA” traktuję jako pewien znak. Nadszedł czas wzmożonej aktywności na polu muzyki eksperymentalnej, łączącej muzykę instrumentalną i elektronikę. Doskonale, bo ostatnio dzieją się tam naprawdę piękne rzeczy.

2017 | Doubledoubleu

Słuchaj na Soundcloud » Profil na Facebooku » Oficjalna strona wytwórni Doubledoubleu »

Alessandro Cortini – Avanti

Włoska nostalgia. Czytaj dalej »

Fisherboyz – Riverside EP

Nieoczywiste kontrasty.

Czytaj dalej »

Bones – Haberdashery

Izraelskie trio Bones wydało drugi album, który zarejestrowali w holenderskim klubie Bimhuis. Czytaj dalej »

Erlend Apneseth Trio – Åra

Przyszłość w tradycji. Czytaj dalej »

Redakcyjne podsumowanie roku 2017

Bartek Woynicz

Hatti Vatti – „SZUM”

„SZUM” to album wymagający skupionego wgryzania się, kolejne warstwy odsłaniają się z każdym kolejnym odsłuchem, a Hatti Vatti po raz kolejny udowadnia, że w ramach zarezerwowanej dla siebie palety brzmień (po których łatwo rozpoznać jego twórczość) jest w stanie bez końca eksplorować nieznane tereny. Poza tym zawiera jeden z piękniejszych numerów tego roku tj. „Ruins”.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Mount Kimbie – „Love What Survives”

Generalnie patrząc brzmienie Mount Kimbie stało się jeszcze bardziej odważne, miejscami szorstkie i w sumie w dalszym ciągu nowatorskie. Prawie czterdzieści minut „Love What Survives” serwuje nam zaskakujące dania łączące sporo różnych przypraw, podanych z dużą dbałością o detale i oryginalność smaku – prowokując przy okazji do pytania czy to naprawdę ciągle jest duet czy może to jednak ściema i mamy już do czynienia z regularnym bandem?

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Nosaj Thing – „Parallels”

Czwarty longplay Nosaj Thing to album kompletny, bez słabszego numeru, a z kilkoma wybitnymi, zbudowany z ponad przeciętnym wyczuciem do sterowania uwagą słuchacza. Zestaw kompozycji, aż kipi od emocji przenosząc na język muzyki refleksje nad paralelami szukanymi w świecie człowieka i technologii. Materiał idealnie równoważy użycie brzmień analogowych i cyfry generując atmosferę pełną nostalgii, melancholii, po prostu wrażliwości.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Mateusz Piżyński

1. Arca – „Arca”

„Arca” to barokowa feeria połamanych i zdeformowanych podkładów i bitów. Eksperymentalnie zaaranżowane instrumentarium stanowi niebanalne tło dla głosu Alejandro Ghersi. Jego wokal brzmi niekiedy jak uduchowiona modlitwa, nieraz jak lament, a jeszcze gdzie indziej jak coś w rodzaju post-opery.

Arca rozsmakowuje się w dziwnych dźwiękach, zmysłowo się w nich tapla, tworząc klimat pretensjonalnego ekshibicjonizmu. Słuchając jego nowego albumu, ma się wrażenie, że muzyka jest mistyczną formą uwielbienia dla czegoś dewiacyjnego, brzydkiego, ciemnego, gdzie finalnym efektem jest czyste piękno. W porównaniu ze wcześniejszymi wydawnictwami, to elektronika bardziej delikatna i krucha. Nie zmienia to faktu, że w każdym dźwięku silnie obecny jest styl Alejandro Ghersi.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

2. Björk – „Utopia”

Mimo, że nie ma tu rewolty artystycznej na miarę „Medulli”, to jest to bardzo udana, spójna i na swój sposób nowatorska pozycja w dyskografii Björk. Tym, co rzuca się w ucho jako nowe, są rozbudowane aranżacje na flet oraz sample z odgłosami dzikich zwierząt.

Duży plus za to, że Björk odstawiła wyeksploatowane do bólu smyki, sięgnęła po klasyczny chór („Body Memory”), dała popis bitów rodem z „Homegenic”, słyszalny chociażby w „Losss”, i nie zapomniała o pięknych, oryginalnych melodiach, wolnych od manierycznego przekombinowania. Jest bowiem w „Utopii” pierwiastek prostoty, harmonii, piosenkowej lekkości, która w „Biophillii” czy „Vulnicurze” nie była czymś łatwo dostrzegalnym. Zmienną stałą pozostaje silna, artystyczna więź z Arca, który współprodukował większość utworów oraz wzajemne przenikanie się technologii i natury. To w końcu „Björk”.

3. Baasch – „Grizzly Bear With A Million Eyes”

W całym gąszczu polskiej, bardzo dobrze rozwijającej się elektroniki dostaliśmy w 2017 roku album, odważnie puszczający oko w kierunku wyrazistych, lekko ejtisowych synthów, które jeśli wpadną w niepowołane ręce, mogą stać się tanią wiksą. To prawdziwa sztuka zbudować z nich piosenki, które mają klimat nocy, niepokoju, a niekiedy smutku. Wyrobiony i rozpoznawalny styl produkcji Baascha wraz z jego charakterystycznym niskim wokalem został przez ostatni album mocno podkreślony. „Grizzly Bear With A Million Eyes” to synth-pop, którego kręgosłupem jest pulsujący mrok, sprawnie współgrający z ciekawymi i wyraźnymi melodiami. Album w pewnym sensie romantyczny. Ale na swój współczesny i – co najważniejsze – prawdziwy sposób.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

4. EABS – „Repetitions (Letters To Krzysztof Komeda)”
5. Forest Swords – „Compassion”
6. Sevdaliza – „ISON”
7. Gas – „Narkopop”
8. Mount Kimbie – „Love What Survives”
9. Kelela – „Take Me Apart”
10. Lewis Fautzi – „The Ascension Of Mind”

Kasia Jaroch

Chino Amobi – „Paradiso”

W odległej, romantycznej krainie położone jest zagubione miasto, które spowiła tajemnica i lęk. Jego, pogrążona w ciemnościach, populacja od lat wiedzie letargiczną egzystencję. Ich wybawienie przyniesie bezmierna fala, która zmyje zło i uwolni ludzi od cierpienia.

Tym katharsis jest Paradiso, studium raju, dzieło Chino Amobiego. Tu nic nie jest stałe, obrazy zmieniają się z każdą sekundą łącząc kompulsywne bębny, ogłuszającą perkusję, basy oraz niepokojące, progresywne sample. Paradiso daje mocne doznania i pozostawia z pewnym poczuciem złowrogości, jednak przede wszystkim jest pięknem dającym intelektualną satysfakcję.

Oklou & Casey – „For The Beasts”

Już w latach 40. XX wieku pisano o dialogiczności sztuki, która nie jest dziełem całościowej świadomości, lecz składa się z pojedynczych wiadomości i głosów. Ostatecznie, wszyscy posługujemy się słowami innych. Jak w zdigitalizowanej rzeczywistości artyści wyrażają swoją ekspresję? Oklou, wykorzystując skrawki znanych, popowych tracków, buduje etiudy o niesamowitej wrażliwości. „Dawn” czy „Everlasting” to utwory wyróżniające się tonią emocji, a zarazem beztroskim spokojem. Głęboko poetycki album „powstał jako odmiana tego, co było kiedyś. Rozsiewa mrok i epatuje blaskiem. Rodzi nowy rodzaj piękna.”

B.YHZZ – „Via”

Via to symbol przemiany, która nastąpiła w twórczości B.YHZZ’a. Od gniewu, niegdyś reakcji na otoczenie, podążył do miejsca, gdzie noise stał się lekiem, pozwalającym na wynurzenie się z mroku i spojrzenie w stronę światła. Rytm jest punktem na mapie, wsłuchanie się w kolejne dźwięki sprawia, że wędrujemy. Poszukiwania celu, czasem szaleńcze, powodujące zawroty głowy, w tym przypadku, wieńczy poczucie chwilowej nadziei.

Jarek Szczęsny

Miejsce 1: Zimepl/Ziołek – „Zimpel/Ziołek”

Nie można sobie wymarzyć lepszego ucieleśnienia siły i pomysłowości polskiej sceny muzycznej, która powoli i konsekwentnie przebija się na świecie. Obaj muzycy musieli się spotkać w studio, ale nie musieli nagrać aż tak dobrej płyty. Jeśli symbioza, idealne uzupełnianie się czy gościnne i rekonstrukcyjne występy w nie swoich światach muzycznych są możliwe to właśnie w muzyce duetu ZZ. Nic oczywistego tu nie ma, ale z drugiej strony nie ma też nadmiernych zaskoczeń. Istotą jest doskonała muzyka.

Miejsce 2: Jazz Band Młynarski-Masecki – „Noc w wielkim mieście”

Ideał. Z jednej strony maniakalny perfekcjonizm twórców (Młynarski – Masecki) z drugiej czas kiedy polsko – żydowska piosenka potęgą była. Aż dziw bierze, że przed wojną powstawały takie szlagiery jak „Abduł Bej”. Masecki wplata w to szalone popisy („Nikodem”), a Młynarski przypomina o sile języka polskiego w śpiewie. Płyta z tych, które nie chcą opuścić głowy po przesłuchaniu. Również przypomnienie, że muzyka taneczna może być ekstrawagancko elegancka.

Miejsce 3: EABS – „Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)”

Komeda w rękach Pędziwiatra. Najpierw był szok i niedowierzanie. Jak to rap wstawić do Komedy? Gdzie gniewne okrzyki purystów? Gdzie uświęcona tradycja? No i jak to wszystko jest w ogóle możliwe? Ano jest. Dzięki niebywałemu zgraniu. Dzięki szczegółowemu przejrzeniu archiwum Komedy i wyłuskaniu tego co niezbyt ograne. Dzięki spleceniu sprytu i ryzyka. Również dzięki metodzie twórczej zaczerpniętej z hip-hopu. EABS rozwalił system i zaczął dyktować swoje warunki. Dobra zmiana.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Pozostała lista:

4. Run The Jewels „Run the Jewels 3” Run The Jewels, Inc.
5. GAS „Narkopop” Kompakt
6. Tomasz Sroczyński „SYMPHONY NO. 1 Resurrection” Sygnał Records
7. Raphael Rogiński „plays Henry Purcell” Bołt Records
8. St Vincent „Masseduction” Loma Vista
9. Lotto „VV” Instant Classic
10. Richard Dawson „Peasant” Weird World

Paweł Gzyl

Belief Defect – „Decadent Yet Depraved”

Dwóch weteranów amerykańskiego techno zwarło szyki, by nagrać wspólnie niezwykły album. Temat niby oklepany – apokalipsa. Ale w ich wykonaniu nabrał on zupełnie innego wymiaru. Muzycznie to połączenie industrialu, EBM i techno w nieoczywistej formule o nadzwyczaj potężnym brzmieniu. Wszystko to mroczne i masywne, ale nie pozbawione melodii, humoru i mistycznej nadziei.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Porter Ricks – „Anguilla Electrica”

Ten album przy pierwszym przesłuchaniu zaskakuje. Bo nie jest prostą i oczywistą kontynuacją „Biokinetics”. Dopiero z czasem odkrywa się zamysł twórców, którzy pozostając w kręgu dubowego techno postanowili stworzyć coś innego. I udało im się: bo nagrania z ich nowej płyty zaskakują oryginalnym brzmieniem, pomysłowymi aranżacjami i dyskretną melodyką. Przy tym emanują tą samą energią, co Porter Ricks sprzed dwóch dekad.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Gas – „Narkopop” Kompakt

Wolfgang Voigt miał pewnie tę samą zagwozdkę, co Thomas Köner i Andy Mellwig, nagrywając nową płytę swego projektu pod długiej przerwie. Wybrał jednak inne rozwiązanie niż koledzy: nagrał muzykę dokładnie w tym samym stylu co wcześniejsze produkcje. I w tym przypadku takie posunięcie okazało się słuszne. Choć „Narkopop” niewiele różni się choćby od „Königsfrost”, okazało się, że w tej formule nadal można stworzyć piękną i majestatyczną muzykę.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Ania Pietrzak

Moje tegoroczne typy do tytułu „Najlepsza płyta 2017” wybrałam wedle następującego klucza: 1) materiał, który wnosi istotny wkład w rozwój muzyki + 2) materiał, który szczególnie porusza emocjami słuchacza. Modyfikacja klucza o drugi z ww. aspektów wynika z tego, że wspaniałej, bardzo dobrze wyprodukowanej muzyki wyszło w tym roku naprawdę dużo.

Wybrać z tego tylko trzy płyty było mi niezwykle trudno. Dlatego postanowiłam oprzeć się także na drugim aspekcie, odwołującym się do tego jak dany album wpływa na emocje słuchacza. A że te są dla mnie bardzo ważne w muzyce, co dla czytelników Nowamuzyka.pl nie stanowi żadnej tajemnicy, mój wybór odnośnie trzech najlepszych płyt 2017 kształtuje się następująco:

1. Stefan Wesołowski – „Rite Of The End”

Album Stefana Wesołowskiego, który na łamach NM opisywała Paulina Miedzińska, po prostu mnie powalił. To jedna z najpiękniejszych płyt jakie słyszałam w swoim życiu. Materiał eksperymentalny, oparty o cudowną sekcją instrumentalną, z elementami elektroniki, momentami jest wstrząsający, przeszywający, ale tak naprawdę pomaga radzić sobie z własnymi emocjami.

Jest jak niesamowita muzyczna terapia, w której na końcu czujesz, że wreszcie odnalazłeś siebie. Ta płyta daje słuchaczowi olbrzymią ulgę, dużo spokoju, a momentami odnosi się wręcz wrażenie, że „Rite Of The End” uczy pokory. Płyta, którą polecam każdemu, nie tylko fanom elektroniki. Materiał, który miałam okazję wysłuchać na żywo dwukrotnie w tym roku (Up To Date 2017 i Festiwal Przemiany w warszawskim Centrum Kopernika) i chyba najczęściej słuchany przez mnie winyl od kilku miesięcy, do dla mnie zdecydowanie płyta roku 2017. Panie Stefanie, bardzo dziękuję za „Rite Of The End”.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

2. Steffi – „World Of Waking State”

W 2017 r. ukazało się naprawdę wiele wspaniałych płyt w najbliższych mi gatunkach elektroniki i techno, jednak to właśnie płyta legendarnej DJ-ki Steffi wydaje mi się najbardziej innowatorska, odkrywająca w techno nowe rewiry i eksperymentalna. Płyta, o której pisał dla Was Paweł Gzyl, ma w sobie olbrzymią świeżość. Zdecydowanie wykracza poza definicyjne ramy techno, wchodząc na wyższy poziom tego gatunku, by potem przejść płynnie w ambient.

Steffi skupia się poszczególnych dźwiękach, doprowadzając je do surowego ale pięknego brzmienia. Wspaniale słychać to w utworach: „The Meaning Of Memory” i „Continuum Of The Mind”, które zbudowane zostały na chwytliwych surowych motywach jednak tak intrygujących, że można się od nich uzależnić. Mnie to spotkało – „The Meaning Of Memory” budzi mnie codziennie od kilku miesięcy i jest to najbardziej nieskuteczny budzik jaki miałam w życiu. Gdy go słyszę marzę tylko o tym by zakopać się pod kołdrą i słuchać tego utworu w nieskończoność.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

3. Lapalux – „Ruinism”

Stuart Howard używający pseudonimu Lapalux (skrót od „Lap Of Luxury”) to dla mnie jeden z najbardziej utalentowanych producentów elektroniki obecnie. Bardzo cenię sobie jego muzykę, którą często opisuję na łamach NM. Artysta tworzący na pograniczu IDM, glitch i downtempo wyróżnia się olbrzymią oryginalnością.

Każde jego wydawnictwo jest nieco inne, ale każde łączy jego znak rozpoznawczy – niesamowicie mocny i ostry miks beatów i nostalgicznych melodii (jego debiutancki album zatytułowany był „Nostalchic”), połączony często z bardzo poruszającymi kobiecymi wokalami artystek, które Lapalux zaprasza do współpracy (m.in. Kerry Leatham znana z bezkonkurencyjnego i powalającego ‚Without You”, Andreya Triana, Szjerdene, JFDR, Talvi, Louisahhh).

„Runism” pozostaje w tej konwencji, choć od dwóch poprzednich wyróżnia go większy dystans i melancholia aniżeli nostalgia, przeważająca na poprzednich albumach. Płyta rewelacyjnie wyprodukowana, pełna ostrych jak brzytwa dźwięków, wywołuje swoiste duchowe poruszenie. Jest bardzo emocjonalna, choć tytuł nawiązuje do zrujnowanego (co Lapalux wyjaśnia w udzielonym mi wywiadzie). To płyta, która pomaga się podnieść i daje dużo siły by iść dalej. Wreszcie to płyta, która przywraca wiarę w miłość.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Łukasz Komła

Nadah El Shazly – „Ahwar”

Egipcjanka swoim debiutanckim albumem dopisała nietuzinkowy rozdział do historii XXI-wiecznej awangardy – pochłaniającej zarówno muzykę arabską, kulturę Czarnego Lądu, zachodnie syntezatory, jak amerykański free jazz. „Ahwar” pozwala nabrać głębokiego oddechu, z którego powoli ulatuje cała mozaika naszego świata.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Širom – „I Can Be a Clay Snapper”

Słoweńskie trio ma niebywały dar do rozrywania kultur i stylistyk, a słowo „bariera” jest antyczną skamieliną rozkruszaną przez wyobraźnię i wrażliwość muzyków. Nagrania Širom układają się w pulsujący gąszcz zharmonizowanych przesmyków docierających w głąb pustynnej Afryki.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Meridian Brothers – „¿Dónde Estás María?”

Niepowtarzalna groteska podsycana cumbią, elektroniką, jazzem, psychodelią czy muzyką (nie)poważną, w samym środku tropikalnego liryzmu.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Krzysiek Stęplowski

Talaboman – „The Night Land”

Po kilku pierwszych, stworzonych wspólnie kawałkach panowie John Talabot i Axel Boman postanowili nagrać długogrający album. „The Night Land” to zapis sesji i eksperymentów z wykorzystaniem głównie analogowego instrumentarium. Rzecz niezwykle ciekawa: jest tu sporo znajomitych pomysłów, błyskotliwych punktów wyjścia do wciągających improwizacji. Pozostaje mieć nadzieję, że Talaboman przetrwa i „The Night Land” nie będzie jednorazowym wyskokiem. Tym bardziej, że – jak twierdzą sami muzycy – na krążku znalazł się jedynie wycinek tego, co powstało podczas sesji.

Toto Y Moi – „Boo Boo”

Spore zaskoczenie, szczególnie brzmieniowe. I fajny powrót Toro do formy. „Boo Boo” to spójna, doskonale zrealizowana dawka modnego popu, czerpiącego wprost z realizacyjnych trików lat ’80. Mógłbym napisać, że to coś w rodzaju post-chillwave, ale przyznacie, że zbitka ta brzmi koszmarnie. Przeciwnie z płytą, na której znajdziecie np. takie perły jak poniższe „Don’t Try”. A gdy dodamy do tego ciekawą, nieco psychodeliczną płytę Chaza Bundicka z duetem The Mattson 2 („Star Stuff”) dojdziemy do wniosku, że pan Toro przepracował rok 2017 wyjątkowo rzetelnie.

Darkhouse Family – „The Offering”

Pora na trochę nowego jazzu. W ubiegłym roku w tej kategorii zachwycałem się debiutem duetu Yussef Kamaal, w tym roku przyszedł czas na inny brytyjski duet: Darkhouse Family. Na „The Offering” słychać Kamaala Williamsa z Yussef Kamaal, jest to więc idealna kontynuacja tamtych brzmień. Jest sympatycznie i inteligentnie, niektóre partie chodzą tu niemal perfekcyjnie. Wystarczy posłuchać choćby kończącego całość, cudownego „The Accession”. Przyznacie, że ten numer brzmi jak klasyczne nagrania Cinematiców czy Jazzanovy?

Tornado Wallace – „Lonely Planet”

Na tej płycie znalazł się mój osobisty numer roku. „Today” ma w sobie wyjątkowe pokłady zmysłowości i tajemnicy, jet przy tym niesamowicie przebojowy. Na wokalu mogłaby tu spokojnie wystąpić Grace Jones, choć Sui Zhen też wykonuje świetną robotę. Cały album to tysiące egzotycznych pomysłów, niesamowity studyjny popis. Niby to „tylko” inteligentny muzak, a jednak skutecznie działa na wyobraźnię. Na tyle skutecznie, iż w moim przypadku „Lonely Planet” to płyta roku.

Maciej Kaczmarski

EABS – „Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)”

Twórczość tragicznie zmarłego kompozytora przypomniana i z wielką klasą odświeżona przez wrocławski septet. Elektryzujący dowód na to, że Polska nadal jazzem stoi.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

F Ingers – „Awkwardly Blissing Out”

Płyta pełna paradoksów, gdzie odprężenie miesza się z napięciem, a jawa jest naznaczona atmosferą niesamowitego snu. Oszczędna muzyka skrząca się ukrytym bogactwem.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

GAS – „Narkopop”

Jeden z najpiękniejszych „powrotów” ostatniego dwudziestolecia i godny następca albumów „Zauberberg” i „Königsforst”. Arcydzieło organicznego ambient techno.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Robert Logan – „Sculptor Galaxy”

Synteza retrofuturyzmu i współczesnych technik produkcyjnych o kinematograficznym rozmachu. Muzyka do słuchania w laboratorium CERN albo na stacji kosmicznej.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

zv?d – „Baklava”

Klasyczny braindance w duchu wytwórni Rephlex Records – majestatyczny, złożony, enigmatyczny i ze wszech miar fascynujący. Stara szkoła mieniąca się nowym blaskiem.

Recenzja na Nowamuzyka.pl

Posłuchaj na Bandcampie #3 – polska elektronika 2017

Polskie EP-ki i longpleje – rok 2017. Czytaj dalej »

Intrusion – Among The Stars

Medytacyjne ćwiczenie z percepcją.

Czytaj dalej »

Buck – Altra Forma EP

Podwodne historie.

Czytaj dalej »

Robert Logan – Sculptor Galaxy

Kosmiczny rzeźbiarz. Czytaj dalej »

RX-101 – Transmission

Bezpretensjonalne wspomnienia z przeszłości.

Czytaj dalej »

Obsequies – Organn EP

Migotanie.

Czytaj dalej »

Rites of Fall – Truthsayer EP

Grzech w Edenie.
Czytaj dalej »

Irammm – Les Deserts d’Irammm

Eterycznie zwiewny ambient i IDM.

Czytaj dalej »

Michał Jabłoński – Chimaera EP

Technicznie. Tektonicznie.

Czytaj dalej »

Wybierzcie płytę roku 2017!

Ruszyła trzynasta edycja naszego Plebiscytu. Głosujcie na Wasze płyty roku 2017 – do wygrania są bony o wartości 100 PLN do sklepu Monoton.pl Czytaj dalej »

Various Artists – The Throbbing City

Kontrkulturowy rave wymodelowany na industrialną modłę.

Czytaj dalej »

Shlomi​ ​Aber – The​ ​Rooter​ ​EP

Kosmiczny groove.

Czytaj dalej »

The Transcendence Orchestra – Modern Methods For Ancient Rituals

Elektroniczna ezoteryka.

Czytaj dalej »