Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.

Skadedyr – Musikk!
Łukasz Komła:

Norweskie „Szkodniki” potrafią zmysłowo kąsać awangardę! 

SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides
Stanisław Bryś:

Pop owinięty lateksem. Dekonstrukcja popu i muzyki klubowej nadal jest na językach.

Soundscape Mirror – 49 kilometers to the east
Jarek Szczęsny:

Strona muzyczna, strona wizualna.

David Grubbs & Taku Unami – Failed Celestial Creatures
Łukasz Komła:

Między słowem, improwizacją a…  

XOR Gate – Conic Sections
Paweł Gzyl:

Piękne cacko.



Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars

Topniejące napięcie.

Słuchanie kolejnych albumów muzyków kojarzonych z Godspeed You! Black Emperor to czysta frajda. Co i rusz, ktoś kto o ten zespół się otarł, wypuszcza jakieś nowe nagrania albo bierze udział w powstaniu nowego zespołu. Uzbierało się tego niemało na przestrzeni lat. Większość z tych płyt wydawana jest w labelu Constellation. No, ale jeśli płytę wydaje gitarzysta Efrim Manuel Menuck to tym bardziej należy się jej nieco więcej z naszego czasu. Szczególnie, że to dopiero drugi krążek w jego dorobku. Pierwszym był „High Gospel” z 2011 roku. Ciekawostką jest też to, że macierzysta formacja nie tak dawno wypuściła przecież „Luciferian Towers”, więc może dojść tu do jakiejś bratobójczej walki lub też nadmiaru doznań.

Interesująca jest inspiracja, którą kierował się Menuck przy komponowaniu. Otóż punktem zapalnym była historia romansu Mary Hart i Mohammeda Khashogii. Ona gwiazda telewizji, on bogaty syn saudyjskiego handlarza bronią. Dość osobliwie połączenie tych dwojga prowadzi Menucka do wniosków, że to wulgarne, a zarazem piękne połączenie. Gitarzysta przyznaje, że ten album powstawał w chwilach słabości przy nadmiernym udziale papierosów i alkoholu. Ten mętlik z głowy przeniósł się na charakter „Pissing Stars”. Dosłowność nigdy nie interesowała Manucka. Zarówno w przypadku odczytywania jego intencji, jak i muzyki. Inna sprawa jeśli chodzi o abstrakcję lub daleko posuniętą gmatwaninę dźwięków. Ten chaos został ujęty w ramy niniejszego albumu, a przynajmniej jego części.

Od razu zostajemy wepchnięci w niepokojący świat. W „Black Flags Ov Thee Holy Sonne” wita nas coś na kształt miarowego chrapania. Potem utwór nabiera rozmachu. Nieco rozmyte brzmienie potęguje maniera wokalna. Ciekawe są te uniesienia w środkowej części, na które składają się wysokie dźwięki, nałożone na siebie wokale o różnej intensywności oraz erupcja fal dźwiękowych. Pod koniec zjawiają się dziecięce głosy („dead stars”) o upiornym charakterze. Świat chylący się ku zagładzie brzmiałby jak „The State and Its Love and Genoicide” (interesujący tytuł). Traktat o roli państwa, jego sile i zbrodniach. Wszystko zanurzone w najczarniejszych barwach dronów z niebywale posępnym przekazem o tym dokąd zmierzamy politycznie i ekologicznie. Oba te utwory są depresją w stanie niezmąconym.

Od „Hart_Kashoggi” coś mi w tej płycie przestaje pasować. Znika gdzieś niepewność tego co nastąpi, a w to miejsce wpasowuje się przewidywalność. Przejawem tego jest „A Lamb in the Land of Payday Loans”, który przypomina najzwyklejszą piosenkę. Nie przekonuje mnie taka drastyczna zmiana. Wcześniej przecież trafia nam się „The Lion-Daggers of Calais” będący dalekim echem „Warszawy” Bowiego. W przypadku „The Beauty of Children and the War Against the Poor” nie mogę się uwolnić od porównania z The Flaming Lips. “Pissing Stars” w drugiej części gubi gdzieś ten chaos, niepoukładanie. Najbardziej podoba mi się tu „LxOxVx  Shelter in Place”. Rytm pulsuje pod powierzchnią. Bardzo dobrze ukryty. Trzeba się wsłuchać albo zrobić głośniej. Kończy wszystko utwór tytułowy, tak niepotrzebnie wzniosły, a chwilami, rzekłbym, optymistyczny. Niepotrzebnie. Tym samym mam poczucie niedosytu. Oddałbym się we władanie nastrojowi otępienia, z początkowej części płyty, na dłużej. Jako fan jestem zadowolony. Jako słuchacz nie całkiem.

Constellation | 2018

Bandcamp

Strona Constellation

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze