Mech – Pearlgraphs
Jarek Szczęsny:

Lepiszcze do związania ze sobą grubych okruchów.

Craven Faults – Erratics & Unconformities
Jarek Szczęsny:

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.

Rhythm Baboon – W-Life
Bartek Woynicz:

Z Chicago do Gdańska.

Algiers – There Is No Year
Bartek Woynicz:

Misophonia, czyli 700 wersów wołania do ściany.

Leandro Fresco & Rafael Anton Irisarri – Una Presencia En La Brisa
Jarek Szczęsny:

Niepewność własnego słuchu.

Flaner Klespoza – Przygody i tajemnice
Jarek Szczęsny:

Debiut podwójny.

Max Andrzejewski’s Hütte – Hütte & Guests Play the Music of Robert Wyatt
Łukasz Komła:

Robert Wyatt na ujazzowionym spacerze.

Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.



Frank Bretschneider – Lunik

Awangarda też lubi potańczyć.

Aż trudno uwierzyć, że ten niemiecki producent tworzy od 1983 roku. Mieszkał wtedy w komunistycznym raju – w Karl-Marx-Stadt (dzisiaj Chemnitz) na terenie Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Mimo, że tajna policja STASI skutecznie tłumiła tam wszelkie przejawy fascynacji „zgniłym Zachodem”, on uruchomił wytwórnię Klangfarbe i jej nakładem wydawał i dystrybuował kasety magnetofonowe. Znajdowały się na nich nagrania zarówno jego samego, jak i tworzonych przezeń z kolegami zespołów – AG Geige, Kriminelle Tanzkapelle czy Stein Im Brett. Była to eksperymentalna i minimalistyczna elektronika natchniona duchem Der Plan i The Residents.

Kiedy upadł berliński mur, Frank Bretschneider był więc już gotowy na eksplozję nowych brzmień. Najpierw powołał do życia z kolegą z Chemnitz – Olafem Benderem – firmę Rastermusic, która po połączeniu z Notonem, dowodzonym przez Carstena Nikolaia, zamieniła się w berlińskie imperium klinicznego minimalu – Raster-Noton. Nasz bohater nie poprzestał na działalności wydawniczej i do dziś regularnie nagrywa zarówno pod swoim imieniem i nazwiskiem, jak również jako Komet, ale też we współpracy z przyjaciółmi, w grupach Produkt, Signal i Tol. To właściwie post-techno – czyli wszelkiego rodzaju współczesne eksperymenty, od IDM-u, przez glitch, po ambient.

Od czasu do czasu Bretschneider przypomina sobie o bardziej przystępnej elektronice, którą zachwycił się na początku lat 90. Po raz pierwszy zdarzyło się to sześć lat temu, a efektem tego był album „Komet” nagrany dla Shitkatapult. Teraz dostajemy jego następcę. „Lunik” w swej lwiej części zorientowany jest na minimalową wersję cyfrowego dubu. To masywne nagrania osadzone albo na głębokim pulsie basu („Elektrik”), albo na metalicznych breakach („Numerik”). Podkładom tym towarzyszą zredukowane partie syntezatorów – ciepłe, pastelowe i psychodeliczne („Logik”). Co ciekawe: nie brak w tej muzyce melodii, którą wnoszą raz za razem te rudymentarne elementy muzyki klubowej („Elastik”).

Pod koniec zestawu, pojawiają się inne rytmy. „Statik” to futurystyczny breakbeat, nasycony glitchowymi efektami. W „Plastik” rozbrzmiewa epicki techno-trance sprzed ponad dwóch dekad, zogniskowany na przestrzennych akordach klawiszy. „Mechanik” lokuje się w formule zwartego electro-funku, w którym nie brak jednak kosmicznych świstów i szumów. Funkowa pulsacja dochodzi również ze „Sputnika” – choć to gorący house z soczystą partią „żywego” Rhodesa. Na finał rozbrzmiewa klasyczna kosmische musik – „Motorik”, przypominający wczesne dokonania Kraftwerk z początku lat 70.

Już same tytuły utworów z tegoż albumu przypominają manierę tytułowania kompozycji charakterystyczną dla Plastikmana. Bretschneider nie kryje bowiem, że jego wczesne eksperymenty z muzyką klubową zostały w latach 90. zainspirowane właśnie pierwszymi płytami Richiego Hawtina pod tym pseudonimem. Tak brzmi również i muzyka z „Lunika”: czy to dub, czy to electro, czy to techno, czy to house, za każdym razem dostajemy te gatunki w minimalistycznej wersji o stłumionej energii i odrealnionym nastroju. Słucha się tego świetnie, bo niemiecki producent ma dryg do takiego rodzaju grania, jak rzadko kto.

Shitkatapult 2018

www.shitkatapult.com

www.facebook.com/shitkatapult.label

www.frankbretschneider.de

www.facebook.com/frankbretschneider.music

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Jędrek

    Generalnie o starszych płytach różnych maści mistrzów przydałoby się zdań parę … ale cały czas idzie nowe no i represiki

  2. e'M

    Super materiał. Dzięki!

  3. db

    Świetna recenzja. Dobre uderzenie na dobry już-nie-taki-początek roku.

    Gwoli Mistrza – a może by tak, pod pretekstem nowej płyty, spreparować serię tekstów, albo chociaż obszerny artykuł poświęcony pobocznym projektom Bretschneidera (a także jego starszym płytom), na temat których internet z biedy aż piszczy? Postulowałbym. Stanowczo 😉