Ovandra – Retrofuture
Paweł Gzyl:

Radosne buszowanie w skarbcu trance’owych brzmień.

Ben LaMar Gay – Confetti In The Sky Like Fireworks (This Is Bate Bola OST)
Łukasz Komła:

Tym razem Ben LaMar Gay w roli kompozytora muzyki filmowej. Obraz „This Is Bate Bola” pokazuje mało znane oblicze brazylijskiego karnawału.

William Basinski – On Time Out of Time
Ania Pietrzak:

Powrót do przyszłości.

Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.



Jazz Band Młynarski-Masecki | klub Fama | Białystok 03.03.2018 |

To była noc w niewielkim mieście.

W klubie wypełnionym po brzegi słuchaczami – i to w różnym przedziale wiekowym – niemal od razu zapanowała ciepła atmosfera. Było widać, że ludzie z niecierpliwością oczekiwali wyjścia muzyków. Ten wyjątkowy wieczór rozpoczął się zgodnie z planem. Tuż po godzinie dwudziestej na scenie białostockiej Famy pojawił się w pełnym składzie Jazz Band dowodzony przez Jana Emila Młynarskiego (śpiew, bandżola) i Marcina Maseckiego (pianino). Ale nie byłoby tego świetnego teamu bez Piotra Wróbla (suzafon), Jerzego Rogiewicza (perkusja) oraz trzech klarnecistów/saksofonistów, czyli Tomasza Dudy, Michała Fetlera i Jarosława Bothura.

W kilku słowach przypomnę, jak doszło do tego całego „zamieszania”. Pod koniec ubiegłego roku ukazał się pierwszy album Jazz Bandu, pt. „Noc w wielkim mieście” (tutaj pisałem o tej płycie), który znalazł się większości podsumować roku 2017. Warszawscy artyści wzięli na warsztat polską muzykę taneczną okresu międzywojennego. W latach 30. XX wieku w Polsce święciły swój triumf big-bandy choćby Henryka Golda, Henryka Warsa czy Jerzego Petersburskiego. Co ciekawe, wczorajszy koncert Jazz Bandu był pierwszym poza Warszawą, zaś poprzedni ich występ odbył się w stolicy mniej więcej rok temu. Młynarski opowiedział o tym wszystkim na samym początku i nie krył swego przejęcia tym faktem. Zaczęli od „How Do You Do Mr. Brown?!” (1932 r.) – i już po pierwszych taktach – było wiadomo, że będą się działy rzeczy niezwykłe. Ci stylowo ubrani dżentelmeni odegrali materiał zgodnie z układem listy utworów z „Nocy w wielkim mieście”.

Dopiero na koncercie uświadomiłem sobie w trakcie świetnego wykonania „Czarnej kawy” (1936 r.) i „Nocy w wielkim mieście” (1935 r.), że przenoszę się do Stanów Zjednoczonych wprost na salony gangsterskich dancingów z filmu Sergio Leone – „Dawno temu w Ameryce” (1984 r.) zilustrowanego piękną muzyką Ennio Morricone. Z kolei w przypadku „Kącika marzeń” (1937 r.) doszukałem się pewnych skojarzeń – szczególnie w pierwszych i delikatnych frazach instrumentów dętych przy akompaniamencie pianina – z twórczością Krzysztofa Komedy (porównajcie to z „Rosemary’s Lullaby” – głównym tematem muzycznym do filmu „Dziecko Rosmary” Romana Polańskiego). Niebywałe. Prawie trzydzieści lat różnicy miedzy tymi kompozycjami. Nie zabrakło też brawurowego wykonania „Nikodema” (1933 r.) – nogi Maseckiego same tańczyły foxtrota (nie tylko tu), a do tego znakomite solówki sekcji dętej i Rogiewicza na perkusji (brzmieli niczym Profesjonalizm). Po długich oklaskach Jazz Band wyszedł na bis, wykonując w pierwszej kolejności utwór, który nie wszedł na płytę, czyli „Gondolo płyń” Adama Astona – liryzm, nostalgia i nonszalancja przełamywana ciemnymi akordami pianina. Wspaniale odegrany! I na sam koniec po raz drugi wybrzmiał przewrotny „Abduł Bey”. To był oszałamiający wieczór. Krótko mówiąc: wehikuł czasu z krwi i kości. Wypatrujcie ich koncertów!

Koncert Jazz Bandu Młynarski-Masecki odbył się w ramach cyklu „Jazz na BOKu” organizowanego przez Białostocki Ośrodek Kultury.

Zdjęcia: Łukasz Komła

 

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze