Avion – Untrod
Paweł Gzyl:

Mocne techno podane w przystępny sposób.

Centralia – Ghost Report
Jarek Szczęsny:

Od krzyku po wybuch industrialnego granatu.

Ovandra – Retrofuture
Paweł Gzyl:

Radosne buszowanie w skarbcu trance’owych brzmień.

Ben LaMar Gay – Confetti In The Sky Like Fireworks (This Is Bate Bola OST)
Łukasz Komła:

Tym razem Ben LaMar Gay w roli kompozytora muzyki filmowej. Obraz „This Is Bate Bola” pokazuje mało znane oblicze brazylijskiego karnawału.

William Basinski – On Time Out of Time
Ania Pietrzak:

Powrót do przyszłości.

Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.



Park Jiha – Communion

Kojący uścisk wrażliwości.

Niewątpliwe bardzo ważne jest w jakiej przestrzeni człowiek dorasta, co go otacza i jak do tego wszystkiego podchodzą np. rodzice. Południowokoreańska artystka Park Jiha miała to szczęście, że muzyka w jej rodzinnym domu była tak samo ważna, jak inne potrzeby. Już od wczesnego dzieciństwa rozpoczęła naukę w szkole Guk-ak, ucząc się tam gry na tradycyjnych koreańskich instrumentach – w pierwszej kolejności był to bambusowy flet piri. Są cztery rodzaje tego fletu, ale nie znalazłem nigdzie informacji, jaką odmianę obecnie wykorzystuje Jiha. Najprawdopodobniej ten instrument przywędrował do Korei z Chin.

Jiha oczywiście kontynuowała dalej muzyczną edukację, kończąc studia w zakresie tradycyjnej muzyki koreańskiej, tym samym specjalizując się w grze na piri czy saenghwang. W 2007 roku Park założyła z Jungmin Seo duet o nazwie Sum. Artystki wydały do tej pory dwa albumy. Ich nagrania, wychodzące daleko poza tradycję, z powodzeniem znalazły odbiorców w innych częściach świata – wystąpiły na międzynarodowych festiwalach takich jak WOMAD i SXSW.

Ale w końcu nadszedł czas na solową twórczość Koreanki. Pierwszą swoją EP-kę „Park Jiha: A Record of Autobiographical Sounds” opublikowała w 2015 roku. Materiał powstał jako wynik przygotowanej przez nią wystawy autobiograficznej. Rok później ukazał się jej debiutancki longplay „Communion”, ale tylko w Korei, a dopiero w tym roku trafił do światowej dystrybucji, dzięki nieocenionej wytwórni Glitterbeat Records.

Pierwsze pytanie, jakie ciśnie się na usta, po wysłuchaniu „Communion” jest takie: gdzie my właściwie jesteśmy? Wiadomo, że wyruszamy z Korei, ale chodzi mi bardziej o obszar stylistyczny oraz o przykurcz dzisiejszych granic kulturowych.

Park Jiha zgniata stereotypy, tworząc z nich kompletnie inny świat, który jest bardzo daleki od prostych skojarzeń z jej ojczystym krajem. Choć w przypadku powstawania „Communion” sporą rolę odegrał także jej wyjazd do Stanów Zjednoczonych w 2013 roku, gdzie została zaproszona do programu „OneBeat”. Tam doświadczyła innej muzyki, kultury itd. Domyślam się, że stąd na „Communion” mamy wibrafonistę Johna Bella oraz Kim Oki grającego na saksofonie tenorowym i klarnecie basowym. „Communion” na pewno przypadnie do gustu fanom grup Jambinai czy Black String, ale Jiha zdecydowanie odważniej eksperymentuje z różnymi formami, włączając do tego procesu zarówno własną kulturę, jak i zachodnią – szczególnie amerykański minimalizm i europejską improwizację.


Jiha nie tylko gra na piri, ale również na innych niezwykłych koreańskich instrumentach: saenghwang czy yanggeum. Ten pierwszy zalicza się do dętych i wygląda jak mini organy. Wykonany jest z 17 bambusowych rurek zamontowanych pionowo. Yanggeum to instrument smyczkowy. Gra na nim polega na uderzaniu bambusowym kijkiem w metalowe struny. – Podobnie jak ludzki głos, każdy instrument ma swój urok. Piri ma najprostszą budowę, ale oferuje dużo możliwości i jest dla mnie najbardziej atrakcyjny. Kształt instrumentu jest skromny, choć pozwala wyrażać głęboką wrażliwość i energię. Czuję się sobą, gdy gram na piri – opowiada Jiha.

Doskonale to wszystko słychać na „Communion”, gdzie jest mnóstwo świeżości, zaskoczenia i śmiałego łączenia rozmaitych estetyk. Hipnotyzujący minimalizm, będący stałym dźwiękowskazem, momentami bliski dokonań Pauline Oliveros, Duane’a Pitre’ego czy Sary Davachi, jest ukorzeniony w oryginalnym filtrowaniu rodzimej tradycji, dokładając do niej choćby free jazz – świetne partie saksofonu Okiego w „All Souls’s Day” i „The First Time I Sat Across From You” z udziałem przeszywającego dźwięku piri chwilami przeobrażającego się w odgłosy pasterskich dud. Kompozycja „The Longing of the Yawning Divide” zrodziła się zaś z inspiracji atmosferą jednej z sal belgijskiego klasztoru w Leuven, w którym swego czasu odbył się koncert Park Jihy. Do skutecznego upłynnia czasu przysłużył się także znakomity wibrafon Bella. To niemal pewne, że „Communion” znajdzie się w niejednym zestawieniu podsumowującym rok 2018.

02.03.2018 | Glitterbeat Records / Tak:til

 

Strona Park Jihy »Profil na Facebooku »Strona Glitterbeat Records »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Beny

    „Do skutecznego upłynnia czasu” – jakieś e-gremliny pożarły literki. 😉
    Dzieła Jihy zaś są bardzo kojące.

  2. Bamse

    Nie no, fajnie fajnie, bambusowe fleciki i gitarki z pancernika zawsze spoko, ale co to ma wspólnego z elektroniką, nową muzyką? Bo ja tutaj np. noise’u umieszczonego w tagach nijak nie słyszę…