Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.

Solange – When I Get Home
Jarek Szczęsny:

Brakująca kropka.

Zaumne – Błysk
Jarek Szczęsny:

Zapętl to w nieskończoność.



Aera – The Sound Path

Skromność i umiar.

Pochodzący z północy Niemiec, a mieszkający obecnie w Berlinie, producent Ralf Schmidt, debiutował już drugiej w połowie minionej dekady. Początkowo działał w duetach, tworząc minimalowy tech-house, dopiero po kilku latach zdecydował się na autorską twórczość. Aby ją zaprezentować światu, powołał do życia własną wytwórnię Aleph Music. To jej nakładem ukazał się w 2013 roku debiutancki album jego projektu Aera – „Offseason Travaller”, który przeszczepiał brzmienia z Detroit i Chicago na teren bass music.

Płyta zwróciła uwagę branży na mało znanego twórcę, otwierając mu drogę do innych wytwórni. Dlatego w następnych latach EP-ki niemieckiego twórcy umieściły w swych katalogach tak znane tłocznie, jak Innervisions czy Hivern Discs. Klubowe killery publikowane na winylowych dwunastocalówkach nie zaspokajały jednak wszystkich ambicji Schmidta. Nic więc dziwnego, że pięć lat po debiucie przygotował dla nas kolejny album. „The Sound Path” wydaje obecnie ceniona firma z Monachium – Permanent Vacation.

Dziesięć utworów z krążka układa się w subtelną i melodyjną całość. Jakby zapominając o swej klubowej przeszłości, Schmidt tworzy tu kruche i ulotne kompozycje, mieniące się pastelowymi dźwiękami, w których odbijają się echa klasycznego ambientu („Old Lighthouse”) czy IDM-u („Flowers Under Water”). Kiedy producent sięga po taneczne rytmy i tak nie wnoszą one na płytę mocniejszej energii, zamieniając tradycyjny tech-house na muzykę wręcz ilustracyjną („Logic & Kindness”), w której nie brak odwołań do kraut i prog rocka („Distance Beyond”).

Początkowo nowa płyta Ralfa Schmidta pozostawia słuchacza obojętnym – ot, niczemu nie przeszkadzające plumkanie. Dopiero za którymś przesłuchaniem odkrywa się jej pozornie nieefektowną urodę. Skromność i wycofanie nigdy nie były cechami, które pozwalałyby się przebić na rynku muzycznym. Berliński producent potrafi stawiać na mocniejsze środki wyrazu, czego dowodem był jego poprzedni album. Tu jednak zdecydował się na bardziej dyskretny i nieoczywisty wdzięk. Jak to wpłynie na jego karierę?

Permanent Vacation 2018

www.perm-vac.com

www.facebook.com/perm.vac.records

www.facebook.com/aeraaleph

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze