Foghorn – Corona
Jarek Szczęsny:

Z Bydgoszczy dla przyjemności.

Olivia – Skawa
Ania Pietrzak:

Kosmiczne techno na nowej EP-ce polskiej DJ-ki i producentki.

Inwolves – Color In The Zoo
Łukasz Komła:

Belgijska multiinstrumentalistka, Karen Willems, dobrała sobie nowych współpracowników. Inwolves zrzucił skórę i pobiegł do nieco innego lasu. A może dżungli?  

Various Artists – DC Trax (The Octal Years)
Paweł Gzyl:

Najbardziej szorstka i surowa wersja dub-techno z obozu DeepChord.

Seabuckthorn – A House With Too Much
Łukasz Komła:

Obrodził Rokitnik, są nowe owoce. Skosztujecie?

Annea Lockwood / Christina Kubisch – The secret life of the inaudible
Łukasz Komła:

Dwie wielkie artystki dźwiękowe, przekazały sobie odmienny materiał źródłowy, który połączyły na jednym wydawnictwie.   

Pejzaż – Ostatni Dzień Lata
Ania Pietrzak:

Błogi soundtrack polskich wakacji.

ACT! – Universalist
Paweł Gzyl:

Fairlight CMI znow w modzie.

The Young Mothers – Morose
Łukasz Komła:

Czy to kolejna supergrupa jedynie z nazwy? Śmiem twierdzić, że nie!    

Laurel Halo – Raw Silk Uncut Wood
Jarek Szczęsny:

Niezmordowana eksperymentatorka.

Thomas Leer – 1982
Paweł Gzyl:

Nienagrane przeboje.

The Magnificent Tape Band – The Subtle Art of Distraction
Jarek Szczęsny:

Retromania w wersji turbo.

Abul Mogard – Above All Dreams
Maciej Kaczmarski:

Kim pan jest, panie Mogard?

Sstrom – Otider
Paweł Gzyl:

Wykastrowane techno.



Young Fathers – Cocoa Sugar

Dyskretne oczko, twist w stylu „Shoo Be Doo Wop” i staniki na scenie.

Po blisko trzyletniej przerwie edynburskie trio Young Fathers powróciło ze swoim nowym albumem zatytułowanym „Cocoa Sugar”. Album, który ukazał się kilka tygodni temu, opublikowała „już” kultowa wytwórnia Ninja Tune. Cudzysłów uzasadniony bo skok z ninjowego imprintu Big Dada, który wydał dwa poprzednie albumy tria tj. „Dead” z 2014 i „White Men Are Black Men Too” z 2015 r., wprost do katalogu Ninja, ma symboliczne znaczenie.

Oba labele wydają artystów działających na przecięciu szeroko pojętej elektroniki, hip-hopu i alternatywnego pop-rocka. Big Dada skupia się jednak na tych, u których hip hop przeważa (zgodnie z profilem nadanym przez założyciela – hip-hopowego dziennikarza Willa Ashona), Ninja odwrotnie – u których więcej elektroniki (w końcu założycielami tej byli Coldcut!). Fiskalnie większego znaczenia to nie ma, wszystko pozostaje w tej samej grupie kapitałowej. Muzycznie jak najbardziej. Zmiana labelu zaowocowała wyczuwalną zmianą stylistyki względem poprzednich płyt, w szczególności mocno hip-hopowej „White Men Are Black Men Too”. Na „Cocoa Sugar” Young Fathers większy nacisk położyli na alternatywne pop-rockowe granie pełne dudniących bębnów, okraszone raz soczystymi rapami, a raz wysoko tonacyjnymi chórami.

Nie myślcie jednak, że Young Fathers zerwali z tym co jest ich znakiem rozpoznawczym – żonglerką gatunkami do czego dorzucają swoje energetyczne wokale. Wręcz przeciwnie, na „Cocoa Sugar” Alloysious Massaquoi, Kayus Bankole i Graham „G” Hastings umiejętność tą wynoszą na jeszcze wyższy poziom. To jednak płyta na której na pierwszy plan wysuwa się melodyjność oparta o miękką elektronikę i instrumenty, z których przeważają pianina i bębny („In My View”, „Fee Fi”,). Plus wokale, które poza rapami i tonacyjnym śpiewem („Tremolo”) usłyszycie także w ramach wspomnianych już chórów („Lord”, „Picking You Up”).

Płyta choć niedługa (całość to ok. 36 minut) jest surrealistyczną muzyczną eksplozją energii. Weźmy taki „Wow”. Rockowy początek przecinają zsamplowane wokale, trochę romantyczne, trochę erotyczne, po których rozpoczynają się fenomenalne przechwałki („Ego keeping me on / giving me what / giving me what I need”) w rytm szybkiej perkusji. Żeby tego było mało na finiszu Chłopaki dorzucają jeszcze klasyczne chórki w stylu „Shoo Be Doo Wop”. A na końcu wrzaski. Duża szansa, że w trakcie trasy promującej ten album podczas wykonywania „Wow” w stronę artystów biustonosze będą lecieć jeden za drugim.

Kolejny „Border Girl” – gdyby traktował o dobrej nowinie to śmiało mógłby wybrzmieć w ramach zgromadzenia gospel! Niech nikogo nie zwiedzie kosmiczny zawijas na jego końcówce po którym soczystym rapem rozpoczyna się „Holy Ghost” (i tu w tekście pojawia się i Biblia i Jezus). Niespełna dwuminutowy „Wire” to z kolei szalone tribalowe doświadczenie bębnów i etnicznego zawodzenia. Kiedy następny „Toy” rozpoczyna się odgłosami zwierzęcego wręcz charczenia naprawdę trudno przypomnieć sobie jak to wszystko się zaczęło. A to przecież było coś delikatnego… Rzeczywiście otwierający „See How”, w którym wokale skaczą od falsetu do barytonu, po opisanych szaleństwach z dalszej części płyty wydaje się jakimś dziwnym przytulańcem. Z drugiej strony – jak świetnie brzmiącym.

Young Fathers są w doskonałej formie („on fire!” jak śpiewają w „Holy Ghost”). Bawią się muzyką, pozwalają sobie na śmiałe teksty. Przy czym jest to spójne i nie jawi się jako artystyczna poza. Nie dziwi więc zupełnie, że „Cocoa Sugar” jest jak dotąd najwyżej notowanym albumem tria na brytyjskiej liście przebojów (28 miejsce). Czy to forma „szczytowa”? Poniekąd tak choć ten album to raczej nie jest ich ostatnie słowo. Tak jakby puszczając oko do słuchacza chcieli powiedzieć: „jeszcze namieszamy”.

2018 | Ninja Tune

Oficjalna strona Young Fathers » Young Fathers na stronie Ninja Tune » Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz