Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.



Born Bad Records

Czas nadrobić zaległości z francuskiej Born Bad Records. Pojawiła się nowa płyta J.C. Satàn, debiutancki krążek Vox Low i archiwalne nagrania Pierre’a Vassiliu.

J.C. Satàn – „Centaur Desire” (Born Bad Records | 15.03.2018)

Grupa powstała w 2010 roku w Bordeaux. Do tej pory wydali pięć albumów studyjnych, a najnowszy longplay nosi tytuł „Centaur Desire”. Minęły trzy lata od wydania ich poprzedniego materiału „J.C. Satàn”, ale nie przeminęła rebeliancka moc garażowego grania Francuzów, u których nie brakuje też swoistego liryzmu. Gdybym musiał zamieszać w stylistycznym kotle z podpisem „Centaur Desire” to na pewno wśród głównych składników byłoby: The Velvet Underground, Pink Floyd ery Syda Barretta, Sonic Youth czy wczesne The White Stripes i Arcade Fire.

J.C. Satàn pokazali, że wciąż można tworzyć świeżą oraz zaskakująco dobrą muzykę gitarową. A ich znakomity utwór „The End” wcale nie oznacza końca!

Vox Low – „s/t” (Born Bad Records | 02.02.2018)

Francuski zespół już na wstępie obdarowuje nas dwoma cytatami – jeden pochodzi z „Drakuli” Brama Stockera, a drugi z tekstu piosenki „Paryż” Taxi Girl z 1984 roku. Zacytuję ten drugi, mniej znany: To po prostu wielki kosz na śmieci, przepełniony od dawna, w którym nie ma już miejsca na własne śmieci. To jest Paryż.

W skład paryskiego kwartetu wchodzą: Jean-Christophe Couderc (wokal, syntezatory), Benoît Raymond (bas, syntezator), Mathieu Autin (perkusja) i Guillaume Léglise (gitara, syntezatory). Z kompozycji Vox Low emanuje nowofalowa, krautrockowa, space disco, minimal techno, psychodeliczna oraz progresywna aura lat 70. i 80. Ten ostatni wątek stylistyczny bardzo dobrze czuć w „Rides alone”, gdzie kłania się Genesis z czasów Petera Gabriela. A co do pozostałych wpływów to wymieniłbym Can, The Fall, Joy Division, The Sisters of Mercy, Space, Primal Scream i bardzo wczesne Depeche Mode. Pomimo wielu skojarzeń Vox Low wydrapują w świadomości słuchacza własną mikro ścieżkę (niczym rowek na winylu) w przepastnej galaktyce współczesnych wydawnictw.

Wspomniałem też o minimal techno, w tym przypadku kolońskie miesza się z berlińskim, a najlepiej słychać je w znakomitym „What if the symbols fall down” i jeszcze lepszym „Rejuvenation”. Krautrockowo-psychodeliczny zadzior zagnieździł się w „Trapped on the moon” – niech siedzi jak najdłużej w naszych zmysłach! Poczujcie hipnotyczną i narkotykową moc Vox Low!

Pierre Vassiliu – „Face B – 1965/1981” (Born Bad Records | 02.02.2018)    

Pierre Vassiliu to francuski wokalista, kompozytor, autor tekstów, aktor i fotograf urodzony w 1937 roku. Niestety w 2014 roku odszedł w wieku 76 lat (w 2006 roku Vassiliu dowiedział się, że ma chorobę Parkinsona). Chyba najbardziej znamy go z piosenki „Who is it?”, która osiągnęła pierwsze miejsce na francuskich listach przebojów w 1973 roku. Karierę zaczął od kabaretu, później nieustannie szukał dla siebie odpowiednich form – próbował jako poeta-beatnik, artysta flirtujący z muzyką etniczną czy menadżer klubu muzycznego. Warto też wspomnieć o tym, że Vassiliu służył w wojsku przez dwadzieścia dziewięć miesięcy jako fotograf armii podczas wojny w Algierii. To wtedy napisał antymilitarystyczny utwór „J’ai l’honneur”. Ponoć porwał wojskową ciężarówkę i puszczał to nagranie z głośników, za co trafił pod sąd wojskowy. Radiowa cenzura także nie była mniej łaskawa, przez co grano kompozycję tylko po północy.


W 1964 roku Vassiliu wydał debiutancki album w Decca, ale po nieporozumieniach z wytwórnią, przeszedł pod skrzydła Barclay. Lata 60. były u niego intensywne i szalone. – W tym czasie znaleźliśmy starą rozpadającą się farmę w Gouverne, która wymagała wielu prac remontowych. Mimo to miał więcej spokoju, aby pisać lepszą muzykę i wiersze. Tam zaczął dużo imprezować i zajął się Bilbokiem (kawiarnianymi koncertami). Potem straciliśmy przyjaciela, który zginął w katastrofie lotniczej. Ciężkie czasy. Zamieszkaliśmy w Apt, w domu, w którym zrobiliśmy sobie basen, ale ciągle było u nas pełno ludzi: Barclay, Folon, Maria Schneider i jej dziewczyna Joan Townsend etc. Pewnego dnia, Boby Lapointe wpadł do nas, żeby się przywitać i zapytaliśmy go: „Jak się masz?”. Odpowiedział: „No wiesz, mam raka, umrę” – wspomina Marie Vassiliu, żona.

Tak naprawdę kolejne lata w życiu Vassiliu nie były wcale spokojniejsze. Właściwie to można byłoby pokusić się z powodzeniem o jakiś scenariusz filmowy – sukcesy, niepowodzenia, rozstania, hulanki i swawole. W tym miejscu wolę jednak odnieść się do tego, co najważniejsze, czyli muzyki jaka znalazła się na „Face B – 1965/1981”. Jest to przekrojowe wydawnictwo i wyśmienicie sprawdza się jako rzecz pierwszego kontaktu. Bardzo dobrze udało się wydawcom zarysować rozwijający się styl Francuza, a tworzył w latach 70. i na początku 80. świetną muzykę na styku folku, country, elektroniki, muzyki świata, chanson czy lo-fi, o czym świadczą kompozycje „Alentour de lune” (oryginale pochodzi z płyty „Pierre Vassiliu” z 1976 r.) i „Est-Ce Qu’ On Peut Voler” (znalazła się na „Le Cadeau” z 1980 r.).

Nie ulega wątpliwości, że Pierre Vassiliu jest jedną z najbardziej zapomnianych postaci w historii francuskiej muzyki.

 

Strona Born Bad Records »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze