Ian William Craig – Thresholder
Jarek Szczęsny:

Grobowa ekspansywność.

System – Plus
Paweł Gzyl:

Duńscy weterani ambientu plus Nils Frahm.

Igor Boxx – Kabaret
Jarek Szczęsny:

Słuchanie do namysłu.

Objekt – Cocoon Crush
Paweł Gzyl:

Egzotyczny kolaż mikrodźwięków.

Julia Holter – Aviary
Jarek Szczęsny:

Uzasadniona epickość.

Shlømo – Mercurial Skin
Paweł Gzyl:

Elektroniczna retromania.

SHXCXCHCXSH – OUFOUFOF
Paweł Gzyl:

Rytmiczne wariacje.

Jessica Moss – Entanglement
Jarek Szczęsny:

Swoją drogą.

Book Of Air – Se (in) de bos
Łukasz Komła:

Ambient na osiemnastu muzyków!

Kittin – Cosmos
Paweł Gzyl:

Kittin ciągle ta sama, choć już bez „Miss”.

Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Jarek Szczęsny:

Strefa słyszenia.

Jan Wagner – Nummern
Łukasz Komła:

To nie numerologia, to czyste emocje!

Adam X – Recon Mission
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku – w rytmie techno i EBM.

Neneh Cherry – Broken Politics
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od masowej popularności.



Kink Gong – Dian Long: Soundscape China / Destruction of Chinese Pop Songs

Kink Gong buszował w swoim chińskim żywiole, gdzie zebrał wiele garści nagrań terenowych.

Francuski eksperymentator Laurent Jeanneau to dla mnie niezwykła postać, co też regularnie podkreślam na Nowej Muzyce, przy okazji opisywania jego albumów („Gongs”, „Tanzania”, „Imer Zeillos: Asian Variations for Saz, Cura and Tanbur”, „Tibetan Buddhism Trip”). King Gong od wielu robi swoje, na uboczu, poza głównym obiegiem, ale paradoksalnie wytyczając każdorazowo unikatową ścieżkę w łączeniu elektroniki z field recordingiem.

Nie od dziś wiadomo, że kultura Azji jest kluczowym regionem świata w twórczości Jeanneau. Zanim stał się Kink Gongiem, nagrywał pod innymi pseudonimami, choćby takim jak Dian Long (w wolnym tłumaczeniu z języka chińskiego oznacza „elektryczny smok”). – Rozpoczynając bardzo długą podróż do nikąd wylądowałem w 2000 roku w Szanghaju. Mając w swojej torbie sprzęt zarówno do tworzenia muzyki, jak i nagrywania czegokolwiek z otoczenia – tak wspomina Jeanneau swoje początki w Chinach.

Na tegorocznym i dwupłytowym wydawnictwie „Dian Long: Soundscape China / Destruction of Chinese Pop Songs” kompozytor wykorzystał nagrania terenowe właśnie z tamtego okresu. W pierwszym utworze „Soundscape China part 1” słychać field recording z 2001 roku, w tym poranne ćwiczenia w szkole w Baoshan (Yunnan), dźwięki z różnych filmów z kanału telewizyjnego Kunming (Yunnan) czy muzykę duetu BAI (Yunnan). Na podstawie tych fragmentów – i dzięki elektronice – Kink Gong stworzył po raz kolejny nieklasyfikowalny kolaż.

Stronę B wypełniła równie długa kompozycja „Soundscape China part 2”. Tu z kolei tkankę odgłosów zaczerpnięto z opery chińskiej, chińskiej muzyki pop, dźwięków ulicy w Dali (2002), piosenek Miao i Lushen, pociągu w Guizhou (nagrane przez Huberta Decque’a) i wsi nad rzeką. Jeszcze więcej tu elektroniki niż w poprzednim fragmencie, ale bardzo interesującej elektroniki – glitch szatkujący field recording z domieszką surrealizmu pokroju Matthew Herberta. W ostatnich 8 minutach „Soundscape China part 2” kotłuje się fascynujący ambient na tle rozmaitości uchwyconych z otoczenia przez Kink Gonga.


Materiał źródłowy „Destruction of Chinese Pop Songs” z kolei został zlokalizowany w 2000 roku w Szanghaju i jest to głównie chiński pop, który Jeanneau zamienił w coś osobliwie pięknego oraz wyjątkowego. Procesu scalania dokonał w Kunming (Chiny), Vientiane (Laos) i Paryżu. Całościowo zachwyca ten pejzaż dźwiękowy, co doskonale obrazują utwory „Ba”, „Wo”, „Hit Qin Qin”, „Jing Jiu”, „Shangai” i nie tylko. Myślę, że Fani Four Teta, Aphex Twina, wczesnego Ovala czy wspomnianego Herberta będą mocno zainteresowani tym, co przygotował Kink Gong.

Wiem jedno, iż zastanawiając się nad najważniejszymi płytami 2018 roku z muzyką elektroniczną, z całą pewnością będę miał w pamięci „Dian Long: Soundscape China / Destruction of Chinese Pop Songs”. Czego i wam życzę.

23.03.2018 | Discrepant

 

Strona Kink Gonga »Strona Discrepant »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze