Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.



Gas – Rausch

Stąd do wieczności.

Chyba nikt się nie spodziewał, że po wydanym w ubiegłym roku pierwszym nowym albumie projektu Gas od siedemnastu lat, Wolgang Voigt tak szybko zaserwuje nam jego następcę. A jednak – wczesną wiosną tego roku koloński Kompakt zaanonsował, że w drugiej połowie maja trafi na rynek kolejny krążek artysty – „Rausch”. Niestety: tym razem zarówno wytwórnia, jak i producent poskąpili jakichkolwiek informacji o przygotowanym do opublikowania dziele. Niewielki odstęp czasu dzielący go od „Narkopopu” może wskazywać, że muzyka z obu płyt powstała mniej więcej w tym samym czasie. O ile jednak pierwsza płyta miała zdecydowanie statyczny charakter, tak ta druga zaskakuje swą dynamiką.

Zestaw otwiera łagodny strumień szumu, z którego powoli wyłaniają się podniosłe partie organów, podszyte nisko zawieszonym basem („Rausch 1”). Rozświetlony strzelistymi pasażami syntezatorów wstęp powoli uzupełnia miarowy bit o wolnym metrum i stłumionym brzmieniu. Nakładają się nań przeciągłe dźwięki rodem z muzyki współczesnej – instrumentów smyczkowych i dętych („Rausch 2”). Z czasem rytm staje się coraz głośniejszy – i nieustępliwie posuwa się do przodu, wnosząc jednak bardziej melodyjne i przestrzenne tony („Rausch 3”).

W końcu muzyka zamienia się w chmurny ambient, wypełniony rozedrganymi dźwiękami o akustycznym i elektronicznym rodowodzie („Rausch 4”). Tym razem poza smyczkami i dęciakami słychać harfę, która wnosi do muzyki skoncentrowanej na kosmicznych efektach wyjątkowo delikatny ton. W tym samym czasie rytm wraca, ale ma on wyłącznie charakter podskórnej pulsacji („Rauschen 5”). Powoli większość dźwięków cichnie i uspokaja się („Rauschen 6”). To jednak nie koniec – bo niespodziewanie uderza marszowy bit rodem z deep techno, znów wnosząc orkiestrowe partie. Kiedy wydaje się, że muzyka będzie trwać w nieskończoność, wszystko niespodziewanie milknie.

Tytuł tego albumu może się u nas niewłaściwie kojarzyć, gdyż od słowa „rausch” powstał używany w języku polskim zwrot „być na rauszu”. Tym razem zdecydowanie nie chodzi tu o alkoholowe czy nawet narkotykowe skojarzenia. Zamieszczony na płycie wiersz wskazuje, że ten „rausch”, o którym mówi Wolfgag Voigt to raczej „upojenie”. Czym? Może muzyką – wszak padają tu tytuły „Careful With The Axe Eugune” Pink Floyd, „Personal Jesus” Depeche Mode” czy „Alles Ist Gut” DAF. Ale na pewno nie tylko. Może przyrodą? Może najgłębszymi poruszeniami serca? Może po prostu życiem? I to życiem bez końca? „Debut in the afterlife/Death has seven cats/World heritage Rausch/Finally infinite”.

Kompakt 2017

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.wolfgang-voigt.com

www.kompakt-gas.bandcamp.com 

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Dronik

    Raush5 wypada najciekawiej. Reszta brzmi jak odcinanie kuponòw od reszty albumòw. Uważam że trzy pierwsze części tej opowieści Gas’a były najlepsze. Teraz są po prostu rutynowe.

  2. Szymon Dobrochoczy

    Panie Pawle,
    Jak zawsze przydatna recenzja, nie mniej chciałem zwrócić uwagę, że nie ma czegoś takiego jak ‚wolne metrum’. Metrum określa rozłożenie wartości rytmicznych nut w obrębie taktu, nie wpływa bezpośrednio na tempo utworu.
    Pozdrawiam i łączę wyrazy szacunku.