Akito – Gone Again
Paweł Gzyl:

Tak się bawią w Londynie.

Waajeed – From The Dirt
Paweł Gzyl:

Cała tradycja „czarnej” muzyki w formie klubowych killerów.

Ian William Craig – Thresholder
Jarek Szczęsny:

Grobowa ekspansywność.

System – Plus
Paweł Gzyl:

Duńscy weterani ambientu plus Nils Frahm.

Igor Boxx – Kabaret
Jarek Szczęsny:

Słuchanie do namysłu.

Objekt – Cocoon Crush
Paweł Gzyl:

Egzotyczny kolaż mikrodźwięków.

Julia Holter – Aviary
Jarek Szczęsny:

Uzasadniona epickość.

Shlømo – Mercurial Skin
Paweł Gzyl:

Elektroniczna retromania.

SHXCXCHCXSH – OUFOUFOF
Paweł Gzyl:

Rytmiczne wariacje.

Jessica Moss – Entanglement
Jarek Szczęsny:

Swoją drogą.

Book Of Air – Se (in) de bos
Łukasz Komła:

Ambient na osiemnastu muzyków!

Kittin – Cosmos
Paweł Gzyl:

Kittin ciągle ta sama, choć już bez „Miss”.

Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Jarek Szczęsny:

Strefa słyszenia.

Jan Wagner – Nummern
Łukasz Komła:

To nie numerologia, to czyste emocje!



Echo Deal – Baron

Tak się gra dub.

Pogranicze stylów muzycznych zawsze nęci twórców. Plądrowanie na dwóch obszarach daje obietnicę znalezienia czegoś nowego lub intrygującego. Podobnie myśleć musiał Michał Kołowacik kryjący się pod nazwą Echo Deal. Zapuścił się na terytorium elektroniki i dubu, żeby przynieść stamtąd niezbyt długi zestaw świeżych i giętkich dźwięków. Efektem jego działań jest trwający niespełna pół godziny album „Baron”, który jest następcą wydanego w 2014 roku albumu „Totem”.

Utwór tytułowy urzeka ciekawą głębią basu. Stanowczy acz powolny rytm, który poprzeplatany jest elektroniką. Czuć, że twórca jest w niej oblatany. Od razu można wyłapać, że Kołowacik ma pomysł na muzykę. Dobrze radzi sobie w posługiwaniu się efektami, których nie ma przesadnie za wiele. Przejrzystość struktur muzycznych oraz brak przeładowania zapisać należy po stronie atutów „Barona”. Pojawia się także ze swadą rzucone „dobry wieczór”. Innymi słowy nieco oddechu i lekkości też w tej muzyce nie brakuje.

„BNG” to inna para kaloszy. Pstrokatość została zastąpiona połamaną rytmiką i dynamicznym tempem. Dobrze, że chociaż pojawiają się dwie, małe „pauzy” w utworze, dzięki czemu odsapnąć można. Bo „BNG” jest jak przejażdżka liniami shinkansen. Bezwzględna szybkość. „Pluskwę” lubię za jej awangardowy charakter. Daleko w tyle kłębi się rytm, a na planie pierwszym świecą błyskotliwe odgłosy. Nieco kosmiczne, przypominające popiskiwanie jakiejś maszyny. Ja jednak wolę wsłuchiwać się w ten pulsujący rytm.

Dwa ostatnie utwory wyróżniają się również tytułami. Pierwszy – „Zaproszenie na raut” – okraszony zgrzytliwymi dźwiękami, zawiera w sobie elementy eksperymentu. W drugiej części urzeka igranie z rytmiką. Kilka nałożonych na siebie warstw, daje zaskakujące efekty. Ten z lepszym tytułem („Naucz się mojego nazwiska”) rozpoczyna się niczym zaśpiew mnichów klasztornych. Sprawność w poruszaniu się wolnym tempem można uznać za zaliczoną. Fajnie podkręcone i rozbujane dźwięki plus automat perkusyjny. Jednoznacznie należy uznać, że „Baron” jest bardzo dobry i należy go aplikować w dużych dawkach.

Prime Mansion | 2018

Bandcamp

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Dronik

    „Taniec Łuku” zdecydowanie najciekawszy. Prace bliskie temu co proponuje Mick Harris. Choć jeden koszmarek post dubstepowy się pojawił.