jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.



Echo Deal – Baron

Tak się gra dub.

Pogranicze stylów muzycznych zawsze nęci twórców. Plądrowanie na dwóch obszarach daje obietnicę znalezienia czegoś nowego lub intrygującego. Podobnie myśleć musiał Michał Kołowacik kryjący się pod nazwą Echo Deal. Zapuścił się na terytorium elektroniki i dubu, żeby przynieść stamtąd niezbyt długi zestaw świeżych i giętkich dźwięków. Efektem jego działań jest trwający niespełna pół godziny album „Baron”, który jest następcą wydanego w 2014 roku albumu „Totem”.

Utwór tytułowy urzeka ciekawą głębią basu. Stanowczy acz powolny rytm, który poprzeplatany jest elektroniką. Czuć, że twórca jest w niej oblatany. Od razu można wyłapać, że Kołowacik ma pomysł na muzykę. Dobrze radzi sobie w posługiwaniu się efektami, których nie ma przesadnie za wiele. Przejrzystość struktur muzycznych oraz brak przeładowania zapisać należy po stronie atutów „Barona”. Pojawia się także ze swadą rzucone „dobry wieczór”. Innymi słowy nieco oddechu i lekkości też w tej muzyce nie brakuje.

„BNG” to inna para kaloszy. Pstrokatość została zastąpiona połamaną rytmiką i dynamicznym tempem. Dobrze, że chociaż pojawiają się dwie, małe „pauzy” w utworze, dzięki czemu odsapnąć można. Bo „BNG” jest jak przejażdżka liniami shinkansen. Bezwzględna szybkość. „Pluskwę” lubię za jej awangardowy charakter. Daleko w tyle kłębi się rytm, a na planie pierwszym świecą błyskotliwe odgłosy. Nieco kosmiczne, przypominające popiskiwanie jakiejś maszyny. Ja jednak wolę wsłuchiwać się w ten pulsujący rytm.

Dwa ostatnie utwory wyróżniają się również tytułami. Pierwszy – „Zaproszenie na raut” – okraszony zgrzytliwymi dźwiękami, zawiera w sobie elementy eksperymentu. W drugiej części urzeka igranie z rytmiką. Kilka nałożonych na siebie warstw, daje zaskakujące efekty. Ten z lepszym tytułem („Naucz się mojego nazwiska”) rozpoczyna się niczym zaśpiew mnichów klasztornych. Sprawność w poruszaniu się wolnym tempem można uznać za zaliczoną. Fajnie podkręcone i rozbujane dźwięki plus automat perkusyjny. Jednoznacznie należy uznać, że „Baron” jest bardzo dobry i należy go aplikować w dużych dawkach.

Prime Mansion | 2018

Bandcamp

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Dronik

    „Taniec Łuku” zdecydowanie najciekawszy. Prace bliskie temu co proponuje Mick Harris. Choć jeden koszmarek post dubstepowy się pojawił.