Ben LaMar Gay – Confetti In The Sky Like Fireworks (This Is Bate Bola OST)
Łukasz Komła:

Tym razem Ben LaMar Gay w roli kompozytora muzyki filmowej. Obraz „This Is Bate Bola” pokazuje mało znane oblicze brazylijskiego karnawału.

William Basinski – On Time Out of Time
Ania Pietrzak:

Powrót do przyszłości.

Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”



Nowości z International Anthem

Chicagowska oficyna International Anthem wydaje muzykę wyjątkowych artystów, a takimi właśnie są Ben LaMar Gay i nowo powstały duet Anteloper

     

Ben LaMar Gay – „Downtown Castles Can Never Block The Sun” (International Anthem  | 04.05.2018)

W ubiegłym roku ukazała się debiutancka kaseta projektu Bottle Tree (A.M. Frison, Ben Lamar Gay, Tommaso Moretti), będąca dla mnie jednym z najważniejszych wydawnictw 2017 roku. Wspominam o tym choćby dlatego, że taśmę opublikowała International Anthem, a Ben Lamar Gay (kornecista, wokalista, kompozytor) jest członkiem wspomnianego tria.

Wcześniej nie znałem dobrze artystycznej przeszłość Lamara Gay’a, ale poznałem ją znacznie lepiej dopiero teraz przy okazji jego „pierwszego” solowego albumu „Downtown Castles Can Never Block The Sun”, dowiadując się wielu ważnych i zaskakujących szczegółów z życia Amerykanina. Na pewno jednym z nich jest ten, iż Ben nagrał siedem solowych płyt w ciągu ostatnich siedmiu lat, ale schował je do szuflady (czyt. dysk twardy), a do tego dzieląc swój czas między Stanami Zjednoczonymi a Brazylią. Jak się okazuje, Lamar Gay jest niesamowicie ważną postacią na awangardowej scenie chicagowskiej. Współpracował z Nicole Mitchell, Mike’em Reedem, Matthew Luxem, Joshua Abramsem, Jaimie Branch, Makay’em McCravenem, Bitchin Bajas i wieloma innymi.

Kompozycje z „Downtown Castles (…)” pokazują ogromny potencjał stylistyczny chicagowskiego artysty – jest tu jazz, mnóstwo różnorodnej elektroniki, muzyka współczesna czy folk, choć to tylko mało istotne hasła naprowadzające słuchacza na rejony, po których porusza się Lamar Gay, gdyż w każdym z utworów i tak dochodzi do endemicznych eksperymentów.

Nie wiem, jak wy, ale ja zadałem sobie przynajmniej kilka razy takie pytanie w trakcie słuchania „Downtown Castles (…)”: dlaczego taka muzyka nie została wcześniej wydana? Interesujące jest to, że obok siebie mamy ambientowy „Melhor Que Tem” i zaraz po nim trudno klasyfikowalny „Kunni” na przecięciu piosenki, syntezatorowego arpeggio oraz głębokiej barwy głosu, dalej zaś akordeonowy drobiazg z opowieścią Bena w „7th Stanza” i na koniec świetny „Oh no…not again!” w duchu Art Ensemble of Chicago. „Muhal” z przewodnią linią klarnetu basowego, mieszanym chórkiem w niższej warstwie i bulgoczącą elektroniką, przechodzi w kapitalny puls na styku elektroniki i etnicznego jazzu w „Music for 18 Hairdressers: Braids & Fractals”.


Wykręcona elektronika i jazz zazębiają się w „Jubilee”, dając dobre podłoże do zbudowania zaskakującego połączenia w „A Seasoning Called Primavera”, gdzie partie skrzypiec w stylu Jean-Luca Ponty’ego i Michała Urbaniaka (to niejedyny utwór z udziałem tego instrumentu) łączą się z etnicznymi perkusjonaliami i elektroniką. W „Miss Nealie Burns” z kolei orleański jazz wpadł w objęcia skocznego teksańskiego folku. „Uvas” to przykład muzyki współczesnej z migawką stylistyczną instrumentów smyczkowych, jakich moglibyśmy się spodziewać po Jóhannie Jóhannssonie lub Nico Muhly’m. W „Galveston” Ben Lamar nasycił kulturę Appalachów swobodnym podmuchem elektroniczny fal. „Swim Swim” to już dźwiękowa groteska pachnąca Frankiem Zappą.

Muzyczna wizja Bena obejmuje cały dźwiękowy wszechświat. Jest jednym z moich ulubionych muzyków na naszej planecie – Jeff Parker (Tortoise). Niech te słowa Parkera będą kolejną mocną rekomendacją twórczości Bena Lamara Gay’a. Niezwykłe wydawnictwo!

Anteloper – „Kudu” (International Anthem | 20.04.2018)

Anteloper tworzą Jaimie Branch (trąbka, syntezatory) i Jason Nazary (perkusja, elektronika). Branch wydała w 2017 roku znakomity album „Fly or Die”. Jeżeli nie mieliście okazji wcześniej go poznać, to koniecznie sięgnijcie po ten krążek. Nazary’ego z kolei trzeba kojarzyć m.in. z Darius Jones Trio, Little Women, Noah Kaplan Quartet i Helado Negro.

Ci muzycy grają ze sobą już od bardzo dawna – spotkali się w 2002 roku w New England Conservatory of Music, a pod nazwą Anteloper mieszają brzmienia akustyczne z nietuzinkową elektroniką ocierającą się o psychodelię, trans. Na swojej debiutanckiej kasecie „Kudu” umieścili prawie pięćdziesiąt minut muzyki wyraźnie żyjącej poza przewidywalnymi rewirami. Tak się złożyło, że Rob Mazurek napisał im notkę prasową do „Kudu”, a echo jego twórczości można usłyszeć choćby w „Oryx”, „Fossil Record” i „Lethal Curve”. Branch jest niesamowicie utalentowaną trębaczką. Od jakiegoś czasu jest o niej głośno, ale myślę, że dziewczyna dopiero się rozkręca. W moim odczuciu jest styl gry ukształtował się pod wpływem takich gigantów jak Bill Dixon, Lester Bowie czy Rob Mazurek. W najdłuższym fragmencie „Ohoneotree Suite” Nazary pokazuje całe spektrum swoich możliwości technicznych, robiąc to z wielką klasą – bez szpanu i tandetnych popisów.


Branch ma też duży talent do pisania mocnych tematów, melodii oraz żonglowania harmoniami, co bardzo dobrze słychać w „Ohoneotree Suite” i zamykającym taśmę utworze „Seclusion Self”. „Kudu” ma ten magiczny składnik wywołujący u słuchacza – jakże pożądane uczucie – chęć ponownego przewinięcia kasety i wciśnięcia przycisku „play”. Kolejna bardzo ważna pozycja w katalogu International Anthem.

Strona International Anthem »Profil na Facebooku »

fot. Zachariah Kobrinsky

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze