Steve Hauschildt i Ben Chatwin
Jarek Szczęsny:

Muzyka filmowa bez filmu.

Xavier Charles / Jacques Di Donato – Ilex
Łukasz Komła:

Poprzedni album francuskich klarnecistów ukazał się 22 lata temu. Mimo upływu lat niezmiennie improwizują na najwyższym poziomie.

Actress x London Contemporary Orchestra ‎– LAGEOS
Jarek Szczęsny:

Przesunięta granica.

Patryk Cannon – Family Movies Waves And Friends
Jarek Szczęsny:

Światowo jest.

Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.

Skadedyr – Musikk!
Łukasz Komła:

Norweskie „Szkodniki” potrafią zmysłowo kąsać awangardę! 



Âme – Dream House

Wymarzony album, wymarzony dom.

Kiedy Frank Wiedemann i Kristian Beyer spotkali się po raz pierwszy w 2001 roku w sklepie płytowym Plattentashe w Karlsruhe, chyba żaden z nich nie przypuszczał, iż kiedy zaczną razem tworzyć, narodzi się jeden z najważniejszych projektów niemieckiej sceny tech-house. Dziś obaj producenci mają już za sobą piętnaście lat wspólnej działalności pod szyldem Âme. To przede wszystkim kilka autentycznych przebojów europejskiej sceny klubowej, takich jak „Rej” czy „Balantine”, ale również szereg wspaniale przyjmowanych występów i cała kolekcja pomysłowych remiksów.

Mimo wielkich sukcesów Wiedemann i Beyer długo nie mogli się zdecydować na nagranie albumu. W 2004 roku ukazał się co prawda krążek „Âme”, ale zawierał on materiał z pierwszych dwunastocalówek duetu w wersji kompaktowej. Z kolei wydany osiem lat później zestaw „Live” przynosił zarejestrowany na żywo miks autorskich nagrań projektu i zrealizowanych przezeń remiksów w postaci didżejskiego setu. Dopiero trzy lata temu niemieccy producenci zdecydowali się na stworzenie swego debiutanckiego albumu. Efektem jest płyta „Dream House”, opublikowana przez prowadzoną przez nich (wraz z Dixonem) wytwórnię Innervisions.

Już otwierający płytę utwór „The Line” z wokalnym udziałem Matthew Herberta wskazuje, że nie będziemy mieli do czynienia z kolekcją klubowych killerów. Co prawda następujące po sobie „Queen Of Toys” i „Gerne” z udziałem Gudrun Gut pulsują w tanecznym rytmie, ale pierwsze nagranie lokuje się bliżej ejtisowego disco, a drugi – pochodzącego z tej samej epoki electro-popu. Echa post-punkowej elektroniki o soundtrackowym tonie ożywają z kolei w „Deadlocked” – przynajmniej do czasu, kiedy na plan pierwszy nie wybija się breakowy podkład, zabierający nas do angielskich klubów początku lat 90. Do electro-popu powracamy w „Blind Eye”, ale ozdobienie utworu wokalizą Planningtorock w stylu R&B, nadaje mu mocno współczesny sznyt.

„Postiveland” otwiera drugą stronę zestawu, która ma jeszcze bardziej epicki i ilustracyjny charakter. Głównym motywem tejże kompozycji jest gitarowy motyw wygrywany przez Davida Lemaitre, który przywołując wspomnienie słynnego „E2-E4” Manuela Göttschinga, nadaje muzyce krautowy charakter. Nie inaczej ma się sprawa z kompozycjami „Heliconia”, „Futuro Antico” i „No War”. I tutaj słychać echa niemieckich klasyków w rodzaju Ash Ra Temple czy Harmonii – plemienną rytmikę, gitarowe pasaże, organy Hammonda, minimalowe klawisze i afrykańskie chórki. Wszystko to znajduje swoją kulminację w ocierającym się o wczesne dokonania Pink Floyd utworze „Give Me Your Ghost”. Płyta kończy się kolejnym ukłonem w stronę kraut rocka – w pastelowym „Oldorado”.

Muzyka z „Dream House” wzbudza podziw – wszystko tu zostało bowiem wyszlifowane na najwyższy połysk. Wiedemann i Beyer sięgnęli po swe młodzieńcze fascynacje z lat 70. i 80., ale nadali im współczesny charakter. W efekcie powstały bogato zaaranżowane i ozdobione wyszukaną melodyką nagrania, w których odbija się cała spuścizna niemieckiej alternatywy z ostatniego półwiecza. Obaj producenci sprostali stawianym sobie wymogom i stworzyli album kompletny, który wykracza daleko poza obszar obecnej sceny klubowej, przypominając bardziej albumowe dokonania DJ Hella, Moderata czy nawet Radiohead. Spełnienie artystycznych zamierzeń nie pozbawiło jednak muzyki Âme przystępności. To płyta do pokochania od pierwszego odtworzenia.

Innervisions 2018

www.innervisions.net

www.facebook.com/innercityvisions

www.facebook.com/ame.innervisions

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Devollaie

    „Planningtonrcoka ” kto to jest? Jest Planningtorock, na dodatek to kobieta.

  2. guybrush

    Pawle, ten „Blind Eye” to jakiś kryminał… okropne.