Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.

Skadedyr – Musikk!
Łukasz Komła:

Norweskie „Szkodniki” potrafią zmysłowo kąsać awangardę! 

SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides
Stanisław Bryś:

Pop owinięty lateksem. Dekonstrukcja popu i muzyki klubowej nadal jest na językach.

Soundscape Mirror – 49 kilometers to the east
Jarek Szczęsny:

Strona muzyczna, strona wizualna.

David Grubbs & Taku Unami – Failed Celestial Creatures
Łukasz Komła:

Między słowem, improwizacją a…  

XOR Gate – Conic Sections
Paweł Gzyl:

Piękne cacko.



Czasami żałuję, że nie mogę przenieść się pod koniec XIX wieku – rozmowa z Aphrotekiem

Udało nam się porozmawiać ze szwajcarskim artystą Eliyahem Reichenem (Aphrotek) w związku z niedawno wydaną jego debiutancką płytą „Stories”. Aphrotek opowiada choćby o swoich muzycznych inspiracjach, marginalizacji życia społecznego w Europie i współpracy z innymi twórcami.

Łukasz Komła: Przygotowując się do recenzji albumu „Stories” wyczytałem, że przemierzyłeś spory kawałek świata, mam tu na myśli między innymi Stany Zjednoczone, gdzie współpracowałeś i nagrywałeś z wieloma wspaniałymi artystami, jakich słyszymy na „Stories”. Opowiedz, jak nawiązałeś z nimi współpracę?

Aphrotek: Chciałem, aby wszyscy zaangażowani w projekt wnieśli coś od siebie do muzyki, każdy artysta na tej płycie ma bardzo silną osobowość muzyczną i tożsamościową, co było dla mnie interesujące i dlatego pociągała mnie współpraca z nimi. Inspirowałem się także różnymi miejscami, w których nagrywałem, gdyż każda lokalizacja ma swoją energię i to „coś”, co daje muzyce dodatkową przestrzeń. Nowy Jork jest wyjątkowy pod tym względem, ponieważ wszyscy tam po prostu coś robią i robią, cokolwiek to by nie było – wszędzie można poczuć buzującą energię, a ta dodaje barw twoim dźwiękom.

Niektóre kompozycje na „Stories” wywołały we mnie wrażenie, jakbym słuchał zagubionych klasyków namaszczonych future jazzową poetyką. W pierwszej kolejności wymieniłbym „95 Percent” i „Let It Go”. Oba fragmenty żyją poza określonym czasem i przestrzenią, co też przekłada się na mój odbiór, dając uczucie odrealnionego lotu. Jak powstawały te nagrania?

Dziękuję za twoją opinię. Wszystko zaczęło się od bardzo prostego i otwartego jammowania opartego na harmoniach oraz groove’ie, później dokładałem z artystami do tych tematów różne rzeczy. Mając podstawowe melodie i harmonie, pracowaliśmy nad wokalami oraz pisaniem własnych tekstów, a gdy tylko zarejestrowaliśmy wokale, zbudowałem wokół nich aranżację i produkcję. Nie chciałem robić na odwrót, czyli do gotowej muzyki dodać linie wokalne. Każdy etap produkcji, oprócz pierwszych pomysłów, został zbudowany wokół wokali.

„Stories” opiera się na wielu ciekawych i ważnych kontekstach. Jednym z takich przykładów jest utwór „I Cant Breath”, w którym Melanie Charles nawiązuje w swoim tekście do zmarłej w 2017 roku Eriki Garner. Jej smutna historia rozegrała się w Stanach Zjednoczonych. Jak twoim zdaniem przedstawia się obecnie problem segregacji rasowej w Europie?

Czuję, jak narasta problem rasowy, widząc, że od kilku lat prawica w całej Europie przybiera na sile. Na szczęście, ogólną świadomość ludzi cechuje otwartość i spokój. Nie mamy tak wielu problemów z policją, która potrafi nadużywać broni palnej. Ale jest jeszcze wiele do zrobienia, choćby w obszarze integracji w miejscach pracy. Wielu uchodźców to inżynierowie, naukowcy czy profesorowie uniwersyteccy i pracują w centrach handlowym lub jako osoby sprzątające albo podejmują inne niewykwalifikowane prace, ponieważ jest to jedyna rzecz, jaką dała im Europa. To ogromny ludzki dramat i cios dla intelektualnych ambicji. Wszyscy mówią o samorealizacji i szczęściu, ale czy człowiek prawdziwej pasji i talentu choćby w konstruowaniu niesamowitych i użytecznych maszyn, jest szczęśliwy jako sprzątacz?

Jesteś multiinstrumentalistą oraz wykształconym pianistą jazzowym. Skąd się wzięła w twoim życiu muzyka elektroniczna? I na jakich dokładnie grasz instrumentach?

Od wczesnych lat 90. do połowy 2000 roku interesowałem się hip-hopem, w okresie złotej ery dla tego gatunku, co doprowadziło mnie do samplowania i elektronicznych brzmień, a także do drum and bass’u, który zacząłem produkować (nigdy tego nie wydałem) w wieku 15-16 lat, programując syntezatory w programie Reaktor. Dorastając zacząłem kupować syntezatory i różną elektronikę, kończąc na fajnym hybrydowym studiu nagrań analogowo-cyfrowych z taśmami oraz mikserami z lat 60. i 80. XX wieku. To ma bardzo duży wpływ na mój dźwięk, ponieważ każda maszyna ma nie tylko mnóstwo możliwości, ale także swoją osobowość. Wchodzisz w te ograniczenia i dzięki nim stajesz się jeszcze bardziej kreatywny.

Twoja muzyka balansuje na styku wielu gatunków – zaczynając od jazzu, muzyki elektronicznej i elementach awangardy, a kończąc na hip-hopowych wątkach. Jak myślisz, dokąd takie łączenie stylistyk może doprowadzić? Bo jak wiemy, dziś jest to wręcz stan naturalny u artystów otwartych na nowe formy. Gdzie Ciebie prowadzi ten proces?

Bardzo trudno mi myśleć w kategorii różnych gatunków, ponieważ podchodzę do tworzenia muzyki, nie ograniczając się do konkretnych stylistyk. Muzyka jest ogromnym obszarem i staram się iść z prądem, słuchać tego, co dzieje się w mojej głowie, próbując wyczuć to i przetłumaczyć na dźwięki, jakie później wypłyną z głośników. W dalszej kolejności współpraca z innymi artystami sprawia, że wychodzą niesamowite rzeczy, ale robię to bez oczekiwań, że za każdym razem musi wyjść coś wyjątkowego. Muzyka powinna powstawać w naturalnych okolicznościach, gdzie szczerość kieruje się twoją wrażliwością i smakiem, próbując nawigować przez ocean pomysłów łączących się w procesie twórczym.

Trudno też nie zapytać o twoje inspiracje. Czego słuchasz na co dzień? I po jakie lubisz sięgać książki lub filmy?

Twórczość Herbie’ego Hancocka była dla mnie ogromną inspiracją, którego wciąż lubię słuchać, do tego Jimi Hendrix, Led Zeppelin, Miles Davis, Keith Jarret, Chick Core’a oraz sporo podziemnego free funku z lat 70., czyli Rotary Connection. Później przyszedł czas na Slum Village, Pete Rocka, Erykę Badu, Common Sense, Thundercata i Flying Lotusa. W Los Angeles był jeden chłopak, którego szczególnie kochałem, ale smutne jest to, że bardzo wcześnie odszedł z tego świata. To był Austin Peralta (1990-2012), absolutny pianista / klawiszowiec, geniusz muzyczny. Jego dokonania miały ogromny wpływ na mnie.

Uwielbiam Tołstoja, Sartre’a, Camusa i wszystkie sztuki, powieści z okresu fin de siècle. Czasami żałuję, że nie mogę przenieść się pod koniec XIX wieku, aby poczuć tamtą energię…

Czy myślisz już nad nowym materiałem? Jeśli tak, to czy możesz coś powiedzieć o obecnych poszukiwaniach muzycznych? Dziękuję za twój poświęcony czas i do zobaczenia na koncertach!

Tak, jak tylko wydam nowy album, na pewno ci opowiem o nowych pomysłach i inspiracjach, a także o energii, która krążyła wokół oraz ekscytacji związanej z opublikowaniem płyty. Mam w planach współpracę z niesamowitym syryjskim muzykiem i intensywnie myślę nad nowym materiałem. Bardzo chcę nagrać muzykę z tym artystą, ponieważ praca z nim zasila moją kreatywność i ekspresję. Pewnie dostrzeżesz o wiele więcej rzeczy na tym krążku, który mam nadzieję wydamy w przyszłym roku.

Łukasz, dziękuję za twoje pytania, to była przyjemność!

 

Strona Aphrotek »Profil na Facebooku »

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze