Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.

Skadedyr – Musikk!
Łukasz Komła:

Norweskie „Szkodniki” potrafią zmysłowo kąsać awangardę! 

SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides
Stanisław Bryś:

Pop owinięty lateksem. Dekonstrukcja popu i muzyki klubowej nadal jest na językach.

Soundscape Mirror – 49 kilometers to the east
Jarek Szczęsny:

Strona muzyczna, strona wizualna.

David Grubbs & Taku Unami – Failed Celestial Creatures
Łukasz Komła:

Między słowem, improwizacją a…  

XOR Gate – Conic Sections
Paweł Gzyl:

Piękne cacko.



LUMP – Lump

Produkt wysokiej jakości.

Laura Marling to wokalistka, która potrafiła zwrócić na siebie uwagę. Jej niepospolite podejście do muzyki folkowej zaowocowały kilkoma udanymi płytami i niemałym rozgłosem. Najwyraźniej uznała, że czas na coś innego. Jakieś przełamanie by się przydało lub podjęcie ryzyka artystycznego. Z pomocą przybył Mike Lindsay z Tunng. W ten sposób powstał duet LUMP, który niewiele myśląc, w ten sam sposób zatytułował swoją debiutancką płytę. W ten sposób do rąk naszych trafia album bez pudła. Uderza rozmach harmonijny, układanka brzmieniowa i surrealizm liryczny. Zwyczajnie płyta, której nie wolno przegapić.

Gdybym miał wybrać utwór, który przez wakacyjne miesiące będzie atakował i osaczał z każdego możliwego źródła dźwięku, to skazałbym się na „Curse of the Contemporary”. Nieprzytomnie przebojowy z zawsze dobrze się kojarzącym słowem „California” w refrenie. Słoneczny, melodyjny i najsłodszy na płycie. Jednocześnie mylący, bo niewyczerpujący wiedzy o reszcie albumu. Potraktujmy to jako wędkę, na którą zespół chce złapać szerszą publiczność.

Zupełnie inny jest „Rolling Thunder”. Marling posługuje się głębszym wokalem, w tle pobrzmiewają żywe instrumenty, a całość wyściełana jest elektroniką. W kontrze stoi tekst przypominający psychodeliczne wizje. Z resztą sama końcówka czy też „przerwa” na dęciaki robią znakomite wrażenie. Elektroniczny impuls wita nas w otwierającym „Late to the Flight”. Wokalistka wciąga nas od razu w swój świat, gdzie maluje kropki na swoim nadgarstku.

O sile osobowości Marling świadczy „Hand Hold Hero”. Przy nim spędziłem najwięcej czasu. Poplątane synthy, dość klasyczny układ wokali i zaprogramowana perkusja. Przyznam, że Lindsay dwoi się i troi, żeby ukazać koleżankę w jak najlepszym świetle. Udaje mu się to, za każdym razem inaczej. Nawet w „Shake Your Shelter”, gdzie zmultiplikowane wokale nakładają się na programowo prosty rytm. Nie mam do czego się przyczepić. Świetna płyta, którą zamyka recytacja imion i nazwisk wszystkich, którzy się przyczynili do jej powstania oraz zaczepne stwierdzenie „LUMP is a product”. To od razu nasuwa skojarzenie z niezapomnianą Igą Cembrzyńską.

Dead Oceans | 2018

Oficjalna strona
FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze