Lawrence – Illusion
Paweł Gzyl:

Elegancko, stylowo i powściągliwie.

VA – Music of Northern and Southern Laos
Łukasz Komła:

Kompilacja nie ukazuje walki między północą a południem. Kink Gong nadstawił ucho w obu częściach Laosu, tam gdzie zanika tradycja.

Manu Delago – Parasol Peak
Jarek Szczęsny:

Wspinaczka z instrumentami.

Emika ‎– Falling In Love With Sadness
Mateusz Piżyński:

Czy uptempo to dobra kanwa na smutne opowieści?

Terence Fixmer – Through The Cortex
Paweł Gzyl:

Nastrój, nie energia.

Mazutti – Kształt Jazzu Który Ma Dojść
Jarek Szczęsny:

Albo i nie.

Aphex Twin – Collapse EP
Ania Pietrzak:

Ukochany troll częstuje kryształami.

Tim Hecker – Konoyo
Jarek Szczęsny:

Wkurz przemądrzałego realistę.

Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.
Paweł Gzyl:

Kolejny krok w stronę eksperymentu.

Envee, Teielte oraz Petite Noir
Jarek Szczęsny:

Polska i reszta świata.

The Lotus Eaters – Desatura
Paweł Gzyl:

Wycinki ze studyjnych improwizacji.

Marie Davidson – Working Class Woman
Jarek Szczęsny:

Alternatywny bal.

Puce Mary – The Drought
Paweł Gzyl:

Dominacja czy uległość?

The Dumplings // Oxford Drama
Jarek Szczęsny:

Młodzi, zdolni, elektroniczni.



Bulkhead – Aft Pressure

Alternatywna odpowiedź dla ponurych, noisowych techno-trendów.

Projekt Bulkhead to dwóch kumpli – Popa Districta oraz Patrika Benjamina. Podobno w aurze najmroźniejszej zimy w Toronto, zaszyli się w studio, by móc ponieść się eksperymentom. Stworzyli bardzo ciekawy materiał, w który wlali sporo świeżego klimatu, nie wychodząc zbyt mocno poza ramy takich gatunków jak tech-house, IDM, czy momentami wręcz electro („Shake These Chains To Earth Like Dew”). W czym zatem tkwi świeżość? Mianowicie odcięli się od wszędobylskiej maniery przyprawiania techno mrocznym, industrialno-noisowym ciężarem, który stał się w ostatnim czasie bardzo popularnym (żeby nie powiedzieć oklepanym) trendem.

Materiał przypomina momentami muzykę LFO (w „Route Sixteen” słychać echa kawałka „Freak”). Mimo dominującej mechaniczności i repetetywności, całość wydaje się bardzo zróżnicowana. Utwory których tytuł zaczyna się od „In Voice…” są wolniejsze, nastrojowe, nieco bardziej emocjonalne. Dominuje w nich rozmyta atmosfera. Znajdą się pewnie tacy, co nazwą to slambientem.

Bardziej dynamiczne kawałki brzmieniowo najbliższe są tech-housowi, którym barwę nadają jaskrawe synthy, nierzadko (wydawać by się mogło) puszczone samopas. Są jednak też bardziej monochromatyczne, wytrawne momenty (np. w „Whiplash”).

Całość naprawdę dobrze jedzie, a jazda nie nuży. Naprzemienne szaleństwo i stonowana harmonia na pewno zasługują na uwagę. Na lepszą okładkę również!

15.06.2018 | 2MR

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze