Frame – The Journey
Jarek Szczęsny:

Spacer po kosmicznej pustce.

Hauschka – A Different Forest
Jarek Szczęsny:

Intymny nastrój nie wystarczył.

The Chi Factory – The Mantra Recordings
Ania Pietrzak:

„Na początku była miłość.”

Jozef van Wissem & Jim Jarmusch – An Attempt To Draw Aside The Veil
Maciej Kaczmarski:

Muzyka jak poezja.

Wolność – Nowa Kolonia
Jarek Szczęsny:

Wolność na wolności.

Babadag – Šulinys
Jarek Szczęsny:

Nie budźcie śniącego.

Lee Gamble – In A Paraventral Scale
Paweł Gzyl:

Początek trylogii.

Maurice Louca – Elephantine
Łukasz Komła:

Gargantuiczna bliskość jazzowego kosmosu.

Hoera. – ≈
Łukasz Komła:

Uderzająca subtelność. 

Julia Kent – Temporal
Jarek Szczęsny:

Hipnotyzowanie słuchacza.

Bendik Giske – Surrender
Jarek Szczęsny:

Zagwozdka.

Wiktor Stribog – Poradnik Uśmiechu OST
Stanisław Bryś:

Grzybowe melodie w duchologicznym sosie. 

Orphan Ann – The Practice Of Surrender
Paweł Gzyl:

Piękno w mroku.

Ami Shavit – Yom Kippur 1973
Jarek Szczęsny:

Inspirowane wojną.



Bulkhead – Aft Pressure

Alternatywna odpowiedź dla ponurych, noisowych techno-trendów.

Projekt Bulkhead to dwóch kumpli – Popa Districta oraz Patrika Benjamina. Podobno w aurze najmroźniejszej zimy w Toronto, zaszyli się w studio, by móc ponieść się eksperymentom. Stworzyli bardzo ciekawy materiał, w który wlali sporo świeżego klimatu, nie wychodząc zbyt mocno poza ramy takich gatunków jak tech-house, IDM, czy momentami wręcz electro („Shake These Chains To Earth Like Dew”). W czym zatem tkwi świeżość? Mianowicie odcięli się od wszędobylskiej maniery przyprawiania techno mrocznym, industrialno-noisowym ciężarem, który stał się w ostatnim czasie bardzo popularnym (żeby nie powiedzieć oklepanym) trendem.

Materiał przypomina momentami muzykę LFO (w „Route Sixteen” słychać echa kawałka „Freak”). Mimo dominującej mechaniczności i repetetywności, całość wydaje się bardzo zróżnicowana. Utwory których tytuł zaczyna się od „In Voice…” są wolniejsze, nastrojowe, nieco bardziej emocjonalne. Dominuje w nich rozmyta atmosfera. Znajdą się pewnie tacy, co nazwą to slambientem.

Bardziej dynamiczne kawałki brzmieniowo najbliższe są tech-housowi, którym barwę nadają jaskrawe synthy, nierzadko (wydawać by się mogło) puszczone samopas. Są jednak też bardziej monochromatyczne, wytrawne momenty (np. w „Whiplash”).

Całość naprawdę dobrze jedzie, a jazda nie nuży. Naprzemienne szaleństwo i stonowana harmonia na pewno zasługują na uwagę. Na lepszą okładkę również!

15.06.2018 | 2MR

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze