Akito – Gone Again
Paweł Gzyl:

Tak się bawią w Londynie.

Waajeed – From The Dirt
Paweł Gzyl:

Cała tradycja „czarnej” muzyki w formie klubowych killerów.

Ian William Craig – Thresholder
Jarek Szczęsny:

Grobowa ekspansywność.

System – Plus
Paweł Gzyl:

Duńscy weterani ambientu plus Nils Frahm.

Igor Boxx – Kabaret
Jarek Szczęsny:

Słuchanie do namysłu.

Objekt – Cocoon Crush
Paweł Gzyl:

Egzotyczny kolaż mikrodźwięków.

Julia Holter – Aviary
Jarek Szczęsny:

Uzasadniona epickość.

Shlømo – Mercurial Skin
Paweł Gzyl:

Elektroniczna retromania.

SHXCXCHCXSH – OUFOUFOF
Paweł Gzyl:

Rytmiczne wariacje.

Jessica Moss – Entanglement
Jarek Szczęsny:

Swoją drogą.

Book Of Air – Se (in) de bos
Łukasz Komła:

Ambient na osiemnastu muzyków!

Kittin – Cosmos
Paweł Gzyl:

Kittin ciągle ta sama, choć już bez „Miss”.

Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Jarek Szczęsny:

Strefa słyszenia.

Jan Wagner – Nummern
Łukasz Komła:

To nie numerologia, to czyste emocje!



Seabuckthorn – A House With Too Much

Obrodził Rokitnik, są nowe owoce. Skosztujecie?

Brytyjczyk Andy Cartwright, nagrywający jako Seabuckthorn, jest dla mnie jednym z najciekawszych eksperymentujących gitarzystów ostach lat (ale gra też na różnych instrumentach). Pierwszy raz o jego muzyce pisałem w 2015 roku, po wydaniu longplaya „They Haunted Most Thickly” (Bookmaker Records).

Seabuckthorn w oryginalny sposób łączy brzmienie gitary rezofonicznej (6- i 12-strunowej) – używając często fingerpickingu – z elektroniką, choćby w postaci ambientu. W 2016 roku Cartwright trafił pod skrzydła wyśmienitej amerykańskiej wytwórni Los Tribe Sound, gdzie wydał na kasecie EP-kę „I Could See The Smoke”.

Ubiegłorocznym albumem „Turns” (Lost Tribe Sound) Seabuckthorn udowodnił, że ma własny pomysł na ożywienie amerykańskiego prymitywizmu, nadając mu ambientowy rys. Jak wygląda sytuacja na najnowszym wydawnictwie „A House With Too Much Fire”? Na pewno jeszcze inaczej niż dotychczas. Sporą inspiracją przy tworzeniu nowych kompozycji była dla Cartwrighta przeprowadzka w Południowe Alpy, gdzie zresztą nagrał ten materiał za jednym podejściem, by zatrzymać w kompozycjach autentyczność i spontaniczność.


Ogromna przestrzenność, intymność, skupienie, uwodząca nostalgia i niebanalna ciemność na „A House With Too Much Fire” powodują, że trudno oderwać się od utworów Seabuckthorn. Wydaje się, że to najbardziej wyciszona płyta w dorobku Anglika. Techniki slide’u i fingerpickingu, granie smyczkiem, a do tego piękne banjo, klarnet oraz syntezator są na właściwym miejscu. Na pewno warto wyróżnić też kapitalny temat grany na gitarze w „Submerged Past”. Przy okazji tego fragmentu usłyszałem w myślach, że Cartwright idealnie zgrałby się z belgijskim gitarzystą i improwizatorem, Rubenem Machtelinckxem, bardzo dobrze wiedzącym jak się gra na gitarze akustycznej i banjo z udziałem elektroniki.

„Somewhat Like Vision” to zaś sonorystyczna ballada, w której czuć mroźny podmuch Alp. Poziom nie opada aż do końca krążka – „Figure Afar”, „Sent In By The Cold”. Transowe, chłodne i minimalistyczne melodie Seabuckthorn świadczą o tym, iż gitara wciąż jest „kołem zamachowym” dającym napęd do stworzeniu wielu nietuzinkowych eksperymentów.

Ps Świetna wiadomość sprzed kilku dni – Andy zagra w tym roku pierwszy raz w Polsce, a odbędzie się to 5 października w bydgoskim klubie Mózg !

01.06.2018 | Bookmaker Records / La Cordillère

 

Strona Seabuckthorn »Profil na Facebooku » Strona Bookmaker Records »Profil na Facebooku »

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze