Babadag – Šulinys
Jarek Szczęsny:

Nie budźcie śniącego.

Lee Gamble – In A Paraventral Scale
Paweł Gzyl:

Początek trylogii.

Maurice Louca – Elephantine
Łukasz Komła:

Gargantuiczna bliskość jazzowego kosmosu.

Hoera. – ≈
Łukasz Komła:

Uderzająca subtelność. 

Julia Kent – Temporal
Jarek Szczęsny:

Hipnotyzowanie słuchacza.

Bendik Giske – Surrender
Jarek Szczęsny:

Zagwozdka.

Wiktor Stribog – Poradnik Uśmiechu OST
Stanisław Bryś:

Grzybowe melodie w duchologicznym sosie. 

Orphan Ann – The Practice Of Surrender
Paweł Gzyl:

Piękno w mroku.

Ami Shavit – Yom Kippur 1973
Jarek Szczęsny:

Inspirowane wojną.

Jakub Lemiszewski – Podróż Na Wschód – Część I
Jarek Szczęsny:

Kuba i kamień filozoficzny.

Mchy i Porosty – The Dead Pterodactyl
Mateusz Piżyński:

Techno na strychu.

Nkisi – 7 Directions
Jarek Szczęsny:

Kosmos można stracić z oczu.

Robert Farrugia ‎– Adrift
Mateusz Piżyński:

Harmonijny ambient z mrokiem tylko na okładce?

Passarani – W.O.W.
Paweł Gzyl:

Rzym-Detroit-Chicago-Sheffield.



Shygirl – Cruel Practice EP

Supernowa.

Tak się składa, że kiedy myślę o współczesnej muzyce takiej, która nie boi się eksperymentować, łamać reguły gry, spajać nieprzystające elementy to mózg podrzuca albumy nagrane przez kobiety. Oto niewielka lista (kolejność nie ma znaczenia): St. Vincent, Laurel Halo, Sudan Archives, Elysia Crampton, Park Jiha czy Circuit des Yeux. Ostatnio sporo dyskusji wzbudziła Sophie. Widać wyraźnie, że te nietuzinkowe Panie to ambitne i bezapelacyjnie zdolne artystki w różnym stopniu rozwoju swojej kariery. Do tego zestawienia właśnie dołącza Shygirl lub, w wersji dla urzędu, Blaine Muise.

Londyn znany jest z tego, że jest wylęgarnią talentów. Shygirl również stamtąd pochodzi, a dokładnie z południowej części. Jej czas wypełnia śpiewanie i bycie DJ-ką. Jako długoterminowe inspiracje wymienia Moloko, Faithless czy Massive Attack, ale nie odcina się na przykład od gimre`u. Naturalnie słychać to w jej muzyce, ale pewność siebie, ambicja oraz znakomite wykonanie pochodzą wyłącznie od niej. Osobiście słyszę tu jeszcze wpływ Tricky`ego. Pieczę producencką nad całością sprawował Sega Bodega.

I co tu napisać o 13 (słownie: trzynastu) minutach muzyki? Jej jasność, mnogość eksplozji oraz efektownych zwrotów akcji przynosi skojarzenie z supernową. Trudno powstrzymać entuzjazm, gdy pierwszy z listy „Rude” stawia do pionu niczym zbyt głośny budzik o zbyt wczesnej godzinie. Margaret Farrell z portalu Pitchfork przyrównała ten wstęp do znanego wszystkim tematu z filmu „Psychoza” Alfreda Hitchcocka. Zgadzam się z tym, ale wersja Shygirl jest wspomagana przez sterydy. Znajdziemy tu sporą dawkę brutalizmu.

Imponujący i duszny jest „O”, gdzie Muise udowadnia, że do szybkiego nawijania, język angielski (koniecznie wielkomiejski) nadaje się idealnie. „Nasty” nie stroni od brutalności, a jedynym jego celem jest krzewienie chaosu. „Gush” z kolei to wyemancypowana pięść uderzająca dosadnością. Muzycznie natomiast najbardziej pokręcony moment. Zamieszkujący na tej samej ulicy co Burial zamykający utwór „Asher Wolfe” wypada najlepiej. Dojrzały, w pełni kontrolowany, dynamiczny i sprawny. Po tak krótkim czasie nie sposób wydawać wyroków co do przyszłości twórczyni, ani tym bardziej orzekać o wielkości, ale poznać się na nietuzinkowym talencie można, a nawet trzeba.

Nuxxe | 2018

Bandcamp
FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze