DeepChord – Immersions
Ania Pietrzak:

Zanurzenie w nieziemskich dźwiękach mistrza dub-techno, który po czterech latach wrócił do londyńskiej wytwórni Astral Industries.

Steve Hauschildt i Ben Chatwin
Jarek Szczęsny:

Muzyka filmowa bez filmu.

Xavier Charles / Jacques Di Donato – Ilex
Łukasz Komła:

Poprzedni album francuskich klarnecistów ukazał się 22 lata temu. Mimo upływu lat niezmiennie improwizują na najwyższym poziomie.

Actress x London Contemporary Orchestra ‎– LAGEOS
Jarek Szczęsny:

Przesunięta granica. Muzyków napędza ambicja. Można dyskutować o jej stopniu bądź wpływie na ich wybory artystyczne, ale nie da się kwestionować jej obecności. Każdy chciałby nagrać dzieło wiekopomne, wgniatające się w umysły odbiorców czy po prostu genialne. Stąd częste przypadki […]

Patryk Cannon – Family Movies Waves And Friends
Jarek Szczęsny:

Światowo jest.

Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.



Actress x London Contemporary Orchestra ‎– LAGEOS

Przesunięta granica.

Muzyków napędza ambicja. Można dyskutować o jej stopniu bądź wpływie na ich wybory artystyczne, ale nie da się kwestionować jej obecności. Każdy chciałby nagrać dzieło wiekopomne, wgniatające się w umysły odbiorców czy po prostu genialne. Stąd częste przypadki fanfaronady w postaci pisania oper czy też koncept-albumów przez artystów nie związanych z nurtem klasycznym. Wszystkie te nieudane próby łączy chęć złączenia się jakoś z muzyką klasyczną. Zupełnie jakby prawa do tytułu prawdziwego artysty przestano rozdawać na początku XX wieku. Kolejnym śmiałkiem, który rusza w tę stronę jest Darren Jordan Cunningham, szerzej znany jako Actress. Do pomocy zatrudnił London Contemporary Orchestra, która wraz z Jonny`m Greenwoodem regularnie nagrywa płyty do filmów. To był dobry ruch.

Słychać to już w utworze tytułowym, a zarazem początkowym. Trzaski i nawarstwienia brudnych brzmień. Pogrubienia i rozmycia. Orkiestra jeszcze bez pazura, jakby szykowała się do uderzenia, które nie następuje. W każdym razie łączenie techno i muzyki klasycznej nie jest łatwą sztuką. Dlatego być może przyszłością klasyki będzie parkiet klubowy. „Chasing Numbers” to takie wyprowadzenie tej stylistyki z nobliwych gmachów i ubranie jej w jednostajną rytmikę. Choć nie zawsze się to udaje czego przykładem „Surfer’s Hymn”. Reszta utworów ma w sobie nowatorskie podejście, próbę pogodzenia dwóch światów, a tu jedna strona bierze górę tworząc utwór dość przewidywalny i nieciekawy.

Symbioza elektroniki i akustyki brzmi dobrze w „Chaos Rain”. Niemal niezauważalne połączenia dają efekt nierozłącznej wspólnoty. W nowej interpretacji „N.E.W.” mogłaby się zapodziać Björk. Na plus Cunninghamowi należy zapisać, że w powyższych utworach zgasił hedonizm i postawił na organiczne efekty. Kończący (również na nowo zagrany) „Hubble” ma w sobie sporo lekkości i optymizmu. Ja bym jednak wolał, żeby artyści na koniec rzucili więcej kłód pod nogi, bo przez to sam album na wyjściu nieco traci. Czymś takim jest z pewnością „Galya Beat” mający w sobie szaleństwo, feerię barw, latające pociski i smyczkową awangardę. To powinno niektórych odstraszyć.

Główna oś filozoficzna albumu objawia się w utworze „Momentum”. Majestat i podniosłość muzyki klasycznej wychodzi powoli z zakłóceń. Proszę zwrócić uwagę jak po paru minutach po dnie zaczynają krążyć niespokojne basy. Czystą formę brzmienia otrzymujemy jedynie na moment. Później wszystko znów zostaje pokryte szumem. Na drugim biegunie, ale z tą samą dawką zachwytu, znajduje się „Audio Track 5”. Znakomity, rytmiczny, pulsujący. LCO dorabiają kilka smaczków, ale szkielet utwory jest w rękach Actress. Najbardziej żywy i nęcący fragment albumu. Nie zabrakło również elektroakustycznej wycieczki w „Voodoo Posse, Chronic Illusion”. Z pewnością „LAGEOS” jest lepszy niż ubiegłoroczny „AZD”, a Actress znów przesunął dalej granicę swojej muzyki.

Ninja Tune | 2018

Bandcamp
FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. fov

    Coś takiego dawno nie gościło w moich uszach. Dziękuję bardzo za tę recenzję!