Frame – The Journey
Jarek Szczęsny:

Spacer po kosmicznej pustce.

Hauschka – A Different Forest
Jarek Szczęsny:

Intymny nastrój nie wystarczył.

The Chi Factory – The Mantra Recordings
Ania Pietrzak:

„Na początku była miłość.”

Jozef van Wissem & Jim Jarmusch – An Attempt To Draw Aside The Veil
Maciej Kaczmarski:

Muzyka jak poezja.

Wolność – Nowa Kolonia
Jarek Szczęsny:

Wolność na wolności.

Babadag – Šulinys
Jarek Szczęsny:

Nie budźcie śniącego.

Lee Gamble – In A Paraventral Scale
Paweł Gzyl:

Początek trylogii.

Maurice Louca – Elephantine
Łukasz Komła:

Gargantuiczna bliskość jazzowego kosmosu.

Hoera. – ≈
Łukasz Komła:

Uderzająca subtelność. 

Julia Kent – Temporal
Jarek Szczęsny:

Hipnotyzowanie słuchacza.

Bendik Giske – Surrender
Jarek Szczęsny:

Zagwozdka.

Wiktor Stribog – Poradnik Uśmiechu OST
Stanisław Bryś:

Grzybowe melodie w duchologicznym sosie. 

Orphan Ann – The Practice Of Surrender
Paweł Gzyl:

Piękno w mroku.

Ami Shavit – Yom Kippur 1973
Jarek Szczęsny:

Inspirowane wojną.



Andrew Tuttle

Eksperymentalny folk rozgościł się w sztokholmskim studiu EMS.  

Dwa lata temu pisałem pozytywnie o poprzednim albumie australijskiego kompozytora, gitarzysty, banjonisty i improwizatora Andrew Tuttle’ego – „Fantasy League”. Najnowsze wydawnictwo nosi tytuł po prostu „Andrew Tuttle” i jest jego trzecim krążkiem wydanym pod własnym nazwiskiem. W latach 2004-2013 Tuttle nagrywał jako Anonymeye.

Utwory na płytę „Andrew Tuttle” nabrały określonej formy w czasie dwutygodniowego pobytu Andrew w słynnym szwedzkim Elektronmusikstudion EMS, gdzie nawiązał współpracę z Charliem Parrem (gitara elektryczna), Diną Maccabee (altówka), Chrisem Rainierem (gitara preparowana) i Joelem Saundersem (trąbka). Choć tak naprawdę pomysły zrodziły się w jego ojczystym kraju i stały się odwzorowaniem codzienność artysty z rodzinnego miasta Brisbane. Spacery, wiatr, zachody słońca, palmy oraz czas spędzony z rodziną. Dużo pozytywnych uczuć ukryło się wewnątrz kompozycji, które wydostają się na zewnątrz – tuląc i chroniąc nasz stan ducha przed złowieszczą rzeczywistością.


Amerykański prymitywizm jest tu kluczową przestrzenią (gitara akustyczna / banjo), w której dobrze odnajduje się minimalistyczna elektronika (najczęściej ambient). Momentami nastrój przechodzi w coś, co nazwałbym dronowymi ragami. W tym przypadku gitarowy fingerpicking został okryty delikatną, jak i nieco szorstkawą elektroniką wyśmienicie imitującą różne odcienie pogody – np. wiatr. Taką twórczość od od lat kultywują choćby Mike Cooper, Kim Myha, Stein Urheim i nie tylko.

„Andrew Tuttle” wspomoże lub nada bieg, niejednej wewnętrznej introspekcji!

25.05.2018 | Someone Good (sublabel Room40)

 

Strona Andrew Tuttle »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze