IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.



Andrew Tuttle

Eksperymentalny folk rozgościł się w sztokholmskim studiu EMS.  

Dwa lata temu pisałem pozytywnie o poprzednim albumie australijskiego kompozytora, gitarzysty, banjonisty i improwizatora Andrew Tuttle’ego – „Fantasy League”. Najnowsze wydawnictwo nosi tytuł po prostu „Andrew Tuttle” i jest jego trzecim krążkiem wydanym pod własnym nazwiskiem. W latach 2004-2013 Tuttle nagrywał jako Anonymeye.

Utwory na płytę „Andrew Tuttle” nabrały określonej formy w czasie dwutygodniowego pobytu Andrew w słynnym szwedzkim Elektronmusikstudion EMS, gdzie nawiązał współpracę z Charliem Parrem (gitara elektryczna), Diną Maccabee (altówka), Chrisem Rainierem (gitara preparowana) i Joelem Saundersem (trąbka). Choć tak naprawdę pomysły zrodziły się w jego ojczystym kraju i stały się odwzorowaniem codzienność artysty z rodzinnego miasta Brisbane. Spacery, wiatr, zachody słońca, palmy oraz czas spędzony z rodziną. Dużo pozytywnych uczuć ukryło się wewnątrz kompozycji, które wydostają się na zewnątrz – tuląc i chroniąc nasz stan ducha przed złowieszczą rzeczywistością.


Amerykański prymitywizm jest tu kluczową przestrzenią (gitara akustyczna / banjo), w której dobrze odnajduje się minimalistyczna elektronika (najczęściej ambient). Momentami nastrój przechodzi w coś, co nazwałbym dronowymi ragami. W tym przypadku gitarowy fingerpicking został okryty delikatną, jak i nieco szorstkawą elektroniką wyśmienicie imitującą różne odcienie pogody – np. wiatr. Taką twórczość od od lat kultywują choćby Mike Cooper, Kim Myha, Stein Urheim i nie tylko.

„Andrew Tuttle” wspomoże lub nada bieg, niejednej wewnętrznej introspekcji!

25.05.2018 | Someone Good (sublabel Room40)

 

Strona Andrew Tuttle »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze