Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.



Andrew Tuttle

Eksperymentalny folk rozgościł się w sztokholmskim studiu EMS.  

Dwa lata temu pisałem pozytywnie o poprzednim albumie australijskiego kompozytora, gitarzysty, banjonisty i improwizatora Andrew Tuttle’ego – „Fantasy League”. Najnowsze wydawnictwo nosi tytuł po prostu „Andrew Tuttle” i jest jego trzecim krążkiem wydanym pod własnym nazwiskiem. W latach 2004-2013 Tuttle nagrywał jako Anonymeye.

Utwory na płytę „Andrew Tuttle” nabrały określonej formy w czasie dwutygodniowego pobytu Andrew w słynnym szwedzkim Elektronmusikstudion EMS, gdzie nawiązał współpracę z Charliem Parrem (gitara elektryczna), Diną Maccabee (altówka), Chrisem Rainierem (gitara preparowana) i Joelem Saundersem (trąbka). Choć tak naprawdę pomysły zrodziły się w jego ojczystym kraju i stały się odwzorowaniem codzienność artysty z rodzinnego miasta Brisbane. Spacery, wiatr, zachody słońca, palmy oraz czas spędzony z rodziną. Dużo pozytywnych uczuć ukryło się wewnątrz kompozycji, które wydostają się na zewnątrz – tuląc i chroniąc nasz stan ducha przed złowieszczą rzeczywistością.


Amerykański prymitywizm jest tu kluczową przestrzenią (gitara akustyczna / banjo), w której dobrze odnajduje się minimalistyczna elektronika (najczęściej ambient). Momentami nastrój przechodzi w coś, co nazwałbym dronowymi ragami. W tym przypadku gitarowy fingerpicking został okryty delikatną, jak i nieco szorstkawą elektroniką wyśmienicie imitującą różne odcienie pogody – np. wiatr. Taką twórczość od od lat kultywują choćby Mike Cooper, Kim Myha, Stein Urheim i nie tylko.

„Andrew Tuttle” wspomoże lub nada bieg, niejednej wewnętrznej introspekcji!

25.05.2018 | Someone Good (sublabel Room40)

 

Strona Andrew Tuttle »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze