HVL – Rhythmic Sonatas
Paweł Gzyl:

Jak to się robi w Gruzji.

Marek Kamiński – Not Here
Łukasz Komła:

Patrzeć w gwiazdy leżąc wśród nich.

These New Puritans – Inside The Rose
Maciej Kaczmarski:

Na wzburzonym morzu.

Christian Löffler – Graal (Prologue)
Paweł Gzyl:

Popowo i trance’owo.

Ifriqiyya Electrique – Laylet el Booree
Łukasz Komła:

Jeszcze więcej krwi, potu i transu!

Tommy Four Seven – Veer
Paweł Gzyl:

Brytyjski mocarz powraca wreszcie z nowym albumem.

Stefan Goldmann – Tacit Script
Paweł Gzyl:

Konceptualna awangarda wywiedziona z techno i house’u.

DJ Spider – Democide
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku.

Sonmi451 – Nachtmuziek
Ania Pietrzak:

„Nie przeszkadzać”.

Janus Rasmussen – Vin
Mateusz Piżyński:

Deep house’owy kalendarz połówki Kiasmosa.

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 1
Paweł Gzyl:

Nowy cykl kompilacji kolońskiej tłoczni.

Psyk – A Moment Before
Paweł Gzyl:

Hiszpański producent wraca do swoich korzeni.

Mary Lattimore & Mac McCaughan – New Rain Duets
Jarek Szczęsny:

Cztery utwory, dwoje wykonawców i jedna sesja na żywo.

Chúpame El Dedo – No Te Metas Con Satan
Łukasz Komła:

Psychodeliczna cumbia staje do walki z Szatanem!



Thomas Fehlmann – Los Lagos

Dyskretny urok muzyki niemieckiego weterana.

W przyszłym roku minie czterdzieści lat, od momentu kiedy Thomas Fehlmann rozpoczął swą działalność muzyczną. Choć pochodzi ze Szwajcarii, od czasu wyjazdu na studia do Hamburga jest związany z niemiecką sceną. Początkowo współtworzył post-punkowy nurt Neue Deutsche Welle, działając w zespole Palais Schaumburg, a potem stał się pionierem nowej elektroniki, tworząc projekty Ready Made, Ingator, Schizophrenia czy Sally Davis Junior. W tym samym czasie nawiązał również współpracę z Alexem Patersonem – i na następne ćwierć wieku stał się jedynym poza liderem stałym członkiem The Orb.

Ponieważ The Orb przeżywa w ostatnich latach renesans swej aktywności, serwując kolejne świetne albumy, siłą rzeczy Thomas Fehlmann skupił się na zespołowej dzielności. Do czasu jednak – po ośmiu latach pauzy otrzymujemy bowiem wreszcie jego nowy album solowy. To już szósta autorska płyta artysty. Zadebiutował w tej formule w 1998 roku, wydając nakładem Apollo „Good Fridge: Flowing: Ninezeronineeight”. Kolejne wydawnictwa wydawał mu przede wszystkim Kompakt – i nic w tym dziwnego, bo ciepła i organiczna muzyka artysty idealnie pasuje do katalogu kolońskiej firmy. Tak też jest i z jego najnowszym dziełem.

Już otwierający płytę „Löwenzahnzimmer” wprowadza nas w klimat muzyki Thomasa Fehlmanna: to minimalowa wersja dub techno o zredukowanym pulsie i ćwierkających glitchach. Podobnie rzecz się ma z „Window”, choć tym razem w głównej roli występują kumkające akordy układające się w nieoczywistą melodię. Bliżej dub-house’u lokują się „Morrislouis” i „Tempelhof”, łącząc dubowe basy z pobrzękującymi melodiami. Zwalisty bit rodem z dub-techno powraca za sprawą „Freiluft” – a wspomagają go świetliste pasaże syntezatorów. W „Neverevernever” trafiamy na łagodnie bujające downtempo, w którym jest miejsce na jazzowe sample i pastelową elektronikę. „Geworden” z kolei mógłby znaleźć się na płycie The Orb – bo to podwodny ambient, zanurzony w szeleszczących efektach i rozwibrowanych klawiszach.

Tak jak wszystkie poprzednie albumy Thomasa Fehlmanna, tak również „Los Lagos” ma niezobowiązujący ton. Muzyka z krążka ma ten specyficzny posmak czegoś, co powstało bez zbędnego napinania się na osiągnięcie jakiegoś spektakularnego efektu. Ale choć utwory na krążku są zrelaksowane i wyluzowane, trudno nie zachwycić się ich kunsztowną konstrukcją, niebanalną melodyką czy sugestywnym klimatem. Wszystko to niemiecki producent osiąga jednak bez jakiegoś wielkiego wysiłku, jakby mimochodem czy niechcący. Ten ulotny urok muzyki słynnego weterana jest w dzisiejszych czasach czymś wyjątkowym – dlatego warto poddać się mu choć na godzinę.

Kompakt 2018

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.facebook.com/thefield

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Diuna

    Niczym kolaboracja z Gez Varleyem. Bardzo porządny album.