Frame – The Journey
Jarek Szczęsny:

Spacer po kosmicznej pustce.

Hauschka – A Different Forest
Jarek Szczęsny:

Intymny nastrój nie wystarczył.

The Chi Factory – The Mantra Recordings
Ania Pietrzak:

„Na początku była miłość.”

Jozef van Wissem & Jim Jarmusch – An Attempt To Draw Aside The Veil
Maciej Kaczmarski:

Muzyka jak poezja.

Wolność – Nowa Kolonia
Jarek Szczęsny:

Wolność na wolności.

Babadag – Šulinys
Jarek Szczęsny:

Nie budźcie śniącego.

Lee Gamble – In A Paraventral Scale
Paweł Gzyl:

Początek trylogii.

Maurice Louca – Elephantine
Łukasz Komła:

Gargantuiczna bliskość jazzowego kosmosu.

Hoera. – ≈
Łukasz Komła:

Uderzająca subtelność. 

Julia Kent – Temporal
Jarek Szczęsny:

Hipnotyzowanie słuchacza.

Bendik Giske – Surrender
Jarek Szczęsny:

Zagwozdka.

Wiktor Stribog – Poradnik Uśmiechu OST
Stanisław Bryś:

Grzybowe melodie w duchologicznym sosie. 

Orphan Ann – The Practice Of Surrender
Paweł Gzyl:

Piękno w mroku.

Ami Shavit – Yom Kippur 1973
Jarek Szczęsny:

Inspirowane wojną.



Tajak – Ciclos

Meksykańskie trio pokazuje, że wciąż można zaskoczyć połączeniem gitarowej psychodelii, dronów i shoegaze’u!

Ci, którzy odwiedzili zeszłoroczną edycję gdańskiego SpaceFestu powinni doskonale znać muzykę grupy Tajak, z bardzo prostego powodu, ponieważ zagrali tam panowie Curvo (perkusja), Coco (bas, wokal, flet, okaryna) i Ñois (gitara, wokal, 12-strunowa gitara, sitar). Podejrzyjcie, jak było w Gdańsku.

Zespół Tajak powstał w 2014 roku w Mexico City (ich profil na Bandcamp), mimo że muzycy pochodzą z półwyspu Baja California. Udało mi się rozwikłać znaczenie słowa „Tajak” – wyjętego z dialektu kiliwa grupy etnicznej zamieszkującej ich rodzinny półwysep, które po zamianie na język hiszpański oznacza „esqueleto”, czyli „szkielet”. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że do tej pory wydali trzy albumy i jedną EP-kę. Tegoroczny krążek nosi tytuł „Ciclos” i ukaże się nakładem peruwiańskiej wytwórni Buh Records.

Niestety, ale jeszcze nie doświadczyłem koncertowego oblicza Tajak, choć czytając różne relacje z ich koncertów, często trafiałem w wypowiedziach, że lubią rozciągać kompozycje w nieskończoność, a ponoć robią to świetnie (widać to podczas występu na SpaceFest). Materiał z „Ciclos” zaskakuje eterycznym i nieoczywistym brzmieniem, którego szkielet został ulepiony w oparciu o klasyczne instrumentarium (pomijam sitar, okarynę czy flet). Drapieżność miesza się tu z post-rockową melancholią lat 90. O tym pierwszym aspekcie świadczą chociażby utwory „El Despertar” i „Don’t Know Why”, mające coś z My Bloody Valentine i Slowdive, ale zostały wytaczane w błocie gitarowych przesterów. Z kolei bezpretensjonalna nostalgia sączy się z „Camino” oraz „En el Centro de la Sierra”, co daje sporą nadzieję, że nadal warto łączyć post-rocka z slowcore’em i etniczną mistyką.


Z tytułowego „Ciclos” zaś wyrastają w tempie slow psychodeliczne pąki i gitarowa ściana dobrze zasuszonej latorośli. W zamykającym całość „Campanas” słychać sitar, dronową elektronikę, syntezatory i wokal kąpiący się w psychodelicznym echu – mistyczny sztos!

„Camino” może przywołać w pamięci wspólne płyty Jozefa van Wissema i Jima Jarmusha, ale już mocno zawstydzi np. dinozaurów post-rocka spod gwiazdy Mogwai, którzy niestety, ale wciąż usilnie próbują reanimować swoje nieudolne ambicje. Meksykanom zdecydowanie bliżej do poziomu My Bloody Valentine, Low, Slowdive, Pan American czy Labradford, a to powinno stanowić poważną rekomendację. Całe szczęście, nie jest to tylko gra w skojarzenia, gdyż Tajak potrafi sami wytyczyć ścieżkę usypaną z odrębności.

15.09.2018 | Buh Records 

 

Strona Facebook Tajak »Strona Buh Records »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze