Lawrence – Illusion
Paweł Gzyl:

Elegancko, stylowo i powściągliwie.

VA – Music of Northern and Southern Laos
Łukasz Komła:

Kompilacja nie ukazuje walki między północą a południem. Kink Gong nadstawił ucho w obu częściach Laosu, tam gdzie zanika tradycja.

Manu Delago – Parasol Peak
Jarek Szczęsny:

Wspinaczka z instrumentami.

Emika ‎– Falling In Love With Sadness
Mateusz Piżyński:

Czy uptempo to dobra kanwa na smutne opowieści?

Terence Fixmer – Through The Cortex
Paweł Gzyl:

Nastrój, nie energia.

Mazutti – Kształt Jazzu Który Ma Dojść
Jarek Szczęsny:

Albo i nie.

Aphex Twin – Collapse EP
Ania Pietrzak:

Ukochany troll częstuje kryształami.

Tim Hecker – Konoyo
Jarek Szczęsny:

Wkurz przemądrzałego realistę.

Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.
Paweł Gzyl:

Kolejny krok w stronę eksperymentu. Paul Rich przeszedł od swego debiutu w 2006 roku w barwach Resopal Schallware do dzisiaj długą i krętą drogę. Zaczynał od minimalowej wersji tech-house’u, która modna była w minionej dekadzie. Nagrywał więc dla wydających taką […]

Envee, Teielte oraz Petite Noir
Jarek Szczęsny:

Polska i reszta świata.

The Lotus Eaters – Desatura
Paweł Gzyl:

Wycinki ze studyjnych improwizacji.

Marie Davidson – Working Class Woman
Jarek Szczęsny:

Alternatywny bal.

Puce Mary – The Drought
Paweł Gzyl:

Dominacja czy uległość?

The Dumplings // Oxford Drama
Jarek Szczęsny:

Młodzi, zdolni, elektroniczni.



Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.

Kolejny krok w stronę eksperymentu.

Paul Rich przeszedł od swego debiutu w 2006 roku w barwach Resopal Schallware do dzisiaj długą i krętą drogę. Zaczynał od minimalowej wersji tech-house’u, która modna była w minionej dekadzie. Nagrywał więc dla wydających taką muzykę wytwórni: wspomnianej Resopal Schallware, ale też Get Physical, Cocoon czy Wagon Repair. Wraz z początkiem obecnego dziesięciolecia nagrania francuskiego producenta zaczęły nabierać mocy i ciężaru. W efekcie lądowały one w katalogach Drumcode, SCI+TEC czy prowadzonej przez samego artystę Quartz Music.

Prawdziwa przemiana dokonała się Richu dopiero w zeszłym roku. Wtedy to światło dzienne ujrzał debiutancki album jego nowego projektu – Kaczmarek. Pod nazwiskiem panieńskim matki (o niewątpliwie polskich konotacjach) nagrał album, który wypełniało mroczne i twarde techno. Płyta zatytułowana dowcipnie „IIIIIIIIIIIIII” spodobała się w klubowym undergroundzie i doczekała się sequela w postaci EP-ki z remiksami w wykonaniu takich tuzów, jak Sterac, Vril czy Djedjotronic. Paryski producent nabrał nowego wiatru w żagle – i dziś serwuje nam już drugi album swojego projektu.

Płytę otwiera eksperymentalne nagranie, łączące wijące się smugi z podwodnymi pasażami klawiszy („1111”). To zaledwie wstęp: wątki te rozwija kolejna kompozycja, gdzie basowej pulsacji wyznaczającej rytm towarzyszą fabryczne perkusjonalia („2222”). Potężny pochód zdubowanego basu jest podstawą również dwóch następnych utworów. Tym razem towarzyszą im acidowe dźwięki („3333”) i kosmiczne efekty (4444”). Wszystko to znajduje kumulację w centralnej części zestawu, objawiając się w postaci zwalistego dubstepu o rwanym rytmie i chmurnych syntezatorach („5555”) i („6666).

Gdyby płyta skończyła się w tym momencie – mielibyśmy do czynienia z wyjątkowo udanym materiałem. Niestety: pojawiają się jeszcze trzy kolejne nagrania, które rozczarowują swą konstrukcją i brzmieniem. O ile tribalowe eksperymenty wsparte strzelistymi partiami klawiszy w „7777” ujdą w tłoku, tak wycieczki w stronę drum’n’bassu i breakbeatu w „8888” i „9999” wypadają nadzwyczaj nieporadnie i niezbornie. Pomimo tego niefortunnego finału reszta płyty jest udana: Rich miesza stylistyki i podaje je na eksperymentalną modłę, zaskakując słuchacza przestrzennym i wielobarwnym brzmieniem.

KCZRMK 2018

www.facebook.com/kaczmarekofficial

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze