Unknown Landscapes Vol. 6 – Mixed & Selected By Lewis Fautzi
Paweł Gzyl:

Mocno, hipnotycznie i… przewidywalnie.

Teo Olter – Mirów
Jarek Szczęsny:

Strefa komfortu.

John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.

Kuzu – Hiljaisuus
Jarek Szczęsny:

Konieczna dawka brutalizmu.

Antigone – Rising
Paweł Gzyl:

Tour de force francuskiego producenta.



Tim Hecker – Konoyo

Wkurz przemądrzałego realistę.

W październikowym numerze miesięcznika „Pismo.” znaleźć można interesujący wywiad z profesorem Rochem Sulimą, którego udzielił Rafałowi Księżykowi („Niskie style” zabawna sprawa, że tytuł w wersji papierowej różni się od tego w internecie, ale treść ta sama). Otóż padają w nim takie słowa z ust profesorskich: „Człowiek musi koordynować swoje działania, odnajdywać ich spójność, ich sens. Otaczająca nas dziś hiperrzeczywistość nie wymyśliła zasadniczo innych sposobów spania, jedzenia, wydalania, umierania, dochodzenia do pełnoletności czy korzystania z biologiczno-kulturowych skutków przyjęcia postawy pionowej, która zapewne w dużym stopniu odpowiada za nasze uczłowieczenie i uspołecznienie.”. Podobnie mam z najnowszym krążkiem Tima Heckera, z którego aż kipi nadmiar ambicji, aby zdeformować naszą rzeczywistość, ale efektów tego nijak nie można odczuć.

Kanadyjczyk pojechał, aż na dwór cesarski do Japonii, aby zarejestrować grę tradycyjnego zespołu gagaku. Konkretnie była to świątynia w Tokio, ale muzyka należy do tych granych od wieków. Pomysł dobry, jak to u Heckera, ale z realizacją gorzej. Bo jego lub też nieżyjącego Jóhanna Jóhannssona, który tę myśl u kolegi zaszczepił, koncepcja nie wyszła najlepiej. „Konoyo” nie jest zbiorem tradycyjnych dźwięków japońskich, a efektem ich przetworzenia i dozbrojenia przez elektroniczne wsporniki. Hecker rozwodnił niepotrzebnie niektóre utwory jak „A sodium codec haze”.

Naprawdę nieźle się płyta zaczyna. „This life” brzmi niczym ostrzeżenie przed bombardowaniem. Wprowadza dezorientujące przekształcenia i wprawia cały swój mechanizm w swoiste dryfowanie. Z tym dryfowaniem to akurat dobre porównanie, gdyż w „Konoyo” brakuje mi szczególnie puent oraz tak potrzebnych zagęszczeń. Podoba mi się „Keyed out”, który zawiera w sobie surowiznę Bena Frosta, ale jest przedobrzony przez swój czas trwania. Natomiast kompletnie nie przekonuje mnie „In Death Valley”.

Dobrze wypada zakończenie w postaci „Across to Anoyo”. Pomimo piętnastu minut trwania utrzymuje uwagę słuchacza na sobie. Dramatyczne zwroty są dobrze osadzone, Hecker potwierdza, że umie robić muzykę i choć czuć w tym zbyt duże dążenie do wielkości, ale w końcowym rozrachunku to nie przeszkadza żeby odczuwać satysfakcję. Zmierzając ku końcowi napiszę, że „Konoyo” to płyta średnia i może jestem przemądrzałym realistą, ale na mnie to nie działa zupełnie. Doceniam maestrię, próbę utkania delikatnego piękna, ale razi miejscami kiełkujący banał i kilka chwil nieznośnej i nudnej dłużyzny. Może o to Heckerowi chodziło, aby podrażnić takich jak ja, dając prztyczka w nos, przeszkadzając niczym mucha w dobrym samopoczuciu. Cóż, udało się.

Kranky | 2018

Bandcamp
FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze