Various Artists – 10 Years of Monkeytown
Paweł Gzyl:

Spojrzenie wstecz.

EABS – Slavic Spirits
Jarek Szczęsny:

Jazz w bardo.

Bartosz Kruczyński – Baltic Beat II
Jarek Szczęsny:

Nie chciałbym przesłodzić.

Resina – Traces (Remixes)
Mateusz Piżyński:

Najnowsze wydawnictwo naszej rodzimej, bardzo utalentowanej, artystki, Karoliny Rec (aka Resina) to zestaw 5 utworów, gdzie cztery to genialne reinterpretacje, za którymi stoją Abul Mogard, Lotic, Ben Frost i William Criag.

Różni artyści – Portrety
Jarek Szczęsny:

Sami perkusiści.

Tracey – Biostar
Paweł Gzyl:

Pastelowe electro wyjęte z klubowego kontekstu.

Laurence Pike – Holy Spring
Jarek Szczęsny:

Łyżeczką, a nie chochlą.

Altstadt Echo – This Work Contains Lead
Paweł Gzyl:

Rozdarcie między światem ducha i materii.

Luis Vicente & Vasco Trilla – A Brighter Side of Darkness
Łukasz Komła:

Rogate flow sięgające głębin.

Matias Aguyao – Support Alien Invasion
Paweł Gzyl:

Najbardziej wymagający album chilijskiego producenta.

Coil – Live Five
Maciej Kaczmarski:

Niewyrażalna intymność.

Vin Sol – Planet Trash
Paweł Gzyl:

Od house’u do ambientu.

Flying Lotus – Flamagra
Bartek Woynicz:

Fire Walk with Me.

Mazut – Promień
Jarek Szczęsny:

Nadmiar bywa szkodliwy.



Tim Hecker – Konoyo

Wkurz przemądrzałego realistę.

W październikowym numerze miesięcznika „Pismo.” znaleźć można interesujący wywiad z profesorem Rochem Sulimą, którego udzielił Rafałowi Księżykowi („Niskie style” zabawna sprawa, że tytuł w wersji papierowej różni się od tego w internecie, ale treść ta sama). Otóż padają w nim takie słowa z ust profesorskich: „Człowiek musi koordynować swoje działania, odnajdywać ich spójność, ich sens. Otaczająca nas dziś hiperrzeczywistość nie wymyśliła zasadniczo innych sposobów spania, jedzenia, wydalania, umierania, dochodzenia do pełnoletności czy korzystania z biologiczno-kulturowych skutków przyjęcia postawy pionowej, która zapewne w dużym stopniu odpowiada za nasze uczłowieczenie i uspołecznienie.”. Podobnie mam z najnowszym krążkiem Tima Heckera, z którego aż kipi nadmiar ambicji, aby zdeformować naszą rzeczywistość, ale efektów tego nijak nie można odczuć.

Kanadyjczyk pojechał, aż na dwór cesarski do Japonii, aby zarejestrować grę tradycyjnego zespołu gagaku. Konkretnie była to świątynia w Tokio, ale muzyka należy do tych granych od wieków. Pomysł dobry, jak to u Heckera, ale z realizacją gorzej. Bo jego lub też nieżyjącego Jóhanna Jóhannssona, który tę myśl u kolegi zaszczepił, koncepcja nie wyszła najlepiej. „Konoyo” nie jest zbiorem tradycyjnych dźwięków japońskich, a efektem ich przetworzenia i dozbrojenia przez elektroniczne wsporniki. Hecker rozwodnił niepotrzebnie niektóre utwory jak „A sodium codec haze”.

Naprawdę nieźle się płyta zaczyna. „This life” brzmi niczym ostrzeżenie przed bombardowaniem. Wprowadza dezorientujące przekształcenia i wprawia cały swój mechanizm w swoiste dryfowanie. Z tym dryfowaniem to akurat dobre porównanie, gdyż w „Konoyo” brakuje mi szczególnie puent oraz tak potrzebnych zagęszczeń. Podoba mi się „Keyed out”, który zawiera w sobie surowiznę Bena Frosta, ale jest przedobrzony przez swój czas trwania. Natomiast kompletnie nie przekonuje mnie „In Death Valley”.

Dobrze wypada zakończenie w postaci „Across to Anoyo”. Pomimo piętnastu minut trwania utrzymuje uwagę słuchacza na sobie. Dramatyczne zwroty są dobrze osadzone, Hecker potwierdza, że umie robić muzykę i choć czuć w tym zbyt duże dążenie do wielkości, ale w końcowym rozrachunku to nie przeszkadza żeby odczuwać satysfakcję. Zmierzając ku końcowi napiszę, że „Konoyo” to płyta średnia i może jestem przemądrzałym realistą, ale na mnie to nie działa zupełnie. Doceniam maestrię, próbę utkania delikatnego piękna, ale razi miejscami kiełkujący banał i kilka chwil nieznośnej i nudnej dłużyzny. Może o to Heckerowi chodziło, aby podrażnić takich jak ja, dając prztyczka w nos, przeszkadzając niczym mucha w dobrym samopoczuciu. Cóż, udało się.

Kranky | 2018

Bandcamp
FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze