Ovandra – Retrofuture
Paweł Gzyl:

Radosne buszowanie w skarbcu trance’owych brzmień.

Ben LaMar Gay – Confetti In The Sky Like Fireworks (This Is Bate Bola OST)
Łukasz Komła:

Tym razem Ben LaMar Gay w roli kompozytora muzyki filmowej. Obraz „This Is Bate Bola” pokazuje mało znane oblicze brazylijskiego karnawału.

William Basinski – On Time Out of Time
Ania Pietrzak:

Powrót do przyszłości.

Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.



Aphex Twin – Collapse EP

Ukochany troll częstuje kryształami.

Co się tyczy „nowego Ejfeksa” to właściwie jestem w kropce. Bo co jeszcze dodać nt. wydawnictwa, o którym wszyscy mówili zanim się ukazało, a w dniu premiery Internet po prostu zalała okładka i dźwięki „Collapse” (tak bardzo, że po powrocie do domu w piątek 14 września byłam przekonana, że Ryszard siedzi w mojej lodówce w dziwacznym anturażu i spija mi piwo). Co jeszcze dodać o najgenialniejszym elektronicznym artyście wszech czasów, który ma fanów tak oddanych, że odważę się założyć (o jakieś dobre piwo!), że lepiej pamiętają szalone nazwy jego kawałków niż on sam i którzy w kilka minut wykupują nietanie bilety na jego coraz rzadsze występy ? Pewnie niewiele. Bo mówiąc krótko i wprost: miesiąc temu Aphex Twin wrócił z nową EP-ką, której odsłuch dosłownie rozsadza umysł.

„Collapse” jest jak dotychczas zdecydowanie najbardziej skondensowanym wydawnictwem Richarda D. Jamesa. Weźmy promujący wydawnictwo „T69 collapse” (do którego teledysk miał mieć premierę w nocnym paśmie Cartoon Network, co się jednak nie wydarzyło, bo nie przeszedł obowiązkowego w Anglii testu Hardinga, oceniającego materiały video pod kątem ryzyka wywołania napadów epileptycznych…). Otwierający, przyjemny IDM przeradza się w niepojętą breakbeatową miazgę, która wyłazi z niego na poziomie drugiej minuty. I mimo, że po 1,5 minuty znów wpadamy na jakiś melodyjny IDM, to trudno zapomnieć, a już tym bardziej ogarnąć, to co się muzycznie przed chwilą wydarzyło. Słuchasz, odtwarzasz ponownie, znowu słuchasz i odtwarzasz ponownie. I kiedy wydaje się, że już coś jest jasne, nagle znów łapiesz się na czymś nowym. To było w tym kawałku od początku? No way.

Wielopoziomowe, wieloelementowe, a jednocześnie przenikające się struktury charakterystyczne dla każdego z pięciu utworów z „Collapse”, choć nie są czymś zupełnie nowym w twórczości Richarda D. Jamesa, to jednak sprawiają wrażenie absolutnie świeżych, nieeksplorowanych dotychczas. Prawda jest taka, że Aphex w istocie przez całą karierę budował utwory opierając je o wiele zmiennych i układając je na przenikających się płaszczyznach przy czym – i tu sedno poczucia nowości – nigdy nie kondensował ich tak silnie jak na „Collapse”, której brzmienie jest niezwykle gęste i nasycone w stopniu zróżnicowanym wielokrotnie i na wręcz nieskończonej liczbie poziomów. Można się zastanawiać czemu zostało to wszystko poszatkowane na utwory – „T69 collapse”, „1st44”, „MT1 t29r2”, „pthex” – skoro tu właściwie każda sekunda jest inna, a co mówić o minucie. Sekundę jest błogo, w kolejnej zgrzytasz zębami.

Na „Collapse” Aphex pogrywa ze słuchaczami i testuje ich wytrzymałość, jak i jednocześnie uśmiecha się szelmowsko do młodych twórców IDM / breakbeat (choćby Lanarka Artefaxa), chcąc ich wciągnąć w muzyczne wyrafinowane gierki, w których przebiegły rudy lis z Kornwalii jest obłędny. Aphex to jednak genialny solista. Może drażnić i trollować, a i tak człowiek ma do niego wyjątkową słabość. Słuchając „Collapse” masz pewność, że na świecie jest tylko jeden człowiek, który może być twórcą tego potężnego szaleństwa, które w pół godziny wywraca do góry nogami wszystko co do tej pory uważaliśmy za poznane i oswojone w elektronice. Z drugiej strony w „Abundance10edit[2 R8’s, FZ20m & A 909]” zaprasza:

„Give me your hand, my friend,
And I will lead you to a land of abundance, joy, and happiness.”

A więc wiemy, że Aphex jest genialny. A teraz wiemy, że jest też hojny. Bo czy wiecie, że „Collapse” to MDMA? Kryształka? Ryszard naprawdę nie żałuje nikomu.

14 września 2018 r. | Warp Records

Profil Aphexa na Facebooku » Oficjalna strona Aphexa + ODSŁUCH CAŁEJ COLLAPSE EP » Profil Warp Records na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze