Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.

Solange – When I Get Home
Jarek Szczęsny:

Brakująca kropka.

Zaumne – Błysk
Jarek Szczęsny:

Zapętl to w nieskończoność.



Kajsa Lindgren – WOMB

Warto zapoznać się z debiutancką płytą Kajsy Lindgren. Elektroakustyka w ambientowym kokonie!   

Kajsa Lindgren (ur. 1990) to szwedzka kompozytorka i artystka dźwiękowa. Ukończyła Royal College of Music w Sztokholmie, w dziedzinie kompozycji elektroakustycznej. Pracuje głównie z field recordingiem (często są to fragmenty rozmów), łącząc go z warstwą elektroniczną. Takie opisy można zastosować przy prawie każdym wydawanym dziś albumie z eksperymentalną elektroniką.

„WOMB” (Hyperdelia | 15.06.2018) odrywa się od utartych schematów, będąc bardzo ciekawą substancją dźwiękową. Materiał wyjściowy w pierwszej kolejności powstał na bazie nagrań terenowych (odgłosy natury, ciała, strzępki rozmów), po czym został ponownie nagrany, ale już pod wodą w basenie. Następnie Lindgren przetworzyła tak utwory, by nadawały się do stereofonicznego słuchania.

Swobodnie dryfujące hydrofony umożliwiły zarejestrowanie surrealistycznej i rozległej przestrzeni o nieokreślonym źródle. Zwiedzamy wyimaginowany las („Forest”) czy ogród („The Garden”). Ten drugi spacer przypomina fonopoetyką bardziej dno oceanu niż chodzenie po trawie i wąchanie kwiatów. Wyczuwalna jest także dźwiękowa bliskość z wszechświatem, chodzi mi tu o elektroniczne sekwencje wygenerowane z niskich tonów, które w intrygujący sposób przełamują statyczną zawiesinę elektroakustycznych dronów. Owe „zjawy” słychać np. w „The Garden”, „All the Other Children”. Są również takie fragmenty, gdzie ma się wrażenie podwodnego obcowania z współczesną muzyką poważną („The Inanimate World pt. 1 i pt. 2”), dochodzącą do nas gdzieś z daleka, spoza innej rzeczywistości.

 

Strona Hyperdelia »Profil na Facebooku »

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze