Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.

Solange – When I Get Home
Jarek Szczęsny:

Brakująca kropka.

Zaumne – Błysk
Jarek Szczęsny:

Zapętl to w nieskończoność.



Jessica Moss – Entanglement

Swoją drogą.

Kanadyjska skrzypaczka Jessica Moss należy do grona moich ulubionych typów muzyków. To artyści, którym rzeczywistość wokół nie przeszkadza w tworzeniu. Wpływa na ostateczny kształt ich repertuaru, w sferze ogólnej nie są wobec niej obojętni, ale w chwilach głębokiego natchnienia nie jest w stanie ich zainteresować. W każdym razie takie wrażenie pozostawia po sobie kontakt z twórczością członkini zespołu Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra. Jej poprzedni album „Pools of Light” przynosił sporą dawkę minimalizmu pełnego narracji o otaczającym nas świecie. Jej najnowszy krążek „Entanglement” zajmuje się ezoterycznymi zagadnieniami.

Żeby było trudniej Moss w opisie swojej płyty podaje, iż metaforą do opisania ezoterycznych zagadnień ma być teoria kwantowa. Pójdźmy za nią dalej, gdy twierdzi, że najbardziej interesuje ją proces tworzenia połączeń energetycznych, a dokładniej o najmniejszą składową tego procesu, czyli o cząsteczki. Brzmi to mgliście, delikatnie rzecz ujmując, ale najważniejsze, że muzycznie działa. Dwudziestodwuminutowy „Particles” to tajemniczy twór o posępnej naturze, ale bardzo precyzyjnej konstrukcji. Kilkukrotne przesłuchanie tego dzieła każe wykluczyć przypadkowość, a wynieść na piedestał wyjątkowość utworu.

Początek przypomina właśnie cząsteczki ruchu. Coś jakby narodziny materii. Dopiero po paru minutach następuje cudna, strunowa erupcja. Dalej kroczymy po polu muzyki klasycznej spod znaku gry światłem. Ostatnią część stanowią boleściwe głosy na tle elektronicznych płaszczyzn. Drugą część albumu wypełnia czteroczęściowy utwór „Fractals (Truth)”. W większej części jest to gra skrzypiec z elektronicznymi bodźcami lub bez. Naturalnie dochodzi do tego żonglerka stylem i tempem.

W części drugiej na przykład pojawia się więcej tonów pogodniejszych. Można się pokusić o nazwanie niektórych partii jako uroczych. Moss zwyczajnie wykorzystuje swoje doświadczenie i umiejętności po to, aby oddawać najwierniej jak to możliwe nastrój. Zupełnie inaczej zaczyna się część trzecia, w której dominuje nastrój skupienia i wyciszenia. Najokazalej wypada część zamykająca płytę. Jessica Moss potrafi złamać swoją melodię, wydobyć piękno albo stać się nieprzystępną. „Entanglement” to przykład tego, że warto iść swoją drogą.

Constellation | 2018
Bandcamp
FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze