Joshua Sabin – Sutarti
Paweł Gzyl:

Zew z litewskich lasów.

Thom Yorke – Anima
Maciej Kaczmarski:

1997-2019-2049?

Koza – Mystery Dungeon
Jarek Szczęsny:

Moby Dick.

D. Carbone – A.C.A.B.
Paweł Gzyl:

D. Carbone idzie na wojnę.

Fire! Orchestra – Arrival
Jarek Szczęsny:

Zrobiło się ciszej.

SØS Gunver Ryberg – Entangled
Paweł Gzyl:

Ciekawie, ale za krótko.

Palmer Eldritch – [dog]
Jarek Szczęsny:

Nieustanny proces chwalenia.

LSD – Second Process
Paweł Gzyl:

Kreatywna kooperacja czy skok na kasę?

Lena Andersson – Söder Mälarstrand
Paweł Gzyl:

Owoc studyjnego spotkania Eomaca i Kyoki.

Michał Miegoń & Adam Witkowski – Dwuja
Jarek Szczęsny:

Zawsze słucha się inaczej.

Lost Few – Between The Silence
Paweł Gzyl:

Muzyka na poprzemysłowe przestrzenie.

Jakub Lemiszewski – 2019
Jarek Szczęsny:

W zaczarowanym nastroju.

Kate Tempest – The Book Of Traps And Lessons
Jarek Szczęsny:

Próba uchwycenia bałaganu dzisiejszych czasów.

I Hate Models – L’Age De Metamorphoses
Paweł Gzyl:

Techno o metalowej furii i symfonicznym rozmachu.



Oren Ambarchi & Jim O’Rourke feat. U-Zhaan – Hence

Syntezatory i gitary poganiane tablą!  

23 listopada miała swoją premierę trzecia wspólna płyta Orena Ambarchiego i Jima O’Rourke’a pod tytułem „Hence” (Editions Mego). Tym razem z gościnnym udziałem japońskiego tablisty U-Zhaana.

Pierwszy album duetu „Indeed” ukazał się w 2011 roku, trzy lata później wyszedł „Behold”, a teraz wspomniany „Hence”. Obaj artyści są bardzo zapracowani, wydają solowe płyty (akurat O’Rourke rzadko) i przede wszystkim nagrywają w różnych konstelacjach personalnych. Z ostatnich lat należy pamiętać o solowym krążku Ambarchiego – „Hubris” z 2016 roku, na którym udziela się także O’Rourke. W tym samym roku Amerykanin opublikował znakomity materiał z Christianem Fenneszem – „It’s Hard For Me To Say I’m Sorry”, a po paru miesiącach światło dzienne ujrzał longplay „Wakes on Cerulean” zrealizowany przez Françoisa Bonneta (aka Kassel Jaeger) i O’Rourke’a.

Materiał z „Hence” rozłożył się na dwie długie kompozycje: „Hence One” i „Hence Two”. Pierwsza utrzymana w rozedrganym, improwizowanym i nieco psychodelicznym nastroju. Druga wydaje się ciekawsza, gdzie medytacyjny post-minimalizm miesza się z field recordingiem, New Age’em, ambientem i etnicznym transem. Niestety, ale trudno tu mówić o wielkim dziele, raczej „Hence” rozpatrywałabym w kategorii bardzo miłego spędzenia wieczoru. Wyszły im dość przewidywalne struktury, jak na muzyków takiego formatu.

 

Strona Editions Mego »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze