John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.

Kuzu – Hiljaisuus
Jarek Szczęsny:

Konieczna dawka brutalizmu.

Antigone – Rising
Paweł Gzyl:

Tour de force francuskiego producenta.

Kaos Protokoll – Everyone Nowhere
Łukasz Komła:

Było pytanie, jest odpowiedź!  

We Will Fail – Dancing
Jarek Szczęsny:

Wywrotka przed metą.



Pharoah Chromium / R.A.N.

Proponuję dwie EP-ki. Pharoah Chromium stworzył elektronikę do słów Jeana Geneta, a Turczynka R.A.N. zainspirowała się poezją Bosniana Sabita Efendiego.

Pharoah Chromium – „Jean Genet Quatre heures à Chatila” (Not on label | 16.11.2018)

Staram się śledzić nowe wydawnictwa sygnowane przez Pharoah Chromium. To solowy projekt niemiecko-palestyńskiego muzyka i performera Ghaziego Barakata. W ubiegłym roku pisałem o muzyce duetu Crème De Hassan, założonego przez Faraona wraz z gitarzystą Paulem LaBrecque (znanym z Head of Wantastiquet i Sunburned Hand of the Man). A trzy lata temu odnotowałem fakt pojawienia się EP-ki Pharoah Chromium – „Gaza”, zazębiającej się z najnowszym minialbumem „Jean Genet Quatre heures à Chatila”.

„Gaza” powstała w oparciu o nagrania terenowe nawiązujące w swojej wymowie do krwawych wydarzeń ze Strefy Gazy (Palestyna, 2014). Z kolei „Jean Genet Quatre heures à Chatila” jest tylko wycinkiem przedsięwzięcia, jakie ujrzało światło dzienne w lipcu tego roku, a chodzi o „Eros + Massacre” (dostępne tylko w wersji cyfrowej). Do powstania tych nagrań Barakat zaprosił aktorkę/wokalistkę, pisarza, poetę, antropologa, reżysera filmowego i dziennikarza. Wśród tego zacnego grona znalazła się m.in. Elli Medeiros – urugwajska aktorka i wokalistka, od wielu lat mieszkająca we Francji, która czyta w języku francuskim fragmenty słynnego tekstu Jeana Geneta, pt. „Quatre heures à Chatila” („Cztery godziny w Szatili”) z 1982 roku, do eksperymentalnej elektroniki Pharoah Chromium. Nie kojarzę polskiego tłumaczenia tego tekstu, chyba że się mylę.


Pozwolę sobie w skrócie nakreślić genezę powstania „Quatre heures à Chatila”. We wrześniu 1982 roku francuski pisarz znalazł się – jak podaje większość źródeł – przypadkowo w Bejrucie, gdzie wówczas doszło w ciągu trzech dni do masakry ludności w obozach palestyńskich w Sabrze i Szatili. Warto pamiętać, że Genet był jednym z pierwszych cudzoziemców, któremu udało się przedostać do tych obozów, tym samym był świadkiem zbrodni wojennej (Czerwony Krzyż szacuje, że było ośmiuset zabitach, zaś palestyńskie źródła podają znacznie większą liczbę ofiar). To był akt ludobójstwa falangistów oraz wojsk izraelskich wymierzony przeciwko palestyńskiej ludności cywilnej – starcom, kobietom i dzieciom – mieszkających w obozach.

Siedmiocalową EP-kę wypełniły dwie kompozycje – „Une Photographie A Deux Dimensions…” i „Saint Genet À Chatila” – w formie słuchowiska. Elektronika Pharoah Chromium (ambient miesza się z chropowatym noise’em, dronami i modularnymi konstelacjami niepokojących dźwięków) bardzo trafnie oddała grozę tych makabrycznych wydarzeń, a do tego mamy w uszach przerażające i zarazem poetyckie opisy Geneta. Zacytuję choćby ten jeden skrawek tekstu: La photographie ne saisit pas les mouches ni l’odeur blanche et épaisse de la mort. Elle ne dit pas non plus les sauts qu’il faut faire quand on va d’un cadavre à l’autre. (w wolnym tłumaczeniu: Fotografia nie pokazuje much ani gęstego białego zapachu śmierci. Nie ukazuje też, w jaki sposób należało stawiać kroki nad ciałami, kiedy przechodziło się od jednych do drugich zwłok.)

Strona Facebook Pharoah Chromium »

R.A.N. – „Şeb-i Yelda” (Karlrecords | 31.08.2018)

Pod nieco tajemniczą nazwą R.A.N. (Roads At Night) kryje się Hüma Utku – artystka pochodząca ze Stambułu, ale obecnie mieszkająca w Berlinie. Debiutowała płytą „Her Trembling Ceased” (2015). Później były pojedyncze utwory i remiksy rozsiane po różnych kompilacjach. Lubi też wcielać się w rolę didżejki. W tym formacie rezydowała w 2017 roku w Submarine Studio w Kairze.

Najnowszą EP-ką „Şeb-i Yelda” (w języku perskim oznacza to „najdłuższa noc”) dołączyła do berlińskiego labelu Karlrecords. Nagrania powstały pod wpływem osmańskiego poety Bosniana Sabita Efendiego. Jej utwory można także traktować jako filtr, przez który R.A.N. przepuszcza swoje emocje związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Nie trudno się domyślić, że zderzamy się z atmosferą gniewu, niepokoju, żalu i… nadziei (np. w „Ay” / „Księżyc”). Mroczne „Şeb-i Yelda” znakomicie to wszystko nakreśla, szczególnie ten industrialny beat.


Turczynka łączy w nienahalny sposób elektronikę z żywym brzmieniem tradycyjnych instrumentów, a robi to na tyle inaczej, że chroni się przed zbanalizowanymi schematami. Interesują ją dark ambientowe i zarazem melancholijne drony oraz głębokie basy przeciągnięte szorstkimi efektami. W rezultacie przekłada się to na stworzenie bardzo ciekawej rytmiki, co słychać choćby w „Sabah” („Poranek”). Ostatnia kompozycja „Kul” – i nie tylko – mocno mi się skojarzyła z muzyką i przesłaniem, jakie Fatima Al Qadiri zawarła na swoim wyjątkowym albumie „Brute” (2016). Minialbum „Şeb-i Yelda” sprawił, że będę czekał na kolejne nocne przejażdżki z R.A.N.

 

Strona R.A.N. »Profil na Facebooku »Strona Karlrecords »Profil na Facebooku »

fot. Muhammad Saleh

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze