Rod Modell – Captagon
Paweł Gzyl:

Mistrz dubowych brzmień prezentuje własną wizję techno.

Vanishing Twin – The Age of Immunology
Jarek Szczęsny:

Eskapizm potrzebny od zaraz.

Sstrom – Drenched 1 – 12
Paweł Gzyl:

Surowe techno z uszkodzonego komputera.

Mirt – Greed
Jarek Szczęsny:

Wątłe struktury.

Various Artists – 10 Years of Monkeytown
Paweł Gzyl:

Spojrzenie wstecz.

EABS – Slavic Spirits
Jarek Szczęsny:

Jazz w bardo.

Bartosz Kruczyński – Baltic Beat II
Jarek Szczęsny:

Nie chciałbym przesłodzić.

Resina – Traces (Remixes)
Mateusz Piżyński:

Najnowsze wydawnictwo naszej rodzimej, bardzo utalentowanej, artystki, Karoliny Rec (aka Resina) to zestaw 5 utworów, gdzie cztery to genialne reinterpretacje, za którymi stoją Abul Mogard, Lotic, Ben Frost i William Criag.

Różni artyści – Portrety
Jarek Szczęsny:

Sami perkusiści.

Tracey – Biostar
Paweł Gzyl:

Pastelowe electro wyjęte z klubowego kontekstu.

Laurence Pike – Holy Spring
Jarek Szczęsny:

Łyżeczką, a nie chochlą.

Altstadt Echo – This Work Contains Lead
Paweł Gzyl:

Rozdarcie między światem ducha i materii.

Luis Vicente & Vasco Trilla – A Brighter Side of Darkness
Łukasz Komła:

Rogate flow sięgające głębin.

Matias Aguyao – Support Alien Invasion
Paweł Gzyl:

Najbardziej wymagający album chilijskiego producenta.



Neville Watson – The Midnight Orchard

Soundtrackowe wspomnienie pierwotnego rave’u.

Drugie „lato miłości” w 1988 roku, do którego ścieżkę dźwiękową stanowił chicagowski acid house, było dla wielu jego uczestników niezapomnianym przeżyciem. Do grona tego należy również Neville Watson, który stawiał wtedy swoje pierwsze kroki w dorosłość. Początkowo młody Anglik oddawał się wyłącznie klubowym szaleństwom, by jednak na początku następnej dekady spróbować swych sił w didżejowaniu. Poszło mu na tyle dobrze, że w 1995 roku nagrał pod pseudonimem Protein Boy swoją debiutancką płytę. Wydała ją jego własna wytwórnia Mighty Atom, która była fonograficznym „ramieniem” sklepu muzycznego, który założył w swym rodzinnym Windsorze.

Następne lata ubiegały brytyjskiemu producentowi na mnożeniu swych kooperacji ze swymi kolegami po fachu, czego efektem były takie projekty, jak Clandestine, Strobe Funk czy Thrill Seekers. Wielki sukces przyszedł jednak dopiero pod koniec minionej dekady, kiedy Watson zwarł szyki z Kinkiem – i założył duet specjalizujący się w występach na żywo z całą armią syntezatorów na scenie. Wspólne sukcesy międzynarodowego teamu sprawiły, że bardziej zainteresowano się również autorską twórczością naszego bohatera, w efekcie czego jego nagrania pojawiły się w katalogach takich tłoczni, jak Clone czy Creme Organisation.

Ta ostatnia z wytwórni wydała pięć lat temu debiutancki album Watsona. „Songs To Elevate Pure Hearts” zawierało typową dla tejże wytwórni muzykę – surowy acid house rodem z Chicago. Sukces płyty sprawił, że Watson z powodzeniem zaczął grywać w najważniejszych klubach Europy – od Berghain po Fabric. W międzyczasie na rynek księgarski trafił album „Raving’89”, w którym znalazła się kolekcja fotografii wykonanych przez Neville’a Watsona i jego brata Gavina podczas pierwszych imprez acidhouse’owych w Londynie i Manchesterze. Podsumowaniem tego bogatego okresu w biografii artysty było nawiązanie współpracy z modną firmą Don’t Be Afraid, która właśnie opublikowała jego drugą płytę.

Jej fundament stanowią nagrania, które trudno jednoznacznie zdefiniować. Składają się nań z jednej strony połamane rytmy, które odwołują się do UK garage’u, a z drugiej – acidowe loopy i kosmiczne efekty, tworzące przestrzenne brzmienie bliskie detroitowej wersji techno („Reet Dux” czy „Twin Tub”). Drugie oblicze albumu tworzą jeszcze bardziej abstrakcyjne utwory, lokujące się w formule szeroko pojętego ambientu. To zarówno rozwibrowane klawiszowymi arpeggiami mocno syntezatorowe nagrania („Come On In”), jak również bardziej chilloutowe kompozycje utkane z sampli, kojarzące się z dokonaniami The Irresistable Force’a („Phosphorescent”).

„The Midnight Orchard” to zdecydowanie bardziej ambitny i różnorodny zestaw niż „Songs To Elevate Pure Hearts”. Brytyjski producent zdecydował się na swym drugim albumie popuścić wodze dźwiękowej fantazji – i powstało dzieło wielowymiarowe i niejednoznaczne. Słychać tu oczywiście nostalgię za pierwotnym rave’m, ale zostaje ona pomysłowo przetworzona na soundtrackowe kompozycje, w których odbija się zarówno tradycja, jak i nowoczesność angielskiej muzyki klubowej. Choć momentami uderza tutaj lekki bit, za każdym razem otaczają go takie dźwięki, że nagrania z krążka tracą swój taneczny potencjał. To nowy wymiar muzyki Watsona – i bardzo interesujący.

Don’t Be Afraid 2018

www.dontbeafraidrecordings.com

www.facebook.com/dontbeafraidrecordings

www.facebook.com/nevillecwatson

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze