Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.

Solange – When I Get Home
Jarek Szczęsny:

Brakująca kropka.

Zaumne – Błysk
Jarek Szczęsny:

Zapętl to w nieskończoność.

Planetary Assault Systems – Straight Shooting
Paweł Gzyl:

Siedem strzałów prosto do celu.



Silent Servant – Shadows Of Death And Desire

Pożądanie w cieniu śmierci.

Juan Mendez stawiał pierwsze kroki na elektronicznej scenie dwadzieścia lat temu. Z jednej strony zadebiutował jako producent pod pseudonimem Jasper, a z drugiej – jako współwłaściciel wytwórni Cytrax i Delay. Te dwa wątki przewijają się w jego działalności do dzisiaj. Kiedy na początku minionej dekady poczuł, że laptopowe techno wyczerpało swe możliwości, pozostawił bez żalu dotychczasowe osiągnięcia – i zdefiniował się na nowo jako Silent Servant.

To właśnie działalność pod tym szyldem przyniosła mu największą sławę. Stało się to za sprawą wytwórni Sandwell District, którą założył w 2002 roku wraz z dwoma kolegami po fachu – Regisem i Functionem. Wydawane jej nakładem płyty niemal od początku zawierały oryginalną wersję techno: zanurzoną w dubowych efektach i ambientowej mgiełce, ale również podrasowaną na post-punkową modłę. W ten sposób muzyka kolektywu stała się zaczynem nowej fali gatunku, zorientowanej na industrialne brzmienia.

Rozwiązanie w szczytowym okresie kolektywu Sandwell District sprawiło, że Mendez musiał przedefiniować swoją działalność po raz kolejny. Tak narodziła się jego trzecia wytwórnia – Jealous God – w uruchomieniu której pomogli mu Regis i James Ruskin. W ciągu pięciu lat swej działalności opublikowała ona całą serię EP-ek, które połączyły mroczną wizję techno z dewocyjną ikonografią. W ten sposób Mendez odwoływał się do swego latynoskiego dziedzictwa i plastycznych fascynacji.

Mimo tych wszystkich fluktuacji, od 2006 roku czołowym projektem Mendeza pozostaje Silent Servant. Na jego koncie można znaleźć kilkanaście EP-ek i jeden album. „Negative Fascination” z 2012 roku trwał niewiele ponad dwa kwadranse, ale w wyrazisty sposób kodyfikował brzmienie swego autora w postaci siedmiu nagrań, łączących w spójny sposób ambient, industrial i techno. Kontynuacją tamtego wydawnictwa jest wydany właśnie drugi album Silent Servant – „Shadows Of Death And Desire”.

Otwierający kolekcję „Illusion” uderza perkusyjnym stacatto rodem z wczesnych nagrań Ministry – a towarzyszą mu EBM-owe akordy i zawodzące przestery. „Harm In Hand” ma już bardziej taneczny potencjał, przechodząc swobodnie od electro do techno, które ozdabia schizofreniczna wokaliza w stylu Alana Vegi z Suicide. Podobnie brzmią „Damage” i „Loss Response” – choć tym razem nerwowe breaki ozdabiają wijące się przestery i tęskne syntezatory.

W „24 Hours” dochodzi do pomysłowej syntezy minimal wave w stylu wczesnego Cabaret Voltaire z mocnym techno wywiedzionym z Sandwell District i mrocznym EBM-em spod znaku Nitzer Ebb. „Glass Veil” wprowadza do tego miksu post-punkowych brzmień liryczną nutę niesioną przez darkwave’owe klawisze. Całość wieńczy najbardziej rozbudowane nagranie w zestawie, łączące dudniący bit rodem z nagrań Big Black z shoegaze’ową gitarą i przetworzonym śpiewem Camelli Lopo z Tropic Of Cancer – „Optimistic Decay”.

Podobnie jak sześć lat temu „Negative Fascination”, również teraz „Shadows Of Death And Desire” trwa niewiele dłużej niż pół godziny. Te siedem nagrań z krążka to jednak esencja muzyki, którą w ostatnich latach nagrywał i wydawał Juan Mendez. Nowoczesne electro i techno asymilują tu post-punkowe mroki i industrialne brudy, tworząc dźwiękową hybrydę, która wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom. Choć wielu producentów próbuje dziś grać podobnie, album ten pokazuje, że tylko Silent Servant potrafi zamienić wszystkie te elementy na spójną i fascynującą całość.

Hospital Productions 2018

www.hospitalproductions.net

www.facebook.com/SilentServantMusicOfficial

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Diuna

    Gdyby Grauzone nie skończyli z muzyką po pierwszym albumie to pewnie dzisiaj tak by właśnie brzmieli.