Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.



Spellling – Mazy Fly

Wstrząśnięta i zmieszana.

Chrystia Cabral swój debiutancki album nagrała zgodnie z poszanowaniem reguł „zrób to sam”. Całość materiału napisała samodzielnie, wykonała i wyprodukowała w swoim mieszkaniu w Berkley w Kalifornii. Grunt, że od samego początku jej zainteresowania powędrowały w kierunku eksperymentów z produkcją oraz mieszania gatunków. Dziś wydaje się to koniecznością, aby przykuć rozproszoną uwagę słuchaczy. Czasami mam wrażenie, że wszyscy już tak robią. Tym bardziej warto dostrzec nietuzinkowe płyty, które wyróżniają się na tle strumienia dźwięku. Spellling ma jeszcze jedną przewagę – głos, którym wyczarowuje różnobarwne światy.

Pomimo swej różnorodności „Mazy Fly” jest albumem spójnym. Sama artystka wspomina, że często patrzy w niebo, aby nie umknął jej moment porwania przez kosmitów. Spokojnie, Spellling potrafi też twardo stąpać po ziemi i łączyć sferę duchową i syntetyczną. Na albumie miesza się soul, elektronika, hauntologia, melodie, psychodelia i syntezatory. Najlepszym ambasadorem tego miszmaszu jest „Under the Sun”. Zjawiskowa kompozycja z kosmicznym i psychodelicznym posmakiem. Artystka modli się o lepszą przyszłość i o to, aby przeszłość nie weszła jej w drogę. Wszystko to w błyszczącej polewie syntetycznych brzmień i zgrabnie poprowadzonych wokali.

Gwiezdna stylizacja nie opuszcza nas również w „After Life”, ale tu honoru Ziemi broni Divya Farias z partiami na saksofonie. Zamiłowanie do eksperymentów pozostała i objawia się w postaci „Golden Numbers”. Gdyby ktoś szukał dowodu, że przyjemną ścieżkę dźwiękową można rozpruć i zaszyć w niej przeróżne wokalne tony splecione z basowym groovem, to powinien posłuchać „Red”. Nie zabrakło nawiązania do przeszłości. „Haunted Water” przypomina o latach 80. i przywołuje nastrój horroru. Opowieść zaś tyczy się wspomnień o przemocy kolonialnej. Artystka przekonuje, że nie wystarczy przerzucić mostu nad nawiedzonymi wodami, aby wszystko było w porządku.

Spellling biegle posługuje się popem („Hard to Please”), dodając utworom lekkości. Właściwie wszystkiego się można po tym albumie spodziewać i wszystko na nim spotkać. Kłania się nawet r&b w „Hard to Please (Reprise)”, gdzie na perkusji gra Jacob Richardson. Lataninę syntezatorów mamy w „Dirty Desert Dreams”. W przypadku tych piosenek najsensowniejsza klasyfikacja, jaką można zastosować, to podział na ciemne i jasne. Do tych pierwszych z pewnością zaliczyć trzeba świetną balladę „Mazy Fly”. Osobiście ten album przekonuje mnie bardziej niż dokonania Sophie. Pomimo dość mglistej aury płyta jest zaczepna, a miejscami prowokacyjna. W dodatku jest przemyślany i artystycznie nasycony, aż mnie korci, aby sięgać po porównania z tymi, którzy już nie żyją, ale sądzę, że bez tego Spellling i tak sobie poradzi.

Sacred Bones | 2019
Bandcamp
FB
FB Sacred Bones

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze