Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.

Watergate 26 – Mixed By WhoMadeWho
Paweł Gzyl:

Powoli i bez pośpiechu.

Michał Turowski – Wormwood And Flame
Jarek Szczęsny:

Witajcie w Prypeci.



Spellling – Mazy Fly

Wstrząśnięta i zmieszana.

Chrystia Cabral swój debiutancki album nagrała zgodnie z poszanowaniem reguł „zrób to sam”. Całość materiału napisała samodzielnie, wykonała i wyprodukowała w swoim mieszkaniu w Berkley w Kalifornii. Grunt, że od samego początku jej zainteresowania powędrowały w kierunku eksperymentów z produkcją oraz mieszania gatunków. Dziś wydaje się to koniecznością, aby przykuć rozproszoną uwagę słuchaczy. Czasami mam wrażenie, że wszyscy już tak robią. Tym bardziej warto dostrzec nietuzinkowe płyty, które wyróżniają się na tle strumienia dźwięku. Spellling ma jeszcze jedną przewagę – głos, którym wyczarowuje różnobarwne światy.

Pomimo swej różnorodności „Mazy Fly” jest albumem spójnym. Sama artystka wspomina, że często patrzy w niebo, aby nie umknął jej moment porwania przez kosmitów. Spokojnie, Spellling potrafi też twardo stąpać po ziemi i łączyć sferę duchową i syntetyczną. Na albumie miesza się soul, elektronika, hauntologia, melodie, psychodelia i syntezatory. Najlepszym ambasadorem tego miszmaszu jest „Under the Sun”. Zjawiskowa kompozycja z kosmicznym i psychodelicznym posmakiem. Artystka modli się o lepszą przyszłość i o to, aby przeszłość nie weszła jej w drogę. Wszystko to w błyszczącej polewie syntetycznych brzmień i zgrabnie poprowadzonych wokali.

Gwiezdna stylizacja nie opuszcza nas również w „After Life”, ale tu honoru Ziemi broni Divya Farias z partiami na saksofonie. Zamiłowanie do eksperymentów pozostała i objawia się w postaci „Golden Numbers”. Gdyby ktoś szukał dowodu, że przyjemną ścieżkę dźwiękową można rozpruć i zaszyć w niej przeróżne wokalne tony splecione z basowym groovem, to powinien posłuchać „Red”. Nie zabrakło nawiązania do przeszłości. „Haunted Water” przypomina o latach 80. i przywołuje nastrój horroru. Opowieść zaś tyczy się wspomnień o przemocy kolonialnej. Artystka przekonuje, że nie wystarczy przerzucić mostu nad nawiedzonymi wodami, aby wszystko było w porządku.

Spellling biegle posługuje się popem („Hard to Please”), dodając utworom lekkości. Właściwie wszystkiego się można po tym albumie spodziewać i wszystko na nim spotkać. Kłania się nawet r&b w „Hard to Please (Reprise)”, gdzie na perkusji gra Jacob Richardson. Lataninę syntezatorów mamy w „Dirty Desert Dreams”. W przypadku tych piosenek najsensowniejsza klasyfikacja, jaką można zastosować, to podział na ciemne i jasne. Do tych pierwszych z pewnością zaliczyć trzeba świetną balladę „Mazy Fly”. Osobiście ten album przekonuje mnie bardziej niż dokonania Sophie. Pomimo dość mglistej aury płyta jest zaczepna, a miejscami prowokacyjna. W dodatku jest przemyślany i artystycznie nasycony, aż mnie korci, aby sięgać po porównania z tymi, którzy już nie żyją, ale sądzę, że bez tego Spellling i tak sobie poradzi.

Sacred Bones | 2019
Bandcamp
FB
FB Sacred Bones

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze