Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.



Eksperymentalne oblicze RPA – część czterdziesta

Nowy rok i nowa część cyklu. Całkiem niedawno wyszły dwa albumy szwajcarskiego producenta Dejota, który nagrał je podczas pobytu w RPA. Poznajcie jego wyjątkową elektronikę!

Dejot – „Holowez” (Mouthwatering Records | 21.01.2019)

Zacznę od tego, że muzyka Daniela Jakoba aka Dejot zagościła już w cyklu w 2017 r., ale wtedy pod nazwą Dubokaj. Wówczas wyszła jego bardzo dobra EP-ka „Dubokaj Meets Fortune Shumba” nagrana wspólnie z południowoafrykańskim wokalistą i producentem Shumbą.

Wraz z nowym aliasem Jakoba poznajemy jego inną wrażliwość stylistyczną. Nie twierdzę, że zaczął komponować diametralnie odmienną muzykę. Pozostajemy nadal w estetyce elektroniki, ale utkanej z wielu wspomnień z kilkumiesięcznego pobytu artysty w RPA. On sam traktuje „Holowez” jako dźwiękowy pamiętnik, nie wkładając do uszu słuchaczy wyraźnych pauz czy granic, wręcz przeciwnie – poddając rzeczywistość zamierzonej obróbce. – Zacząłem budować w mojej głowie wyimaginowany świat, tworząc mieszankę z tego, co dokumentowałem na zdjęciach, tym samym odwołując się do najbardziej skrywanych uczuć i wspomnień. To było tak, jakbym wyznaczał inne spojrzenie na rzeczywistość, a to odbijało się w mojej muzyce – podkreśla Dejot.

Na „Holowez” odnajdziemy wiele śladów pochodzących z RPA. Mniej lub bardziej wyraźnie słyszmy znakomitych muzyków czy wokalistów z Czarnego Lądu. W utworze „Robot Machirine” mamy głos Roberta Michiriego, z kolei w „Sundeep” pojawiła się Moonchild Sanelly (ostatnio występowała z Gorillaz, zaś wcześniej koncertowała z Die Antwoord). Poza tym jest tu dużo sprawnie wplecionych nagrań terenowych. W „Frain Grain” są strzępki inicjacji Zulu Sangoma, a gdzie indziej da się usłyszeć fragmenty śpiewających i tańczących ludzi w wodzie (zostali nagrani na plaży w Durbanie) oraz śpiew ptaków w tymże mieście. Nie jest to banalne wtapianie field recordingu w elektroniczną tkankę – co bywa często zatrważające – ale w tym przypadku nazwałbym to swoistym nawlekaniem rzeczywistości na świat syntetyczny i na odwrót.

Dejot robi to świetnie, angażując się całym sobą, a jego kompozycje wywołują efekt połykania przyjaznej energii ulatniającej się przy rytmie zakorzenionym w południowoafrykańskiej codzienności. Najbardziej chodzi tu o kwaito i gqom. Oczywiście są też mrugnięcia w stronę techno, ambientu czy dubu / dubstepu. Porwał mnie absolutnie utwór „Joao’s Piano” zamieniający się introspekcyjny trans. Zresztą całość jest fascynującym kolażem uniesień odklejania się od ziemskiej powierzchni. Lećcie razem z Dejotem, burząc granice wyobraźni!

Dejot – „Uhujano” (Mouthwatering Records | 15.02.2019)

Dosłownie niedawno wyszła druga taśma Dejota – „Uhujano”, która z kolei przybliża bardziej taneczne oblicze twórczości Daniela Jakoba. Materiał jest oczywiście pokłosiem jego pobytu w Johannesburgu sprzed trzech lat. Tam zrodził się materiał źródłowy, podobniej jak na „Holowez”, a ostateczny szlif odbył się już w studiu w Bernie. Na „Uhujano” gościnne pojawiło się wielu znakomitych artystów z RPA. W utworach „Tooshtoo” i „La Marchandise” zaśpiewał Simangaliso Mfula znany z duetu Radio 123, zaś głos Moonchild Sanelly słyszymy aż w trzech fragmentach: „Newtown Chips”, „Vento Sum” i „Troy Snake”. W paru kompozycjach zagrał na perkusji i gitarze Tshepanga Ramoba z zespołu BLK JKS. Waterylillyrosa zaśpiewała w „Vermolca in the Dark” i mamy też ponownie Roberta Machiriego.


„Uhujano” raczy nas klubową energią powstałą z wymieszania techno, r&b, gqomu, kwaito, house’u i współczesnego popu. I na pewno nie jest to parkietowa łupanka z paroma bitami i oczywistą zmianą metrum. Naprawdę wiele się dzieje pod spodem, a uważne słuchanie pomaga w odkryciu niuansów choćby w postaci przemyconych nagrań terenowych i rozmaitych brzmień. Na „Uhujano” jest jeden utwór całkowicie instrumentalny pt. „Hansa Lusia”, który okazał się absolutnym sztosem. Chciałbym, żeby Dejot rozgościł się nie tylko w zachodnich klubach, ale też nad Wisłą! Może na jakichś polskich festiwalach? Liczę, że znajdzie się w Polsce odważny organizator / promotor, który zechce sięgnąć po muzykę Jakoba i artystów z Republiki Południowej Afryki, ponieważ u nas wciąż okropna bieda pod tym względem.

 

Strona Facebook Dejota »Strona Mouthwatering Records »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze