Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.



Florian Meindl – Nonlinear Times

Trance i acid w służbie techno.

Rzadko dociera do nas ostatnimi czasy nowa elektronika z Austrii. Ale nic w tym dziwnego: większość artystów z tego kraju, która odniosła artystyczny lub komercyjny sukces, przenosi się prędzej czy później do Niemiec. Tak też się stało w przypadku Floriana Meindla. Zaczynał pod koniec lat 90. jako didżej, poprzedzając takie tuzy jak Claude Young czy Ricardo Villalobos. Z własnymi produkcjami wystartował na początku minionej dekady.

Punktem zwrotnym w jego biografii okazała się przeprowadzka do Berlina. Tam austriacki producent otworzył własną wytwórnię – Flash. Publikowała ona nie tylko jego materiał, ale również zaprzyjaźnionych artystów w rodzaju Lucy’ego, Sighy czy Radio Slave. To jej nakładem ukazały się też trzy wydane do tej pory albumy Meindla, z których ostatni pojawił się na rynku dwa lata temu. „Time Illusion” spotkało się z dobrymi recenzjami, a piszący o krążku podkreślali nie tylko muzyczny talent artysty, ale też techniczny aspekt jego twórczości.

Tak się bowiem złożyło, że na początku tej dekady Meindl zaczął kompletować wyposażenie swego własnego studia, koncentrując się na zakupie analogowych i modularnych syntezatorów. W miarę wzbogacania się w nowe instrumenty, inaczej wyglądały też występy producenta. Podczas prezentacji w ramach Boiler Roomu dwa lata temu Meindl zaprezentował się łącząc didżejowanie z obsługą trzech modularnych maszyn. Sprzęt ten, wchodzący w skład jego Riverside Studios,  został także wykorzystany w powstawaniu czwartego albumu Austriaka.

„Nonlinear Times” przynosi solidną dawkę twardego techno o „żywym” brzmieniu. Jego szkielet tworzą ciężkie i galopujące bity, na które nakładają się kolejne pasaże analogowych klawiszy („Basic Mechanism”). W kilku momentach płyty Meindl odwołuje się do muzyki powstającej na początku lat 90. we Franfurcie, łącząc trance’owe arpeggia („Nonlinear Times”) z acidowymi loopami („Dive Doiwn”). Kojący oddech od tego zwartego i gęstego grania, przynoszą utwory odwołujące się do klasyki elektroniki w stylu choćby Jean-Michel Jarre’a („Surrealist”).

Nagrania z „Nonlinear Times” nie są może jakoś szczególnie odkrywcze, ale ich siła drzemie w koncertowym sznycie, jakie nadał im Meindl. Otwarta formuła większości z kompozycji z jego czwartego albumu sprawia, że podczas występów będzie on mógł nasycać je syntezatorowymi improwizacjami do woli. Stąd słuchanie materiału z „Nonlinear Times” jest trochę jak lizanie cukierka przez szybę: pełną moc znajdujących się na płycie nagrań poznamy dopiero podczas spotkania z ich autorem w klubie lub na festiwalu.

Flash 2018

www.flash-rec.com

www.facebook.com/flashrec

www.florianmeindl.com

www.facebook.com/florianmeindlartistpage

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Diuna

    Fajny artwork i…jeden dobry numer.

  2. coraz więcej takich pozycji …. zaczyna się nasuwać wręcz pytanie po co decydować się na zakup płyty …może lepiej poczekać na koncert …. lub na internetową transmisję … czasem już tak bywa … eh dziwne to czasy